piątek, 25 kwietnia 2014

Zdziwiła mnie jego odpowiedź 
chciałby ze mną zostać? 
Nie powiem ucieszyło mnie to aż ciepło mi się 
na sercu zrobiło.
- Miło - uśmiechnęłam się.
- Teraz dopiero zauważyłem,że mało się uśmiechasz - powiedział- Powinnaś
częściej to robić..serio. - poradził i wysłał mi ten z jednych jego uśmieszków 
za, którego oddałabym całe życie.
Zapadła cisza, ale była ona przyjemna każdy z nas przetwarzał to co 
powiedział. 
Po chwili Justin to przerwał .
- Chyba powinienem się już zbierać. - mruknął. 
-Tak - westchnęłam. - Jest już 3:36 nad ranem.
- Spotkamy się jeszcze? - spytał a w jego oczach, zauważyłam 
iskierki nadziei.
- Jasne.- powiedziałam cicho. 
Może poznałam, go kilka godzin temu może nic o nim nie wiem ,ale miło mi się z nim spędza czas. Z Justinem czuję się sobą.
Nie tak jak w szkole.
- To.. do zobaczenia księżniczko  - szatyn uśmiechnął się figlarnie i puścił 
oczko.
- Księżniczko? - spytałam zdziwiona a na mojej twarzy pojawił się mały uśmieszek.
- Tak księżniczko - zaśmiał się. Boże on jest taki słodki. Kiedy się śmieje 
marszczy nos w ten taki swój sposób. 
- Dobranoc - podszedł do mnie i przytulił. Chwilę byłam zaskoczona ale oddałam 
uścisk.
Po chwili Justin już był przed moim domem a ja jeszcze patrzyłam jak 
odjeżdża w dół ulicy.
Zamknęłam okno i udałam się w stronę łóżka.
Położyłam się i zakryłam kołdrą i zasnęłam.

