Po lekcjach Lucy odwiozła mnie do domu. Nie powiedziałam jej, że zostałam postrzelona i, że poznałam Justina...Nie chciałam jej w to mieszać...Dlaczego? Sama nie wiem.
Weszłam do domu
-Brooklyn pozwól na chwilkę.-usłyszałam głos taty dobiegający z salonu
-Tak tato?-weszłam do pokoju. Tata siedział na fotelu i przeglądał gazetę, a mama krzątała się po kuchni.
-Musimy porozmawiać.
Zgrabnie usiadłam na łóżku i wpatrywałam się w tatę.
-Dzwoniła do mnie twoja matematyczka....
-Ughh...-i co ta suka ci o mnie nagadała?
-Uważaj na słowa młoda panno! Powiedziała, że źle się do niej odzywałaś! Nie podoba mi się twoje zachowanie! Dostajesz szlaban!
-Tato! Ona się uwzięła! Nienawidzę jej!
-Mogłabyś chociaż odnosić się do niej z szacunkiem! Zejdź mi z oczu!
Natychmiast pobiegłam do mamy.
-Mamo!
-Kochanie, uważam, że tata ma rację. Ten szlaban ci dobrze zrobi.
Wściekła pobiegłam do swojego pokoju.
-I co ja teraz zrobię?! Miałam się spotkać z Justinem!
Wzięłam telefon i napisałam do niego SMS-a
"Sorki...szlaban..raczej się nie spotkamy. :("
Kilka minut potem przyszła odpowiedź
"Coś wykombinuję...Nie martw się ;)"
Uśmiech zagościł na mojej twarzy.
Zrobiłam sobie kreski, uczesałam włosy w koka i przebrałam się.
Czekałam na Justina 15 minut. Stał pod domem w aucie... Nagle zadzwonił telefon. Odebrałam
-Wyjdź oknem...zaraz podstawię drabinę.
-Umm...ok, ale jak coś mi się stanie to pożałujesz.
-Nie martw się shawty.
Justin podstawił drainę pod okno i zeszłam...Cały czas trzęsły mi się nogi. Wsiadłam do jego auta, a on zawadiacko się do mnie uśmiechał.
-Pani idealna łamie zasady.
-Ahh...zamknij się już. Szturchnęłam go barkiem.
Dojechaliśmy pod Starbucks. Zajęliśmy miejsce. Zamówiliśmy Waniliowe Frapuccina. Justin cały czas przyglądał się dziewczynie, która siedziała kilka stolików dalej z chłopakiem.
-Justin? Wszystko w porządku?
-Tak...
-Cały czas przyglądasz się tamtej lasce...
-Nie...po prostu mi kogoś przypomina.
Chłopak, który siedział koło niej poszedł do toalety..Dziewczyna podeszła do nas.
Mogę ją krótko opisać: wysoka blondyna z wielkim biustem...
Uśmiechnęła się do mnie...To był wredny uśmiech...
-Justin...twoja nowa dziewczyna? Jeszcze wczoraj widziałam cię z inną...
Żyły na jego szyi wyraźnie się odznaczyły.
-Odejdź stąd Shanon.
-Kiedyś byliśmy razem-zwróciła się do mnie.-mała przestroga: jest słaby w łóżku.
-Wynoś się, zanim ci coś zrobię.
-Buziaczki-Shanon wyszła z budynku.
Chłopak, który z nią był wyszedł z toalety i zdziwiony rozglądał się po kawiarni. Kelnerka powiedziała mu, że dziewczyna wyszła z baru i on za nią wybiegł.
-Kim była ta dziewczyna?
-Nie ważne...
-O co jej chodziło?
-Nie ważne!-uderzył pięścią w stół-idziemy
Wyszliśmy z baru...byłam wkurzona, że Justin nie chce mi nic powiedzieć.Podszedł do auta i otworzył drzwi z zamiarem wsiadania. Ja nie miałąm zamiaru siedzieć z nim w aucie. Zaczęłam iść w kierunku mojego domu.
-Co ty wyprawiasz?
-Idę do domu? Nie widać?
-Daj spokój! Wsiadaj!
-Zaoszczędzę ci na paliwie...poza tym, chcę sobie przemyśleć parę rzeczy.
-To znaczy?
-Czy zgodzenie się na spotkanie z tobą tutaj było dobrym pomysłem.-Powiedziałam to, po czym po prostu ruszyłam przed siebie.
Heloooł ludzie! Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba...<3 <3/Magda
-Justin? Wszystko w porządku?
-Tak...
-Cały czas przyglądasz się tamtej lasce...
-Nie...po prostu mi kogoś przypomina.
Chłopak, który siedział koło niej poszedł do toalety..Dziewczyna podeszła do nas.
Mogę ją krótko opisać: wysoka blondyna z wielkim biustem...
Uśmiechnęła się do mnie...To był wredny uśmiech...
-Justin...twoja nowa dziewczyna? Jeszcze wczoraj widziałam cię z inną...
Żyły na jego szyi wyraźnie się odznaczyły.
-Odejdź stąd Shanon.
-Kiedyś byliśmy razem-zwróciła się do mnie.-mała przestroga: jest słaby w łóżku.
-Wynoś się, zanim ci coś zrobię.
-Buziaczki-Shanon wyszła z budynku.
Chłopak, który z nią był wyszedł z toalety i zdziwiony rozglądał się po kawiarni. Kelnerka powiedziała mu, że dziewczyna wyszła z baru i on za nią wybiegł.
-Kim była ta dziewczyna?
-Nie ważne...
-O co jej chodziło?
-Nie ważne!-uderzył pięścią w stół-idziemy
Wyszliśmy z baru...byłam wkurzona, że Justin nie chce mi nic powiedzieć.Podszedł do auta i otworzył drzwi z zamiarem wsiadania. Ja nie miałąm zamiaru siedzieć z nim w aucie. Zaczęłam iść w kierunku mojego domu.
-Co ty wyprawiasz?
-Idę do domu? Nie widać?
-Daj spokój! Wsiadaj!
-Zaoszczędzę ci na paliwie...poza tym, chcę sobie przemyśleć parę rzeczy.
-To znaczy?
-Czy zgodzenie się na spotkanie z tobą tutaj było dobrym pomysłem.-Powiedziałam to, po czym po prostu ruszyłam przed siebie.
Heloooł ludzie! Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba...<3 <3/Magda
Cudowne! Zapiera dech w piersiach :o Czekam na kolejny rozdział *-*
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejne rozdziały. Bardzo wciągające. Nie mogę się doczekać dalszej części. :*
OdpowiedzUsuńProszę kolejny i to w najbliższym czasie <3 jest cudowny *.*
OdpowiedzUsuń