sobota, 4 października 2014

Rozdział 14
Pov Brooklyn
Jest coraz lepiej, Lucy już jest po operacji, i zostaje jeszcze dwa tygodnie na obserwacji w szpitalu. Ja już wyszłam na szczęście,nienawidzę szpitali. Jest tam strasznie. Moi rodzice teraz bardzo się o mnie martwią. "D" do tej pory dalo mi spokój,może myśli,że już nie żyję?. A z Justinem jest dobrze, nie powiem,że jest źle,jest po prostu, no dobrze.
Właśnie wysiadałam z autobusu ponieważ miałam odwiedzić moją kochną Lucy.Od wypadku boję,się sama wychodzić. Ale dziś jestem zdana tylko na siebie ponieważ Justin powiedział,że nie może, a rodzice są w pracy,więc tak to wygląda. Ostatnio z Justinem sie nie widujemy. Cały czas gdzieś wychodzi, jak do niego piszę to nie ospisuje,to trochę przykre.
Wracając do rzeczywistości, otworzyłam wielkie drzwi prowadzące do budynku.Przywitałam się z Alex, pielęgniarką,która tu pracuje zajmuje się Lucy,jest bardzo miła i kochana.
-Hej Alex-uśmiechnęłam się i przytuliłam do dziewczyny,która powtórzyła to samo.
Od razu ruszyłam,do sali 134 gdzie lezała Lucy.Kiedy już odnalazłam salę, otworzyłam drzwi i ujrzałam moją przyjaciółkę,siedząca na łóżku i czytającą magazyn. Kiedy poczuła moja obecność podniosła głowe,i usmiechnęła się promiennie.
-Hej Lucy - przytuliłam się do dziewczyny.
-Hej Brook,co u ciebie słychać,opowiadaj?- odpowiedziała uśmiechając się szeroko.
-Nic nowego, a u ciebie?- spytałam zaciekawiona.
-W sumie to samo co u ciebie -zaśmjiała się radośnie. I za to ją kocham, zawsze się uśmiecha. Potrafi w jedną sekundę wszystkich rozśmieszyć do łez.
- A jak się czujesz?-spytałam.
-Jasne,wszytko jest okej - odpowiedziała cała w skowronkach.
Później gadałyśmy o wszystkim i o niczym,jak to my. Musiałam się zbierać bo dochodziła 21, trochę późno, więc pożegnałam się z Lucy i Alex. Po czym ruszyłam na przystanek autobusowy.
Szłam sama nikogo nie było, nogi trzęsły mi się ze strachu.Byłam przerażona,jestem sama bezbronna. Słyszałam za sobą, kroki,ktoś za mną szedł,  moje serce biło sto racy szybciej.Zdobyłam się na odwagę i oobróciłam,ale nikogo nie było,więc odwróciłam się spowrotem,i wpadłam na coś twardego. Popatrzyłam w górę i zobaczyłam to czgo, nie chciałam zobaczyć, te oczy,to on, to ten chłopak. Odskoczyłam ale za późno, zaczęłam się szrpać,ale to wszystko na nic.
Zaczęłam krzyczeć i płakać.
-Przestań suko!Myślałaś,że cię zostawię?To się myliłaś.- zaśmiał się po czym rzucił mną mocno o chodnik.Poczułam ból w okolicach pleców. Byłam bezsilna.Próbowałam wstać, ale nie mogłam bo kopał mnie po brzuchu.Krzyczałam z bólu.
Ale nie chciałam skończyć pod ziemią moim ostatnim ratunkiem był telefon. Podniosłam się ledwo co i uderzyłam chłopaka z całych sił. Pendem rzucilam się przed siebie  szukając w spodniach telefonu. Kiedy go znalazłam odblokowałam go i wybrałam numer Justina.
Jeden sygnał,drugi,trzeci... i nic
Boże!Justin odbierz ten cholerny telefon! Pomóż mi!
Znów wybrałam numer Justina.
Jeden sygnał,drugie,trzeci...
-Halo?-spytał zaspanym glosem.Usłyszałam za sobą głośne krzyki i kroki.
-Halo Justin! Pomóż mi! Proszę!-szlochałam do słuchawki biegnąc.
-Brook?Halo? Gdzie ty Jesteś?!- Krzyczał do słuchawki.
-J-Justin on tu jest,on mnie zabi-



CDN. ;*
BUUUZIACZKI.
KOTECZKI MOJE PRZEPRASZAM BARDZO MOCNO
ŻE NIC NIE BYŁO DODAWANE, ALE BYŁY WAKACJE NIE MIAŁAM CZASY ZBYTNIO, I TERAZ ROK SZKOLNY PRZEPRASZAM,ŻE WAS ZAWIODŁAM ;-;
/Gosia ;*

sobota, 19 lipca 2014

                                    Rozdział 13


          JUSTIN POV

 Przycisnąłem gaz...Nie zwracałem uwagi na jadące obok mnie samochody.
W tamtej chwili liczyła się tylko moja Brook.
 

Pod szpital dojechałem w 5 minut, po czym pędem pobiegłem do recepcji.

-Szukam dziewczyny z wypadku-powiedziałem zdenerwowany.

-Której?

-Brooklyn Moon

-Jest pan kimś z rodziny?

-Yyy nie..

-No to nie mogę przekazać panu żadnych informacji.

Obejrzałem sie na boki, po czym uderzyłem ręką w biurko, za którym stała pielęgniarka. Starsza kobieta z dużymi okularami na nosie lekko się wystraszyła.

-Niech pani posłucha..Ja musze ją zobaczyć..

-2 piętro oddział powypadkowy, sala nr 45.