Obudziła mnie irytująca melodia mojego alarmu.
Wstałam niewyspana w końcu spałam niecałe 3 godziny.
Skierowałam się do szafy i wyciągnęłam z niej 
białe szorty i szarą bluzę z napisem BROOKLYN.
Kiedy wzięłam już swój zestaw dobrałam jeszcze bieliznę.
Gdy już skończyłam skierowałam się 
do łazienki.
Zamknęłam za sobą drzwi i rozebrałam się.  Weszłam do kabiny i odkręciłam kurki.
Ciepła woda otuliła moje ciało na rękę wycisnęłam 
trochę arbuzowego żelu pod prysznic i namydliłam ciało.
Wyszłam z kabiny i wysuszyłam ciało po czym założyłam na siebie ubrania.
Zrobiłam sobie lekki makijaż składający się z tuszu do rzęs i podkładu oraz błyszczyku.
Kiedy byłam już gotowa, zbiegłam do kuchni biorąc przy tym swoją torbę z książkami.
Przywitałam się z rodzicami i chwyciłam jabłko.
Po zjedzeniu owocu, sprawdziłam godzinę była 7:45.
Pięknie miałam 15 minut do dojścia d szkoły.
Przecież ja nie zdążę ode mnie  z domu do szkoły jest jakieś 25 minut.
Szybko założyłam vansy na nogi  i wybiegłam trzaskając drzwiami.
No trudno najwyżej będę miała spóźnienie,cholera.
Zanim się zorientowałam stałam już przed dużymi szklanymi 
drzwiami.
Pchnęłam je i weszłam do środka budynku.
Szybkim krokiem poszłam do swojej 
szafki.
Zostawiłam tam niepotrzebne mi książki
i skierowałam się do klasy gdzie odbywała się 
matematyka z panią Smith.
Jak ja jej nienawidzę.
Nie wiem jakim cudem ona tu uczy.
Po chwili stanęłam przed drzwiami klasy.
Zapukałam i weszłam 
-Przepraszam za spóźnienie - burknęłam.
- Panno Moon to już twoje trzecie spóźnienie- powiedziała zdenerwowana.
- No powiedziała przepraszam do cholery. - warknęłam zła.
- Panno Moon język!- krzyknęła.
Gotowałam się w środku.
- Panno Moon język!-  powiedziałam tak samo jak ona .
-  Brooklyn nie przedrzeźniaj mnie!- krzyknęła po raz drugi.
- Czemu?- zakpiłam.
Chwila moment a wygarnę jej to co o niej myślę.
Zepsuła mi dzisiaj od samego rana humor.
Ugh! Nienawidzę szkoły.
- Do dyrektora! Ale to szybko! - krzyknęła.
- Suka- powiedziałam.
Po czym wyszłam z klasy trzaskając drzwiami.
Pokierowałam się do gabinetu dyrektora  i zapukałam kiedy usłyszałam przytłumione "proszę" weszłam.
- O, Brooklyn co Cię tu sprowadza? - spytał zaciekawiony pan Steven.
- Pani Smith. - wydukałam i usiadłam.
- Ciekawe - powiedział .
-Ta..- westchnęłam
i zaczęłam bawić się skrawkiem mojej bluzy.
- Pani Smith zanim tu przyszłaś zgłosiła mi to co zrobiła na lekcji matematyki, powiem że nie podoba mi się twoje zachowanie. Dostajesz cały tydzień kozy.- powiedział stanowczo przy tym mierząc mnie wzrokiem.- Możesz odejść. - mruknął.
Przytaknęłam i wyszłam z gabinetu. Pięknie co ja teraz powiem rodzicom? 
Na pewno nie będą zadowoleni.
Po ostatniej rozmowie mój ojciec nie był zadowolony był wkurzony co ja mówię? 
On był wściekły po tym jak powiedział do mnie "gówniaro" zrobiło mi się przykro.
Ale to nie moja wina że Smith jest taka irytująca.
Sprawdziłam, która godzina na moim IPhone.
Do końca lekcji było 5 minut nie opłacało mi się iść więc poszłam do swojej szafki.
Kiedy miałam otwierać swoją szafkę usłyszałam 
jak mój telefon dzwoni.
Wyciągnęłam urządzenie z kieszeni i szybko odebrałam.
-Tak?- spytałam cicho .
-To ja Justin. - usłyszałam chrapliwy głos po drugiej stronie.
Na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech.
- Co chcesz?- spytałam.
- Możemy się dzisiaj spotkać?- zapytał . 
- Okej umm o której?
- O 18 w Starbucks. -powiedział.
- Jasne to.. do zobaczenia. - powiedziałam i rozłączyłam się nie czekając na odpowiedź.


*******

Siema co tam? ;* Obiecałam że dzisiaj napiszę wiem rozdział taki sobie :\ 
Ale najważniejsze że jest.
Proszę komentujcie rozdziały okej bardzo mi na tym zależy :)
Dobranoc <3 /Gosia 






                                                       ROZDZIAŁ 5

  BROOKLYN POV

 Justin opatrzył mi ranę. Oczywiście potem poprosiłam go, żeby zawiózł mnie do domu. Posłuchał sie mnie...WOW...

Całą drogę przebyliśmy w milczeniu. Co chwilę nerwowo spoglądałam na zegarek. Było naprawdę późno. Wiedziałam, że rodzice na pewno będą niezadowoleni.
-Moglibyśmy jechać szybciej?
-Posłuchaj słonko-żyły na jego szyi odznaczyły się.-to ja tu decyduję, w jakim tempie będę jechał kapujesz?
-T..tak-przestraszyłam się....
-Cieszę się, że się rozumiemy.

 Do końca drogi nie odezwałam się do niego ani słowem.

W końcu dojechaliśmy pod mój dom. Wysiadłam z auta i już kierowałam się do drzwi kiedy usłyszałam:
-spotkamy się jeszcze?
-Już się stęskniłeś?
-Daj mi swój numer.
-Nie.-zadziornie wystawiłam do niego język, po czym weszłam do domu.

