Zdziwiła mnie jego odpowiedź
chciałby ze mną zostać?
Nie powiem ucieszyło mnie to aż ciepło mi się
na sercu zrobiło.
- Miło - uśmiechnęłam się.
- Teraz dopiero zauważyłem,że mało się uśmiechasz - powiedział- Powinnaś
częściej to robić..serio. - poradził i wysłał mi ten z jednych jego uśmieszków
za, którego oddałabym całe życie.
Zapadła cisza, ale była ona przyjemna każdy z nas przetwarzał to co
powiedział.
Po chwili Justin to przerwał .
- Chyba powinienem się już zbierać. - mruknął.
-Tak - westchnęłam. - Jest już 3:36 nad ranem.
- Spotkamy się jeszcze? - spytał a w jego oczach, zauważyłam
iskierki nadziei.
- Jasne.- powiedziałam cicho.
Może poznałam, go kilka godzin temu może nic o nim nie wiem ,ale miło mi się z nim spędza czas. Z Justinem czuję się sobą.
Nie tak jak w szkole.
- To.. do zobaczenia księżniczko - szatyn uśmiechnął się figlarnie i puścił
oczko.
- Księżniczko? - spytałam zdziwiona a na mojej twarzy pojawił się mały uśmieszek.
- Tak księżniczko - zaśmiał się. Boże on jest taki słodki. Kiedy się śmieje
marszczy nos w ten taki swój sposób.
- Dobranoc - podszedł do mnie i przytulił. Chwilę byłam zaskoczona ale oddałam
uścisk.
Po chwili Justin już był przed moim domem a ja jeszcze patrzyłam jak
odjeżdża w dół ulicy.
Zamknęłam okno i udałam się w stronę łóżka.
Położyłam się i zakryłam kołdrą i zasnęłam.
Obudziła mnie irytująca melodia mojego alarmu.
Wstałam niewyspana w końcu spałam niecałe 3 godziny.
Skierowałam się do szafy i wyciągnęłam z niej
białe szorty i szarą bluzę z napisem BROOKLYN.
Kiedy wzięłam już swój zestaw dobrałam jeszcze bieliznę.
Gdy już skończyłam skierowałam się
do łazienki.
Zamknęłam za sobą drzwi i rozebrałam się. Weszłam do kabiny i odkręciłam kurki.
Ciepła woda otuliła moje ciało na rękę wycisnęłam
trochę arbuzowego żelu pod prysznic i namydliłam ciało.
Wyszłam z kabiny i wysuszyłam ciało po czym założyłam na siebie ubrania.
Zrobiłam sobie lekki makijaż składający się z tuszu do rzęs i podkładu oraz błyszczyku.
Kiedy byłam już gotowa, zbiegłam do kuchni biorąc przy tym swoją torbę z książkami.
Przywitałam się z rodzicami i chwyciłam jabłko.
Po zjedzeniu owocu, sprawdziłam godzinę była 7:45.
Pięknie miałam 15 minut do dojścia d szkoły.
Przecież ja nie zdążę ode mnie z domu do szkoły jest jakieś 25 minut.
Szybko założyłam vansy na nogi i wybiegłam trzaskając drzwiami.
No trudno najwyżej będę miała spóźnienie,cholera.
Zanim się zorientowałam stałam już przed dużymi szklanymi
drzwiami.
Pchnęłam je i weszłam do środka budynku.
Szybkim krokiem poszłam do swojej
szafki.
Zostawiłam tam niepotrzebne mi książki
i skierowałam się do klasy gdzie odbywała się
matematyka z panią Smith.
Jak ja jej nienawidzę.
Nie wiem jakim cudem ona tu uczy.
Po chwili stanęłam przed drzwiami klasy.
Zapukałam i weszłam
-Przepraszam za spóźnienie - burknęłam.
- Panno Moon to już twoje trzecie spóźnienie- powiedziała zdenerwowana.
- No powiedziała przepraszam do cholery. - warknęłam zła.
- Panno Moon język!- krzyknęła.
Gotowałam się w środku.
- Panno Moon język!- powiedziałam tak samo jak ona .
- Brooklyn nie przedrzeźniaj mnie!- krzyknęła po raz drugi.
- Czemu?- zakpiłam.
Chwila moment a wygarnę jej to co o niej myślę.
Zepsuła mi dzisiaj od samego rana humor.
Ugh! Nienawidzę szkoły.
- Do dyrektora! Ale to szybko! - krzyknęła.
- Suka- powiedziałam.
Po czym wyszłam z klasy trzaskając drzwiami.
Pokierowałam się do gabinetu dyrektora i zapukałam kiedy usłyszałam przytłumione "proszę" weszłam.
- O, Brooklyn co Cię tu sprowadza? - spytał zaciekawiony pan Steven.
- Pani Smith. - wydukałam i usiadłam.
- Ciekawe - powiedział .
-Ta..- westchnęłam
i zaczęłam bawić się skrawkiem mojej bluzy.
- Pani Smith zanim tu przyszłaś zgłosiła mi to co zrobiła na lekcji matematyki, powiem że nie podoba mi się twoje zachowanie. Dostajesz cały tydzień kozy.- powiedział stanowczo przy tym mierząc mnie wzrokiem.- Możesz odejść. - mruknął.
Przytaknęłam i wyszłam z gabinetu. Pięknie co ja teraz powiem rodzicom?
Na pewno nie będą zadowoleni.
Po ostatniej rozmowie mój ojciec nie był zadowolony był wkurzony co ja mówię?
On był wściekły po tym jak powiedział do mnie "gówniaro" zrobiło mi się przykro.
Ale to nie moja wina że Smith jest taka irytująca.
Sprawdziłam, która godzina na moim IPhone.
Do końca lekcji było 5 minut nie opłacało mi się iść więc poszłam do swojej szafki.
Kiedy miałam otwierać swoją szafkę usłyszałam
jak mój telefon dzwoni.
Wyciągnęłam urządzenie z kieszeni i szybko odebrałam.
-Tak?- spytałam cicho .
-To ja Justin. - usłyszałam chrapliwy głos po drugiej stronie.
Na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech.
- Co chcesz?- spytałam.
- Możemy się dzisiaj spotkać?- zapytał .
- Okej umm o której?
- O 18 w Starbucks. -powiedział.
- Jasne to.. do zobaczenia. - powiedziałam i rozłączyłam się nie czekając na odpowiedź.
*******
Siema co tam? ;* Obiecałam że dzisiaj napiszę wiem rozdział taki sobie :\
Ale najważniejsze że jest.
Proszę komentujcie rozdziały okej bardzo mi na tym zależy :)
Dobranoc <3 /Gosia