Podziękowałem kobiecie, po czym ruszyłem w stronę oddziału...W stresie szukałem sali...Po chwili ujrzałem drzwi z numerem 45...Lekko je popchnąłem, po czym ujrzałem na łóżku moją królewnę...Leżała na łóżku podpięta do maszyn, które zapewne trzymają ją przy życiu. Podszedłem do niej i ostożnie przykucnąłem obok jej łóżka .spała.....Leżała tak spokojnie..Obserwowałem jej powoli unoszącą się w górę i w dół klatkę piersiową. Łzy same napływały mi do oczu.

Po kilku minutach ciszy do sali wszedł lekarz.

-Co pan tu robi?-spytał i zmarszczył brwi.

-Ja...Co z nią?

-Kim pan jest?

-Jestem jej przyjacielem.

-Nie jest najlepiej, ale dziewczyna miała dużo szczęścia ...Ona wypadła przez przednią szybę i ma złamaną rękę..Poderzewamy też uszkodzenie kręgosłupa..Musimy zrobić szczegółowe badania by dowiedzieć się, czy nie uszkodziła narządów wewnętrznych.

-Dziękuje doktorze..A co z jej koleżanką?

-Z nią jest gorzej..Ma uszkodzoną wątrobę...Możliwe, że konieczny będzie przeszczep..

-Bardzo dziękuję...

Przez następne kilka dni nie spuszczałem Brooklyn z oka Codziennie przychodzili jej rodzice..Wtedy wychodziłem ze szpitala..Nie chciałem ich poznawać....Gdy tylko odjeżdżali, wracałem.Czekałem, aż się obudzi. Pielęgniarki codziennie rano przynosiły mi kawę.
Na szczęście nie miała uszkodzonych narządów...To była jedna z lepszych wiadomości

-Musi być pan w niej bardzo zakochany.-powiedziała jedna z nich, gdy przyszła sprawdzić króplówkę.

-Nawet pani nie wie, jak bardzo-uśmiechnąłem się lekko

-No to ona musi być naprawdę niesamowita.

-Jest inna niż wszystkie dziewczyny...

-Szczęściara z niej...Z wypadku wyszła prawie bez szwanku, no i do tego ma takiego chłopaka..

-Ta..Tylko, że ja nie jestem jej chłopakiem...

-No to chyba najwyższa pora..-pielęgniarka usiadła obok mnie.-Młody człowieku..Musisz się pospieszyć,skoro jest taka niesamowita to pewnie dużo chłopców się za nią ogląda, a chyba takiego skarbu nie chcesz stracić?

Miałem zamiar się odezwać, gdy zobaczyłem, jak dłoń Brook poruszyła się, a jej powieki lekko się uniosły.
Pielęgniarka poszła po lekarza, a ja złapałem Brooklyn za rękę

-Cześć piękna-uśmiechnąłem się do niej.

-Justin? To ty?

-No a kto inny?

Próbowała się podnieść, ale ból był tak silny, że nie dała rady.

-Co..co się stało?

-Miałyście wypadek..

-Miałyśmy? Ale...

-Tak..Lucy też jest w szpitalu.

-Co z nią?!

Nie odzywałem się przez chwilę, po czym wydukałem

-Jest źle..Ma uszkodzoną wątrobę..Potrzebny przeszczep...

Zauważyłem, jak z jej oka poleciało kilka łez. Otarłem je po czym pogładziłem dłonią po jej policzku.

-Skarbie, będzie dobrze...

Do sali wszedł lekarz i kazał mi wyjść z sali. Niechętnie to zrobiłem..

BROOKLYN POV

Nie mogłam się ruszyć. Wszystko mnie bolało. Jedynym pocieszeniem był fakt, że Justin nie odstępował mnie na krok i był przy mnie...

Lekarz powiedział, że mam uszkodzony kręgosłup i złamaną rękę...Nie jest aż tak źle..A dla Lucy wciąż nie znałazł sie dawca..Kurwa...jedna chwila i twoje życie zmienia się o 180 stopni..

Wystarczą 2 sekundy..by twoje życie zostało zrujnowane...Twoje plany, marzenia..Wszystko poszło się jebać...

Rodzice starali się być dla mnie wsparciem, ale szczerze mówiąc jakoś słabo im to wychodziło..przychodzili..Pytali się co u mnie czy coś mnie boli, kupowali mi jedzenie, picie i odjeżdżali..I tyle...Na tym ich troska się kończyła.. Świetna z nas rodzinka co?
...................................................................................................................................................

Hej Misie..No i mamy kolejny rozdział <3 Jak wam się podoba?/Magda




  

piątek, 11 lipca 2014

Rozdział12
Pov Brooklyn
Potem moja rodzicielka wyszła a, ja nie mogłam za nic usnąć. To wszystko mnie przytłacza . Podparłam sie na łokciach patrząc na zegarek wiszący na ścianie była 4:30. Ha świetnie! Po prostu swietnie mam dzisiaj szkołe zastanawiam się jak ja wstanę. Szybko nakryłam się pościelą i zamknęłam oczy mój sen szybko nie nadchodził więc zrezygnowana, wstałam i pokierowałam się do szafy wybrac ciuchy na dzisiejszy dzień. Wybrałam szorty i zwykłą bluzkę a do tego zapinany sweterek do tego wzięłam bieliznę i skierowałam się do łazienki. Gdy byłam już gotowa spakowałam jeszcze najpotrzebniejsze rzeczy do torby i zeszłam na dół. Zrobiłam sobie śniedanie i po skonumowaniu go włożyłam naczynia do zmywarki. Poszłam ubrać swoje vansy i z nikim sie nie żegnając poszłam do szkoły. Nagle zaczął dzwonić mój telefon. Odszukałam go patrząc na wyświetlacz NUMER NIEZNANY. Moje serce zaczęło bić bardzo szybko przejechałam po ekranie palcem i przyłożyłam telefon do ucha.
-Halo?-spytałam trzęsącym głosem.
-Widzę cię - wyszeptał
Od razu zaczęłam rozglądać.To jakieś żart, bo jak tak to w ogóle nie jest śmieszne.
-Uważaj na siebie wiesz.. w każdej chwili może ci się coś stać - powiedział i zaczął się śmiać .
- Kim jesteś do cholery?!- powiedziałam zdenerwowana i przestraszona.Czemu to wszystko musi akurat mnie spotykać?
- Twoim koszmarem suko- powiedział i po chwili usłyszałam dźwięk zakończonego połączenia. Stałam na chodniku sparaliżowana. Nie mogłam nic powiedzieć byłam w wielkim szoku. Ocknęłam się kiedy ktoś mnie uderzył ramieniem. Schowałam swój telefon do torby i bez namysłu rusyłam dalej. Kiedy byłam już w szkole poszłam do swojej szafki i wypakowałam wszystkie niepotrzebne mi książki. Koło mojego boku od razu znalazła się Lucy.