Było dość późno, więc po cichutku kierowałam się do mojego pokoju. Nagle lampka w salonie zapaliła się.
-Brooklyn Katherine Moon! Podejdź tu proszę-usłyszałam donośny głos mojego taty.
-O nie...-wymamrotałam pod nosem.
-Hej mamo...tato...
-Mam do ciebie jedno, zasadnicze pytanie...Która jest godzina?
-No wiesz...to zależy...No bo wiesz...w innym rejonie świata może być 5 rano, a w innym 4 rano więc...
-Która jest godzina u nas?
-3:00
-No właśnie...a co ty powinnaś robić o 3:00??
-No właśnie...powinnam iść spać, a rozmawiam tu z wami...no to ja już lecę dobranoc.
-Poczekaj! Powiedz mi jeszcze...co robiłaś w mieście o tak później porze?
No i co ja mam im powiedzieć? Mamo tato! Byłam na imprezie i mnie postrzelili, a potem musiałam pokazywać się w staniku jakiemuś chłopakowi, żeby opatrzył mi ranę, a tak właściwie, to co jutro na obiad?
-No wiesz...byłam u Lucy...oglądałyśmy film...gadałyśmy i tak jakoś czas zleciał.
-Nie mogłaś zadzwonić? Pozwoliłabym ci u niej spać!-mama w końcu się odezwała.
W mamie zawsze mam najwięsze wsparcie. Tata zawsze był surowy...Zawsze musiałam robić to, co on kazał.
-Hmm...no wiesz...Ja zostawiłam komórkę w domu, a Lucy wpadł do stawu.
-Masz szlaban!-krzyknął tata.
-Peter nie bądź taki surowy. Brooklyn...bardzo się o ciebie martwiliśmy. Nie rób więcej takich rzeczy ok?
-Ok.
-Masz szczęście gówniaro, że twoja matka ci pobłaża...idź już na górę. Zejdź mi z oczu.

Uradowana pobiegłam po schodach do swojego pokoju. Oczywiście po drodze musiałam się wyjebać...Jak to ja i moja niezdarność.

Weszłam do swojego pokoju, zrzuciłam z siebie ciuchy i w bieliźnie ruszyłam w stronę łazienki. Weszłam pod prysznic i poczułam niesamowitą ulgę. Zmyłam z siebie ciężar całego dnia. Nikomu tego nie mówiłam, ale moja pasją jest śpiewanie...no może rysowanie też.. Opierałam się, ale w końcu nie wytrzymałam i zaczęłam śpiewać jedną z moich ulubionych piosenek. Zawsze przy niej płaczę...Po kilku minutach usiadłam w brodziku. Skuliłam się i zaczęłam płakać. Ciepłe krople wody spływały po moim ciele, a ja płakałam... Sama nie wiem czemu...po prostu musiałam...spojrzałam na swoje nadgarstki...były na nich blizny po żyletce...cięłam się, gdy byłam młodsza.....gdy tylko coś było nie tak, sięgałam po żyletkę...to było coś, jak środek na uspokojenie...to mnie odstresowywało...Jestem psychiczna...Nagle usłyszałam dźwięk przysyłanego SMS-a. Wzięłąm telefon i przez łzy odczytałam wiadomość:
-Jestem u ciebie w pokoju... (numer nieznany).