-Hej.-powiedziała jak zawsze rozpromieniona. Mi akurat nie było do śmiechu. Mam wszystkiego dość. Prawie zostałam zgwałcona i do tego dzisiejszy nieciekawy telefon. Niech się to wszystko już skończy proszę.

-Halo?Ziemia do Brook?- moje przemyślenia przerwała mi moja przyjaciółka,która machała mi dłońmi przed moją twarzą.
Nie mogę jej nic powiedzieć nie chcę ja pakować w  to całe gówno.
-A tak hej - uśmiechnęłam się sztucznie.
 Bynajmniej wracając do tematu,że nie mogę jej powiedzieć o tym wszystkim co się u mnie dzieje. To chodzi mi dokładniej o to,że nie chcę żeby ktos jej zrobił krzywdę albo coś w tym stylu. Lucy eż ma swoje problemy. Owszem tak ona jest moją przyjaciółką. Ale no nie chcę żeby jej się coś stało.
- Brook coś się stało?- spytała i popatrzyła na moja twarz jakby chciała zobaczyć czy kłamię.
- Nie nic się nie stało - powiedziałam szybko, powiedziałabym,że za szybko ponieważ Lucy spojrzała się na mnie.

- Brook coś jest nie tak widzę to. Co jest?- westchnęła.
- Zapewniam,ze nic się nie stało okej? Nie martw sie tak i chodźmy do klasy bo zaraz się spóźnimy a mamy teraz w-f.- uśmiechnełam się i ruszyłam w strone sali gimnastycznej.
Gdy dotarłam do szatni przebrałam się w strój na w-f i wyszłam na salę. Po mnie od razu wyszła Lucy a zaraz za nią nasz trener. 

Wszystkie rozmowy hihy ucichły. Uwierzcie Pan Dan jest straszny.
-Witajcie. - powiedział znudzony. Po czym wszyscy odpowiedzieli
ciche "dzień dobry".
- Ponieważ dzisiaj jest pogodnie, ta lekcja odbędzie się na stadionie będziemy biegać. - wszyscy od razu pokiwali głowami i poszliśmy
na stadion.- Zróbcie krótka rozgrzewkę i dzisiaj biegamy całą lekcje. - krzyknął i oddalił się do szkoły. Po rozgrzewce razem z Lucy zaczełyśmy biec.

- Lucy możesz mnie dzisiaj odwieźć do domu? - spytałam. Wróciłabym sama ale się boję.
- Jasne słonko. - Uśmiechnęła się . Cała lekcja minęła okej poza jednym,że czułam się obserwowana. To wszystko jest chore. 

Kiedy dotarłam do szatni z mojej torby rozległ się dżwięk przychodzącej wiadomości. Przełknęłam gulę, która była w moim gardle i podeszłam do torby po czym wyciągnełam urządzenie i odblokowałam je. Weszłam w poczte i kliknęłam na nową wiadomość. 

NIEZNANY NUMER
Jesteś nikim.. radzę ci uważaj na siebie
bynajmniej masz seksowną przyjaciółkę
nie chcielibyśmy aby jej się coś stało? Prawda?
~D

Kim do cholery jest "D"? Natępne lekcje już minęły spokojnie. Kiedy nadszedł upragniony dzwonek zerwałam się z krzesła i pobiegłam do swojej szafki na nic nie zwarzajac i wpakowując do niej książki. Ciekawe jak się ma Justin? Właśnie Justin nie dostałam od niego dzisiaj żadnej wiadomości nie zadzwonił. 

Dzisiaj byłam tak rozkojarzona,że o wszystkim zapomniałam. Justinowi też nic nie będę mówić juz "D" zna Lucy i może jej coś zrobić. Nie chcę aby osobom dla mnie ważnym coś się stało . 
To cholernie pokręcone. Wypuściłam z ust głośne westchnienie.
I ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych. Lucy miała na mnie czekać przed szkołą tak jak się umówiłyśmy. Gdy wyszłam na dwór zobaczyłam moją przyjaciółkę, która stała oparta o maskę swojego samochodu. Machnęła na mnie żebym wsiadała do auta
i tak tez zrobiłam.Ruszyłyśmy z piskiem opon i wyjechałyśmy na drogę. I znowu usłyszałam dźwięk wiadomości. Odblokowałam swój telefon i odczytałam wiadomość.




NIEZNANY NUMER
Zbliżacie się do śmierci. Śpijcie dobrze aniołki.