Zakręciłam wodę, ubrałam się  w bieliznę i w ręcznik i wyszłam do pokoju. Na moim łóżku leżał nie kto inny...Justin!
Na mój widok przegryzł wargę, ale gdy spojrzał na moje nadgarstki posmutniał.
-Tniesz się?
-Cięłam się kiedyś...
-Czemu płakałaś?
-Nie płakałam...
-Jak to nie?-wstał i podszedł do mnie.-a ta łza to co?-wytarł mi ją z policzka.
-Po prostu nienawidzę siebie...Nienawidzę swojego ciała, swojego charakteru...Jestem beznadziejna...
-Nie mów tak!-Nie widzisz, jaka jesteś piękna...dla mnie jesteś mega seksowna...
Uśmiechnęłam się lekko...
-Ughh jasne...
-Naprawdę...czy gdybyś mi się nie podobała zrobiłbym tak?-Podszedł do mnie i objął w talii, po czym złapał za pośladek i lekko go ścisnął, co spowodowało moją natychmiastową reakcję. Po prostu go uderzyłam...
-Ał! Dlaczego to zrobiłaś?
-Nie rób tak więcej rozumiesz?! A tak właściwie, to co ty tutaj robisz?
-W odwiedziny-Na jego twarzy zagościł słodki uśmieszek, Chłopak w buciorach wskoczył na moje łóżko.
-Zdejmij buty!
-Po co?
-Nie pozwalam ci wchodzić w butach na moje łóżko!
-Dobra już dobra, uniósł ręcę w geście poddania się, po czym zdjął buty i ułożył się znów na łóżku...Przesunął się lekko.
-Podejdź tu.
Podeszłam. Chłopak chwycił mnie za rękę i pociągnął obok siebie. Byliśmy naprawdę blisko. Czułam jego ciepły oddech na szyi.
-Pociągasz mnie.
-Zajebiście...a ty mnie przerażasz...
-Dlaczego?
-Jesteś bipolarny...
-Hahaha jaki?
-Masz dwa oblicza...W jednej  chwili jesteś miły, słodki, a sekundę potem oschły i wredny.
-Uważasz, że jestem słodki?
-Nic takiego nie powiedziałam.-Popatrzyłam się w jego karmelowe oczy. Uśmiechał się...był słodki...był bardzo słodki.
-Powiedziałaś, że w jednej chwili jestem miły i słodki, a za chwilę oschły i wredny.
-Dobrze wiem, co powiedziałam! A teraz zabierz siebie i swoje buty..jedź do domu..
-Nie..
-Dlaczego?
-Bo wolę pobyć tu z tobą...

  Ten chłopak doprowadza mnie do szału...

No i mamy 5 ROZDZIAŁ MIŚKI <3 <3 MAM NADZIEJĘ, ŻE WAM SIĘ PODOBA/Magda

wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 4
Pov: Brooklyn

Przez resztę drogi milczałam. Nie chciałam się odzywać i pogarszać sytuacji 
w jakiej jestem. Siedzę w aucie z jakimś chłopakiem i jest już 00:23 .
Za dużo wrażeń jak na razie. 
Moi rodzice na pewno się o mnie martwią.
Nie chcę wiedzieć co zrobią jak przyjdę do domu na pewno będę 
uziemiona do końca swojego życia. 
Kurwa.
Musiałam zakończyć tą niezręczną ciszę.
- Gdzie jedziemy?- spytałam ponownie. Ponieważ pierwsza próba nie wypaliła bo zostałam 
wyzwana od "suki".
Ugh! pieprzony dupek.
- Do mnie. - odpowiedział podirytowany szatyn .
- A-ale ja muszę wracać do domu.Rodzice się będą o mnie martwić!- zaczęłam histeryzować jak zagubiona dziewczynka.
No i co ja im powiem?!
"Hej byłam wczoraj na imprezie i wiecie trochę wypiłam 
i  wracałam sama do domu. Usłyszałam jakieś krzyki
więc tam poszłam i jak się okazało zostałam postrzelona
i jechałam z jakimś nieznanym chłopakiem "
Czujecie ten sarkazm? 
- Bardziej martwisz, się o to co się stanie gdy przyjdziesz do domu?- spytał z nutką rozbawienia.- Równie dobrze mógłbym cię tu teraz zgwałcić lub zabić.-W tym momencie 
moje serce przestało bić. Byłam tak przerażona jak cholera. Że co?! 
Równie mógłby mnie zgwałcić lub zabić? 
Muszę być silna. Nie mogę się go bać bo on ma wtedy nade mną przewagę.
Przełknęłam rosnącą w gardle gulę i milczałam.
Po około 20 minutach byliśmy na jakimś osiedlu.
Chłopak wyszedł,a ja siedziałam dalej na miejscu pasażera.
Wow jaki dżentelmen nawet nie raczył otworzyć mi drzwi.
Szłam za nim jak zagubiony szczeniak.
Gdy już staliśmy przed drzwiami od kluczył je i zaprosił mnie do środka 
gestykulując przy tym ręką.
Nie powiem była pod wrażeniem. Myślałam ,że taki chłopak jak on ma 
porozrzucane puszki piwa w salonie brudne 
ubrania itp.
Ale tu było inaczej ściany były koloru szarego a 
meble były czarno białe 
istniał tam ład i porządek.
Chwycił mnie za łokieć i zaprowadził mnie do salonu.
Usiadłam wygodnie na kanapie i patrzyłam się w podłogę.
Możecie pomyśleć, że jestem jakąś wariatką ponieważ  patrzę się w podłogę.
Ale co ja mam zrobić jak jestem z jakimś obcym chłopakiem w jakimś obcym domu, no?!
Moje rozmyślenia przerwał głos chłopaka.
-Chcesz coś do picia? - podniosłam głowę i nasze spojrzenia
spotkały się na sekundę lecz szybko ją spuściłam ponieważ czułam się nieswojo .
- Nie,dzięki - mruknęłam. 
- Okej? Pójdę się przebrać, i zawiozę cię do domu. - powiedział 
na co przytaknęłam.

Pov: Justin

Ta dziewczyna mnie irytuje. Jest taka wkurwiająca.
Po krótkiej wymianie zdań poszedłem do swojego pokoju.
Gdy już w nim byłem skierowałem się do szafy i wyjąłem z niej
czyste bokserki parę szarych spodni dresowych z obniżonym krokiem 
i do tego czarna bluza z jakimś nadrukiem.
Gdy byłem w łazience wziąłem szybki prysznic po czym wysuszyłem ciało.
Założyłem na siebie
wcześniej przygotowane ciuchy i popsikałem się
AXE.
Zostawiłem włosy takie jakie są.
Wyszedłem z pomieszczenia i skierowałem się 
do salonu gdzie znajdowała się dziewczyna.
- Chodź- powiedziałem przy czym wyciągnąłem do niej rękę.
Jednak zignorowała mój gest i wstała sama.
Serio kurwa? Pieprzona suka. 
Mogłem ją tam zostawić.
Ale nie miałem innego wyjścia ona to wszystko widziała. 
Dosłownie, a nie chciałbym ,żeby policja się dowiedziała.
Gdyby nie ona wszystko poszło by gładko.
Chociaż to kurwa, uratowała mi życie płacąc tym,że to ona została postrzelona.
Muszę jej jakoś pomóc odwdzięczyć się.
To pierwszy i ostatni raz kiedy to robię.
- Poczekaj- mruknąłem- Trzeba Cię opatrzyć masz ranę w ramieniu.- chwyciłem jej 
rączkę i zaprowadziłem do łazienki. 
Dziewczyna usiadła na toalecie w tym czasie sięgnąłem 
po apteczkę.
- Musisz zdjąć bluzkę - powiedziałem stanowczo. Wytrzeszczyła oczy 
i zaprzeczyła kręcąc głową na "nie".
- Kurwa! Zdejmij tą pierdoloną bluzkę bo się tu wykrwawisz,a ja nie chcę 
mieć cię na sumieniu.- powiedziałem lekko zdenerwowany.
Wreszcie posłuchała i zdjęła bluzkę.
To co zobaczyłem. No kurwa!
Wow 

Pov:Brooklyn

Kazał zdjąć mi bluzkę byłam bezradna musiałam to zrobić bo inaczej jak
on to powiedział? Ah, tak " Wykrwawię się A on nie chce mieć mnie na sumieniu"
Idiota.
Zdjęłam bluzkę a chłopak otworzył usta.
Czułam jak moje policzki 
się czerwienią .
Cholera!
Postanowiłam to zakończyć.
Miał mi opatrzyć ranę a nie patrzeć na moje piersi!
- Ej! Rana jest tutaj .- wskazałam palcem 
na miejsce gdzie znajdowała się kula.
Chłopak ocknął się i zaczął mnie opatrywać.
Między nami panowała cisza lecz on postanowił ją przerwać.
- Jak masz na imię? - spytał zaciekawiony.
- B-brooklyn - za jąkałam się jakbym języka nie miała.
Co on ze mną robi?
- No więc, miło mi cię poznać Brooklyn jestem Justin. -
uśmiechnął się .
On jest jakiś bipolarny czy jak?! 