Przestraszyłam się nie 
kontaktowałam z światem. Po chwili mój telefon zaczął dzwonić a na ekranie pojawiło się zdjęcie Justina odetchnęłam z ulgą 
i odebrałam  i usłyszałam jego głos. Przerwała mi Lucy, która krzyczała do mnie.
- Boże! Brook zaraz zginiemy! - krzyknęła.
 telefonie rozbrzmiał głos Justina.
- Brook?! Co się dzieje Halo?!-Krzyczał.
-Brook nie mogę zapanować  nad autem !- krzyczałam płakałam.
-Zrób coś z tym autem! - później był huk krzyk  z telefonu i nastała ciemność.

POV JUSTIN
Cholera?! Co się tam stało? Co się stało mojej małej Brook?!
Odłożyłem słuchawkę. I czym prędzej pobiegłem do swojego auta.
Trzasnąłem drzwiami od mojego autka teraz nie jest ważne auto.
Odpaliłem silnik i z piskiem opon wyjechałem na ulicę. Było włączone radio. A to co usłyszałem zszokowało mnie.
JESTEŚMY WŁAŚNIE NA MIEJSCU WYPADKU GDZIE D WA AUTA  ZDERZYŁY SIĘ CZOŁOWO. W JEDNYM Z AUT JECHAŁY DWIE MŁODE DZIEWCZYNY Lucy Santiago I Brooklyn Moon .ZARAZ PRZEPROWADZIMY ROZMOWĘ Z OFICEREM JOHNEM. 




-Witamy panie oficerze co wiadomo jest na temat wypadku?
- Wiemy,że w aucie zostały
przecięte hamulce i to spowodowało wypadek.
-W jakim  stanie są dziewczyny?
- Bardzo poważnym. Są w szpitalu św. Marii.Tylko tyle mogę powiedzieć na ten temat. DZIĘKUJĘ.
-Ja również dziękuję. 





HEJ! Co u was? Jak podoba wam się rozdział? Spodziawaliscie się 
Wypadku? Kto to jest D? 
Dziękuję wam za 1300 wyświetleń ma blogu. Jest mały problem ponieważ nie dodajecie komentarzy trochę smutam. Proszę tak ładnie proszę zostawcie po sobie ślad będzie mi miło. 
PS:Rozdział może mieć błędy bo pisałam go trochę na telefonie.:)
/ Gosia






 

poniedziałek, 7 lipca 2014

                                                            ROZDZIAŁ 11

BROOKLYN POV

Zastanawiało mnie to, że Justin zdenerwował się gdy usłyszał opis tego chłopaka.

 Nie chciałam go męczyć pytaniami, dlatego dałam sobie z tym spokój.

Przez resztę  dnia siedziałam z Justinem w pokoju, oglądaliśmy filmy, rozmawialiśmy. Kilka razy dzwoniła do mnie Lucy, pytała, czy wszystko okej. Mówiłam, że tak. Ona nic nie wie o Justinie. A no i rodzice...Nie zaglądali do mojego pokoju..Wysłałam mamie SMS, że chce pobyć sama i nie mam ochoty na ich "pogadanki"....

JUSTIN POV

Pewnie zastanawiacie się, czemu tak zareagowałem co? Nie powiem wam.. Nie teraz

Kurwa..dlaczego ja wtedy się nie pojawiłem? 

Czemu jej nie pomogłem. 

Jestem pierdolonym frajerem..                                                                                                                  

Tak bardzo mi na niej zależy.. 

Hahah śmieszne co? 

Znam tą dziewczynę..

Nawet nie tydzień, a już mi na niej zależy.. 

Bieber!? Co ty gadasz? 


Zrobiło się późno i musiałem już iść...Najchętniej nie zostawiałbym jej. Zostałbym, oglądał filmy, przytulał. Ona jest pierwszą dziewczyną, która tak na mnie działa. Przy niej ujawniam moją "Dobrą stronę"

BROOKLYN POV

Zrobiło się późno, więc Justin musiał iść...Nie chciałam tego, najchętniej przykułabym się do niego...

-Spotkamy się jutro?- Spytał szatyn wpatrując mi się w oczy.
-A chcesz?
-Jasne..Ty, ja, jakieś fajne miejsce? Co o tym myślisz?

Uśmiechnęłam się dając chłopakowi znak, że się zgadzam. Bieber puścił mi oczko i wyszedł przez okno.

Położyłam się na łóżku i wdychałam zapach jego perfum wciąż unoszący się po pokoju.

Heh..zabawne co?

Dlaczego on tak na mnie działa?

Wystarczy jedno spojrzenie i wariuję...

Jestem dziwna...

Bardzo dziwna...

Po kilku minutach ciszy usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Spojrzałam na ekran, na którym widniało zdjęcie Lucy. Wzdychnęłam i odebrałam.

-Halo? Brooklyn?

-Cześć Lucy

-Nie dzwoniłaś, nie pisałaś, więc postanowiłam, że zrobię to pierwsza...Ostatnio w ogóle się nie widujemy...Martwiłam się

-Przepraszam, ale miałam małe problemy z rodzicami..

-Spotkamy się jutro?

-Jutro nie mam czasu..Przepraszam...

-Ehh..ok...Pa..

Lucy rozłączyła się nie czekając na moją odpowiedź...Martwi się..Może myśli, że ją unikam...Naprawię to...

Położyłam się do łóżka i zasnęłam w kilka minut...

Szłam korytarzem szkolnym..Nie było nikogo. Co chwilę mrygało psujące się powoli światło lamp...Nagle usłyszałam znajomy głos krzyczący moje imię...

-Brooklyn!! Uciekaj!!

Odwróciłam się, za mną stał Justin. Cały ubrudzony był krwią..Na jego widok podskoczyłam..Przestraszyłam się.. Nagle ujrzałam drugiego chłopaka zmierzającego w naszą stronę.. To ten, który chciał mnie zgwałcić.. W ręku trzymał broń.

-Proszę proszę..kogo my tu mamy..