********


Siema koty ^^ co tam? Rozdział już jest miałam wenę ! 
Hahah okej więc rozdział jest 
mam nadzieję ,że się podoba ;* 
Proszę komentujcie tak bardzo proszę.. ;* 
Ja już idę Branoc misie :3 <333 




piątek, 18 kwietnia 2014

                                                           ROZDZIAŁ 3

     Justin POV

Gość przycisnął mi spluwę do głowy, gdy zza krzaków wybiegła laska, z którą tańczyłem na imprezie.
-Nie zostaw go!
 Co ona tam kurwa robiła? Nagle zobaczyłem, jak dziewczyna spada na ziemię...Za nią satł Rick. Ten skurwysyn, który zawsze pojawia się w niewłaściwym momencie.. 
-No no..niezłą dupę sobie wyrwałeś Bieber-powiedział Rick
-Santiago...nie cackaj się z nim...trzeba go zabić-powiedział buc, który wciąż trzymał broń przy mojej głowie.

  Właśnie wtedy wyjąłem broń z kieszeni i strzeliłem w nogę tego łysego debila. Padł na ziemię jak długi...zacząłem wzrokiem szukać Ricka...Idiota..uciekł. Mój wzrok skierowany był na leżącą na ziemi dziewczynę..Ockąłem się i podbiegłem do niej. Była zimna, ale jej serce wciąż biło. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do mojego auta.

   Brooklyn POV

Obudziłam się z potwornym bólem w ramieniu...Nie wiedziałam kompletnie, gdzie jestem...wiem tylko, że leżałam w samochodzie Moje ciało leżało na miękkim siedzeniu...Prawdopodobnie skórzanym...Bałam się podnieść głowę...Bałam się, że jak zrobię jeden fałszywy ruch, coś mi się stanie. Jednak w końcu moja ciekawość nie wytrzymała i uniosłam lekko głowę. Zobaczyłam w lusterku chłopaka, z którym tańczyłam. Jego wzrok skierowany był we mnie.

-Dokąd jedziemy?-spytałam niepewnie
-Teraz ja tu zadaję pytania-warknął nie znajomy .
-Dobrze...
-Co ty tam do cholery robiłaś?
-Nie wiem...po prostu  usłyszałam strzelaninę i tak jakoś wyszło.
-Bardzo ciekawska jesteś co?
-Każdy normalny człowiek zrobiłby to na moim miejscu.
-Ja nie...nie jestem normalny?
-Nie wiem..nie znam cie..Chcesz zapytać o coś jeszcze?
-Nie
-Więc dokąd jedziemy?
-Zobaczysz.
-Idiota-powiedziałam pod nosem
-Co powiedziałaś?
-Jesteś idiotą!
-Posłuchaj suko!-Uratowałem ci życie! Równie dobrze mogłem zostawić cię na śmierć!
-Nie wyzywaj mnie!
-Ja mogę!
-O co ci chodzi?
-Zamknij się dobrze?! Nie mam ochoty już słuchać twojego irytującego głosu.