-Zostaw ją w spokoju Parker!- Justin zasłonił mnie swoim ciałem. Widziałam, jak zacinął pięści..Był nieźle wkurwiony..

Skąd oni się znają? Pomyślałam..

-Bieber bawi się w bohatera? A może to jest twoja dupa co? Mówiła ci, że się znamy? Znamy się Brooklyn prawda?

Nie odezwałam się ani słowem

-Posłuchaj skurwielu! Jeśli kiedykolwiek zbiżysz się do niej to obiecuję, że osobiście rozwalę ci łeb!

-Osobiście? Jakas nowość..Zazwyczaj to twoi kumple pojawiali się w jakichś sprawach..

-To koniec rozumiesz?! Masz zniknąć z mojego życia..

-Dla ciebie to koniec, ale nie dla mnie! Nie pamiętasz jak razem chodziliśmy do burdeli sie zabawić? Pamiętasz, jak te laski się darły? Jak błagały, żebyśmy przestali? Jak zostawialiśmy je na pusyej drodze? Przecież nie musimy być wrogami..

-Hahaha co? Nie pamiętasz już co zrobiłeś Kate?

-Ona i tak nie była ciebie warta..sama wskoczyła do łóżka..

-A ty ją zgwałciłeś i zamordowałeś..

Każde słowo, które usłyszałam sprawiało mi coraz większy ból...Odsunęłam się od szatyna i uciekłam..Biegłam jak najszybciej..Słyszałam, jak za mną biegnie...W końcu moje nogi odmówiły posłuszeństwa...Bieber złapał mnie...

-Posłuchaj to nie tak...

-A jak?!-Wykrzyczałam ze łzami w oczach..

-Ja...-Justin nie dokończył..upadł bezwładnie na ziemie, a z jego klatki piersiowej wylał się strumień krwi..

Zobaczyłam tego chłopaka.. Stał w miejscu i uśmiechał się...

-Zabawimy się?

Rzuciłam się do ucieczki..biegłam ile tylko mogłam...

-Brooklyn! Brooklyn obudź się!

Otworzyłam szeroko oczy..

-Córeczko to tylko sen-zobaczyłam przede mną mamę..Mocno ją uściskałam..

-Krzyczałaś..

-Miałam koszmar

-Już w porządku?

-Tak juz jest ok..

Muszę dzisiaj porozmawiać z Justinem...
                                                                                                                                        

MIŚKI..PO DŁUGIEJ PRZERWIE W KOŃCU NASTĘPNY ROZDZIAŁ <3 MAM NADZIEJĘ, ŻE WAM SIĘ PODOBA/Magda




sobota, 14 czerwca 2014

NOTKA! 
Wtedy kiedy będą napisane wydarzenia pochyłym pismem to będzie sen ;) 



Rozdział 10
Wtuliłam się w jego klatkę piersiową, wdychając jego zapach.
- Przepraszam.- szatyn ucałował moją głowę.
- Nie masz za, co ponieważ to co się zdarzyło to nie jest twoja wina, jasne? - uśmiechnęłam się lekko.
Rozplotłam ręce i podeszłam do łóżka kładąc się na nim.
- Chodź tutaj - poprosiłam Justina poklepując przy tym lekko miejsce obok.Chłopak posłał mi wielki uśmiech na co ja lekko zachichotałam.Ułożył się koło mnie i przyciągnął do siebie.


- Dobranoc - szepnął. Przy Justine czułam się bezpieczna i ważna, potrzebna oraz kochana.To było coś czego potrzebowałam od zawsze. 
- Dobranoc - odpowiedziałam.Od razu po zamknięciu oczu morfeusz zabrał mnie do swojej krainy. 


Znalazłam się w jakiejś czarnej uliczce. Było tylko słychać przejeżdżające auta. A jednym oświetleniem była lampa, która mrugała co jakiś czas. Rozejrzałam się do żadnej żywej duszy.




Szłam przed siebie zerkając co jakiś na różne strony. Nagle wpadłam na coś wysokiego i twardego, to nie był żaden mur czy drzewo to było coś innego. 
Uniosłam swój wzrok i to co zobaczyłam zszokowało mnie. Moje serce zaczęło bić z dwieście razy szybciej. To był ten chłopak, który zaatakował mnie w uliczce gdy wracałam z nieudanego spotkania z Justinem. 


Zanim się spostrzegłam chłopak, chwycił mnie za ramiona i zaczął mną szarpać i dobierać się do mnie. Nie tylko nie to!. Ja nie chcę. Zaczęłam się wyrywać, kopać gdzie popadnie. Po policzku przejechałam mu paznokciami, został wielki czerwony ślad. 
Rzuciłam się biegiem gdziekolwiek tylko najdalej od niego biegłam, biegłam szybko.


 Nie zważałam 
na nic wiedziałam że za mną biegnie. Musiałam się gdzieś ukryć i to jak najszybciej. Zaraz za jedną ulicą była jakaś uliczka. Wbiegłam do niej szybko kryjąc się za wielkim śmietnikiem. Widziałam go przystanął przy wejściu do uliczki. I spojrzał się w jej głąb. Podszedł bliżej. 


- Przecież wiesz,że i tak cię znajdę więc po co to robisz? Po co się ukrywasz? - zaśmiał się gorzko. W moim gardle utworzyła się wielka gula. Czułam w kącikach oczu słoną ciecz.



Nie! Nie mogłam się w tej chwili rozpłakać muszę dać radę. Chłopak przysunął się bliżej śmietnika, a ja przesunęłam się. 
- Gdzie jesteś, aniołku? - spytał gorzko. Gdzie jesteś Justin? Potrzebuję Cię. Mam jeszcze telefon to ostatnia deska ratunku. Wyjęłam z kieszeni moich dżinsów urządzenie. I co? I nic Cholera był rozładowany. Obróciłam głowę i...

Obudziłam się z krzykiem, to był tylko sen to był tylko zły sen. Powtarzałam, ale i tak rozpłakałam się na dobre.
- Brook? - Justin obudził się i popatrzył na mnie przestraszonym i troskliwym wzrokiem. Nie odpowiedziałam mu.- Księżniczko? Co się stało?- Przyciągnął mnie do siebie tuląc.



- Justin, to on - zaszlochałam nie mogłam nic powiedzieć było mi ciężko.
-Shh. To był tylko zły sen, okej? - Powiedział i pogłaskał mnie po głowie.Ucałował mnie lekko w usta. Uśmiechnęłam się. Tak bardzo dziękuję, że on tu jest właśnie teraz ze mną. Co ja bym bez niego zrobiła.


- Dziękuję - szepnęłam . - Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.- uśmiechnęłam się blado.- Po tym zamknęłam oczy i spałam spokojnie. 

Obudziły mnie promienie słoneczne padające na moja twarz. Byłam tak jakby nie wyspana po ciężkiej nocy. Chciałam wstać, ale poczułam wokół mojej talii umięśnioną parę rąk. Spojrzałam za siebie i zobaczyłam najsłodszą rzecz na świecie.


 Justin spał wyglądał  tak spokojnie, bezbronnie i słodko.Wtedy wpadłam na pomysł, zrobię mu zdjęcie i kiedyś mu to pokażę . Chwyciłam do ręki telefon i nacisnęłam po czym zdjęcie było już zapisane w mojej galerii. Wzięłam ręce chłopaka z mojej talii i skierowałam się do garderoby wybierając bieliznę szorty i za dużą bluzę z kapturem. Poszłam do łazienki wzięłam krótki prysznic a później osuszyłam ciało.


 Rozczesałam swoje włosy i ubrałam na siebie bieliznę oraz ciuchy. Umyłam zęby i zrobiłam lekki makijaż. Otworzyłam drzwi i po cichu weszłam do pokoju. 
- Nie musisz być aż tak cicho.- obróciłam się i złapałam za serce. 

- Boże Justin, nie strasz mnie tak.- wydyszałam. Po ostatnich przejściach. Nie wiem czy będę dobrze funkcjonowała.
- Przepraszam.- wstał i przytulił mnie.Kochany.- To co na, śniadanie?- uśmiechnął się cwaniacko. No i stary Justin wrócił. 

- Chyba śnisz,że zrobię ci śniadanie chłopcze - w moim głosie można był wyczuć sarkazm. Justin zrobił minę smutnego psiaka, ale ja i tak się nie dam.- Na mnie to nie działa - zaśmiałam się i pokiwałam na niego palcem. Tak jak rodzice na swoje dzieci wtedy, kiedy zrobią coś źle.

- No, ale Brook tak bardzo proszę - podszedł do mnie  cmoknął mój polik. Zachichotałam i pokręciłam głową z niedowierzaniem.

- Nie - Chciałam się z nim trochę podrażnić. Co mi tam szkodzi . O mało co nie wybuchłam śmiechem kiedy klęknął przede mną i powiedział,żebym zrobiła śniadanie.


- No dobrze, dobrze zrobię śniadanie ale nie możesz wyjść z pokoju. Bo są moi rodzice, a na dodatek mam szlaban więc widzisz jak to wygląda.- Powiedziałam z grymasem na twarzy.



- Okej będę czekał - powiedział i ułożył się z powrotem na łóżku. Od kluczyłam drzwi i wyszłam na korytarz
i od razu je zamknęłam. Zeszłam na dół i usłyszałam głos mojej mamy. Weszłam do kuchni i wzięłam chleb.


- Cześć wszystkim - powiedziałam. Krojąc pieczywo.
-Hej Brooklyn, jak się spało?- słyszałam w jej głosie troskę. Może chodziło jej ot o,że wydarłam się prawie na cały dom w środku nocy. 

- Dobrze, i przepraszam za ten hałas w nocy,ale miałam koszmar.- odpowiedziałam uśmiechając się. 
Wzięłam się za robienie kanapek. Gdy już wszystko było gotowe nalałam jeszcze do dwóch szklanek pomarańczowego soku i postawiłam wszystko na tacę ruszyłam w stronę mojego pokoju. 
Gdy już byłam przy drzwiach otworzyłam je łokciem i szybko weszłam do pokoju zamykając go. Justin leżał na łóżku 
robiąc coś na telefonie,ale czując moją obecność  odłożył go na półkę koło łóżka. Podeszłam do łózka i położyłam na nim tacę od razu w zieliśmy się za jedzenie. Kiedy skończyliśmy odłożyłam tacę na biurko 
i usiadła z powrotem koło Justina. 

- Brook pamiętasz tego chłopaka? Tego który cię zaatakował? - spytał niepewnie a moje ciało się 
spięło. Przytaknęłam a całe zdarzenie spadło  na mnie jak tona cegieł. 
- A powiesz mi? - spytał z troską w głosie. 

- Był wysoki, umięśniony miał blond włosy i ubrany w czarną buzę z czarnymi spodniami dresowymi. 
Powiedziałam na jednym wydechu. Zauważyłam,że Justin zrobił się jakiś nerwowy. 
- Justin, wszystko okej? - spytałam przerażona. Co tu się w ogóle dzieje czy ja czymś nie wiem? 
- Brook musisz teraz na siebie uważać - powiedział szybko.
- Ale Justin co się dzieje do cholery?! - powiedziała głośniej. To nie jest śmieszne coś się dzieje a ja nie wiem co .
- Brook obiecasz mi,że będziesz uważać?- spytał .
- Obiecuję. - powiedziałam i wtuliłam się w niego.