I tak zaczęła się nasza "burzliwa" znajomość

Hej kotkiii<3 Mamy 3 rozdział...Jak wam się podoba?/Magda




środa, 16 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 2                                                                                                                                                                       - Umm.. jasne - uśmiechnęłam się.
Chłopak chwycił moją malutką rączkę i poprowadził nas na parkiet z głośników 
leciała piosenka "Sweet Nothing" Calvina Harrisa.
Ruszałam biodrami w rytm muzyki 
Byłam odwrócona do nieznanego mi chłopaka. Czułam jego gorący oddech na mojej szyi,
który wywoływał na moim ciele przyjemne ciarki.
Gdy piosenka dobiegła końca oddaliliśmy się na dobrą odległość.
Cholera. Zapomniałam o drinkach.
- Dzięki - powiedziałam i ominęłam chłopaka kierując się do barku gdzie
czekała na mnie Lucy.
Kiedy już byłam koło mojej przyjaciółki chwyciłam 
mojego drinka i upiłam łyk czerwonej substancji z plastikowego kubeczka.
- Gdzie byłaś? - spojrzałam na Lucy,która czekała na moją odpowiedź.
- Tańczyłam Lucy - uśmiechnęłam się przyjaźnie do przyjaciółki.
- O Mój Boże! Ty Brooklyn Moon tańczyłaś z chłopakiem! Jak ma na imię?ładny jest? - milion pytań wystrzeliło z ust Lucy jak strzała
- Lucy! Uspokój się. Jak go gdzies zobaczę to cie zawołam i pokażę - zaśmiałam się. 
-Okej tylko dopiję drinka.
Razem z Lucy przetańczyłyśmy chyba z dziesięć piosenek. 
W końcu uznałyśmy,że już nie damy rady gdy byłyśmy koło barku napiłam się wody.
 "Tajemniczego chłopaka" tak będę nazywała teraz chłopaka,który ze mną tańczył , nie widziałam go już na dalszej części imprezy.
Byłam cholernie zmęczona, wręcz nie trzymałam się na nogach postanowiłam 
poinformować o tym przyjaciółkę,że wracam do domu.
- Lucy jestem już zmęczona i wracam do domu. - wydukałam 
- Podwiozę cię - powiedziała z troską
- Nie, nie rób sobie kłopotu, przejdę się.- uśmiechnęłam się i pożegnałam z Lucy.
Gdy wzięłam swoje rzeczy wyszłam na chodnik. Szłam ciemnymi 
uliczkami Cansas. Pomyślałam,że pójdę na skróty przez opuszczony park.
Czym szybciej tym lepiej. Kiedy byłam już w parku usłyszałam jakieś krzyki. przestraszyłam się ale moja ciekawska strona wzięła nade mną górę.
Skierowałam się do krzyków i to co dostrzegłam przeraziło mnie na wprost siebie miałam obraz 
strzelaniny i bijatyki. 
W co ja się wpakowałam jak ja stąd wyjdę.
Jak weszłaś tak wyjdź
Mówiła mi moja podświadomość.
Głupia ja po co ja tu przylazłam.
Nagle usłyszałam strzał wychyliłam się zza drzewa,żeby zobaczyć co się stało 
jednak pożałowałam tego to co zobaczyłam to było okropne. Na ziemi leżało jakichś 
dwóch chłopaków. Na przeciw nich stało jakichś dwóch następnych 
jednak sylwetka jednego chłopaka przypominała mi kogoś.
Moją głowę zaprzątały myśli a ja byłam w takiej pozycji w jakiej byłam.
jednak mini przedstawienie się nie skończyło z naprzeciwka nadjechało czarne ferrari a z niego wyskoczyło pięciu umięśnionych chłopaków koło 19-23 lat.
Jeden podbiegł do znanej mi sylwetki i zaczął krzyczeć 
- Co ty sobie wyobrażasz kurwa?! - zamachnął się nad "znanym" mi chłopakiem, ale nie uderzył go ponieważ ten szybko zrobił unik.
- Ja tylko wykonuję swoją pracę - warknął prosto w twarz drugiemu.
- Zobaczymy do kiedy - splunął nieznany i przycisnął broń do głowy "znanego chłopaka".
- Nie zostaw go! - krzyknęłam i wybiegłam z poza drzewa.
Teraz już wiem kim był chłopak,który miał przystawiony pistolet do głowy.
Jezu ja z nim tańczyłam na imprezie u Ryana.
Myśli kłębiły mi się w głowie lecz zostały przerwane przez huk.
Poczułam czarne kropki przed oczami i czułam jak upadam...a potem? 
CIEMNOŚĆ. 




Siema :3 To ja Gosia jak podoba wam się rozdział?
Brooklyn została postrzelona OMG! *o* 





                                                                                      

wtorek, 15 kwietnia 2014

                                                      ROZDZIAŁ 1

       Ahh..Lucy...Moja kochana przyjaciółka Lucy...Zawsze się jej słucham. Dlaczego? Sama nie wiem..Po prostu Jest dla mnie jak siostra, której nigdy nie miałam. Czemu o tym mówię? Bo przez nią wpadłam w niezłe tarapaty....No, ale dzięki niej poznałam kogoś, za kogo oddałabym życie...No dobra..czas na początek mojej historii....