Hej! Co tam? Rozdział jest mam nadzieję, że się podoba :3 /Gosia



PRZEPRASZAM!
Więc chciałabym przeprosić za długa nieobecność na blogu.
Powodem była szkoła ;-; miałam bardzo dużo nauki i teraz mam też poprawki (ostatnie)
Więc jeszcze raz przepraszam jeśli mi sie uda napiszę dzisiaj rozdział ;)

/Gosia

sobota, 17 maja 2014

                                                         ROZDZIAŁ 9

Wyszłam zza drzwi ze łzami w oczach.
-Brooklyn...co się stało?

W tym momencie nie wytrzymałam. Wybuchłam płaczem i wtuliłam się w szatyna.
-Cii...w porządku.-Justin gładził ręką moje włosy.
-Powiedz kto ci to zrobił? Który huj podniósł na ciebie rękę. Powiedz tylko, jak wyglądał, już ja dopilnuję, żeby szybko zniknął z tego świata.
-Nie Justin.-mocno go objęłam.
-Nie pozwolę, żeby ktoś robił ci krzywdę- chłopak spojrzał mi głęboko w oczy.
-Ja...ja nie pamiętam jak on wyglądał.
-Powiedz mi...czy on zrobił coś jeszcze?
-Nie...ale mógł.
-Kurwa...to moja wina..Mogłem za tobą jechać...Mogłem coś zrobić...
-Nie...to tylko moja wina...Mogłam nie iść tym jebanym skrótem.
-Kochanie..-przejechał palcami po siniakach na mojej twarzy, co spowodowało lekki, krótkotrwały ból.
-Nigdy więcej nie pozwolę cię skrzywdzić...nigdy..

Justin przyciągnął mnie do siebie. Cały czas patrzyłam na podłogę. Chłopak uniósł mój podbródek i lekko cmoknął mnie w usta, co wywołało uśmiech na mojej twarzy.

-Dlaczego to zrobiłeś?'
-Co?
-Czemu mnie pocałowałeś?
-Nie wiem..-powiedział, po czym znowu mnie pocałował, tylko tym razem odrobinę mocniej.
Każdy następny pocałunek był coraz bardziej namiętny. Justin już miał zabierać się za zdejmowanie mojej piżamy, gdy odsunęłam się.
-Ja...przepraszam-powiedział Justin, po czym podszedł do mnie by mnie przytulić, lecz ja znów się odsunęłam.
-Przepraszam...po prostu przeszłam dziś za wiele..
-Ok rozumiem..

Justin spojrzał mi w oczy..Widziałam w nich smutek. Widziałam, jak patrzył na moje siniaki. Cały czas obwiniał się o to, co się wydarzyło. Nie chciałam, żeby tak było. Nie chciałam, żeby miał wyrzuty sumienia. To nie była jego wina. Na pewno nie jego.

Dotkęłam jego policzka.
-Justin...Nie obwiniaj się o to.
-Jak mam się nie obwiniać. To ja pozwoliłem ci wtedy pójść samemu. To ja za tobą nie pojechałem. To  ja nie zjawiłem się wtedy, gdy mnie potrzebowałaś.
-Nie...To moja głupota do tego doprowadziła.
-Dlaczego uważasz, że jesteś głupia?
-Jestem...jestem głupia, łatwowierna i lekkomyślna, a na dodatek brzydka.
-Głupia nie jesteś, lekkomyślna? Może trochę,łatwowierna? To chyba dobrze, że mi zaufałaś co nie? a brzydka? Nigdy żadna dziewczyna mnie tak nie podniecała jak ty.-zarumieniłam się...to było dość miłe..
....................................................................
Hej miśki<3 Jak wam się podoba rozdział? Awwww między Brook i Jussem iskrzy. <3/Magda

wtorek, 13 maja 2014

Rozdział 8

Szłam przed siebie, nie zważając na krzyki szatyna. Nie wiem ile już minęło ale nie słyszałam już Justina.
Nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Przedostawanie się przez całe miasto.. Mogłam się nie obijać na W-F . Sięgnęłam ręką do kieszeni moich spodni i zerknęłam na godzinę, była już 21:00 .
O cholera! Nie
zamknęłam drzwi do mojego pokoju! Rodzice mnie zabiją ponieważ wyszłam kiedy mam szlaban  . Szłam na skróty,żeby było szybciej musiałam przejść przez uliczki w których było niebezpiecznie
Kiedy wchodziłam w jedną z ciemnych uliczek zobaczyłam kilka metrów stąd  grupkę  chłopaków.
Boże czemu?! Postanowiłam zachować spokój. Szłam prosto patrząc w chodnik nie chciałam być zaczepiana, a jak widać byli nachlani i do tego ćpali. 
-  Co taka ślicznotka, robi tutaj o tej porze? - jeden z chłopaków chwycił za nadgarstek.
- Idę do domu - splunęłam.

- Ej! Grzeczniej może. -  krzyknął. Był wściekły widziałam to w jego oczach.
- Dajcie mi przejść. - powiedziałam litościwie i zaczęłam się szarpać.
- Nigdzie nie idziesz - uśmiechnął się blondyn o niebieskich oczach, to nie był ten uśmiech to był uśmiech, przewagi. Chwycił mnie za ramię i pchnął na ścianę.

 W moich oczach uzbierały się łzy
. Zaczęłam się rozglądać we wszystkie strony, ale jak na złość nikogo nie było! Gdzie się podziała reszta chłopaków?!
Kiedy uznałam,że nie ma już wyjścia poddałam się.

- No, to teraz dasz mi tego czego chcę, a później zachowasz się jak na dziewczynkę przystało i pójdziesz do domku nie mówiąc o tym nikomu co się tu stało.- widziałam te oczy były powiększone, był naćpany.
Zobaczyłam jak przez jego twarz przebiega chytry uśmiech, zaczął mnie całować, to było ohydne.
Zaczęłam płakać krzyczeć o pomoc, ale nic.
- Zamknij się!- zaczął wrzeszczeć.