   Piątek...po lekcjach... Wszyscy pędem wybiegli z sali..Wszyscy, ale nie ja...Nie lubię pchać się przez tłum dzikich mustangów...Hahaha...Z klasy wyszłam dopiero, jak nie było w niej już nikogo. Pod drzwiami szkoły czekała na mnie moja przyjaciółka.
-To co? Dzisiaj dziki melanż? Ryan urządza imprezę.
-Wiesz, że mnie to nie kręci.
-No weź...Proszę..Dawno na żadnej nie byłyśmy-moja przyjaciółka wie, jak mnie przekonać. Zawsze robi słodkie oczka pieska...To zawsze działa.
-Ehh...dobra,ale ja nie mam w co się ubrać!
-To co...idziemy na zakupy?-Na twarzy Luc zagościł uśmiech.

Wsiadłyśmy do auta i ruszyłyśmy do centrum. Moja przyjaciółka ciągała mnie po wielu sklepach...Nie mogłam jednak znaleźć czegoś, co spowodowało by gwiazdki w moich oczach.

Weszłyśmy do ostatniego sklepu...Od razu rzuciła mi się w oczy śliczna sukienka. Nie mogłam oderwać od niej oczu...Co chwilę kręciłam się obok, ale gdy spojrzałam na cenę, odeszłam...była naprawdę droga. Lucy zauważyła moje zainteresowanie nią.
-Podoba ci się?
-Śliczna jest, ale spójrz na cenę.
-Cena nie ma znaczenia kochanie...Kupię ci ją.
-No coś ty...Nie...
-Kotek...Kupujemy...Przymierz tylko.

 Wyglądałam...jak to powiedziała Lucy...seksiarsko. Hmm...sama nie wiem...ja mam bardzo niską samoocenę i nie widzę w sobie nic atrakcyjnego. Tylko grube uda, fałdki na brzuchu...Po prostu uważam, że jestem brzydka i tyle...ale dobra...Nie będę dłużej ciągnąć tematu.

Wróciłyśmy do domu i rozpoczęłyśmy przygotowania do imprezy. Umyłam się jagodowym żelem pod prysznic. Ubrałam wcześniej kupioną sukienkę i zabrałam się za moją twarz i włosy. Mam naturalne fale, więc tylko lekko je rozczesałam. Poprosiłam Luc, żeby zrobiła mi kreski. Nigdy nie byłam w tym dobra..albo eyeliner ląduje w moim oku, albo jedna kreska jest inna niż druga.

W końcu byłyśmy gotowe. Pod domem Ryana było pełno samochodów. Muzykę słychać było z zewnątrz. W środku było pełno dymu.. Na parkiecie zobaczyłam chłopaków i wijące się obok nich, pijane dziewczyny.
-Chcesz coś do picia?-spytałam Lucy.
-Ta..Ja będę na parkiecie. Widzę fajnego chłopaka.
-Ok.
-Podeszłam do baru i wzięłam dwa drinki.

-Cześć shawty-uszłyszałam głos w moim uchu.
-Umm...hej...-moim oczom ukazał się brunet o miodowych oczach, w których można utonąć.
-Zatańczymy?...
   
   Wtedy po raz pierwszy zamieniłam z nim słowo....

Hey misiakiii...Tak więc mamy pierwszy rozdział...Po dość długiej nieobecności...Mam nadzieję, że nie jest aż taki zły../Magda

niedziela, 13 kwietnia 2014

                                                             PROLOG

      Nie sądziłam, że kiedykolwiek znajdę kogoś, kogo będę darzyła uczuciem tak wielkim, jak liczba wszystkich ludzi na Ziemi...Wiedziałam, że ta miłość nigdy nie będzie idealna, mimo to nigdy się nie poddałam i zawsze o nią walczyłam...
     






Yo :3 miśki przepraszamy, za długie oczekiwanie prologu  :) ;* ale prolog jest wreszcie może krótki ale postaramy się aby rozdziały były długie ciekawe i pełne akcji !
Branoc miśki ;*****
/Gosia