- Nie możesz mi tego zrobić - wyszlochałam. A on wrócił do całowania mnie, przekręcałam  się.
Zdarł ze mnie koszulkę i zaczął całować po szyi, darłam się teraz nie krzyczałam.
-Pomocy! Zostaw mnie!- popatrzyłam na niego. W mgnieniu oka jego pięść wylądowała na mojej twarzy na co się trochę przechyliłam.

- Albo będziesz grzeczna, albo więcej czeka na ciebie takich niespodzianek.- warknął.
- Zostaw mnie! - kopłam go w krocze,  leżałam już na ziemi jego pięści były wszędzie .
Czułam ciepłą ciesz na moim czole i posmak metaliczny w ustach.
Wszystko mnie bolało.

Chłopak zaczął mnie kopać po brzuchu. Później chwycił za włosy i podciągnął do góry.
- Następnym razem gdy się zobaczymy - przystaną na chwilę - nie będzie już tak dobrze, uwierz mi.
Rzucił mną  a moje ciało opadło bezwładnie na ziemię, płakałam wszystko tak mnie bolało.
Resztkami sił wyszłam z uliczki kierując się do domu.

Kiedy doszłam do celu miałam wybór wejść drzwiami lub oknem .
Jak wejdę drzwiami to rodzice będą cholernie źli a jak wejdę oknem to w sumie będzie dobrze.
Poszłam w stronę rynny i wdrapałam się na nią.

Gdy byłam w swoim pokoju od razu popędziłam w stronę drzwi pokoju i za kluczyłam je.
Podeszłam do garderoby wyjmując pidżamę i bieliznę. Potem skierowałam się w stronę łazienki ,zamknęłam
drzwi od pomieszczenia i zaczęłam się rozbierać po czym spojrzałam w lustro w moich oczach uzbierały się łzy. Moje ciało wyglądało jak kupa gruzu. Wszędzie były siniaki na brzuchu na nadgarstkach.

Na twarzy miałam jeszcze pozasychaną krew. Szybko odwróciłam się i weszłam do kabiny
obmyłam się i wyszłam wycierając się ręcznikiem. Ubrałam na siebie wcześniej przygotowana pidżamę i bieliznę. Wysuszyłam włosy i rozczesałam je.
Kiedy wychyliłam się stanęłam wryta.

Na łóżku leżał Justin. On nie może mnie tak zobaczyć.
-He- nie zdążył powiedzieć bo szybko zatrzasnęłam drzwi.
- Odejdź - powiedziałam. Mam nadzieje,że mnie posłucha bo nie mam zamiaru spać w łazience.
- Brooklyn? Co się dzieje? - spytał po drugiej stronie drzwi.

- Proszę .. odejdź Justin - powiedziałam cicho, ale tak żeby mnie usłyszał.
- Brooklyn otwórz te drzwi! - Podniósł głos. Rozkleiłam się nie wiedziałam co mam zrobić.

- Justin..- wychlipałam. Modliłam sie żeby poszedł,ale Bóg  mnie nie wysłuchał.
- Otwórz bo wyważę drzwi- zamilknął - Brooklyn mówię serio.- słyszałam jak odchodzi od drzwi.
- Nie!- krzyknęłam.



- To otwórz.. - powiedział już spokojniej. Nie wiem jak Justin na to zareaguje trudno.
Podeszłam do drzwi przekręcając zamek i wyłaniając się zza drzwi łazienki.
Popatrzyłam na Justina....





                                                       ***********************


  Hej, przepraszam,że dopiero dzisiaj jest rozdział ale miała dużo nauki i jeszcze próbowałam zrobic zwiastun.
Więc jest rozdział, krótki ale postaram się pisać dłuższe :) .
Spodziewaliście się,że Brooklyn mogła zostać zgwałcona? I jak zareaguje Justin?
;* <3 Ja już idę dobranoc ;* /Gosia 

poniedziałek, 12 maja 2014

Siema koty! ;* 
Boże, ale nad tym siedziałam.
Zrobiłam Zwiastun do bloga mam na  dzieję ,że się podoba :) 
napiszcie kom. jak coś pls ;*** /Gosia 
PS: Obejrzyjcie cały ponieważ sytuacja będzie się 
powtarzać i te same sceny ale właśnie o to mi  chodziło ;) 

piątek, 2 maja 2014

                                                           ROZDZIAŁ 7

       Po lekcjach Lucy odwiozła mnie do domu. Nie powiedziałam jej, że zostałam postrzelona i, że poznałam Justina...Nie chciałam jej w to mieszać...Dlaczego? Sama nie wiem. 

  Weszłam do domu
-Brooklyn pozwól na chwilkę.-usłyszałam głos taty dobiegający z salonu
-Tak tato?-weszłam do pokoju. Tata siedział na fotelu i przeglądał gazetę, a mama krzątała się po kuchni.
-Musimy porozmawiać.
Zgrabnie usiadłam na łóżku i wpatrywałam się w tatę.
-Dzwoniła do mnie twoja matematyczka....
-Ughh...-i co ta suka ci o mnie nagadała?
-Uważaj na słowa młoda panno! Powiedziała, że źle się do niej odzywałaś! Nie podoba mi się twoje zachowanie! Dostajesz szlaban!
-Tato! Ona się uwzięła! Nienawidzę jej!
-Mogłabyś chociaż odnosić się do niej z szacunkiem! Zejdź mi z oczu!

Natychmiast pobiegłam do mamy.
-Mamo!
-Kochanie, uważam, że tata ma rację. Ten szlaban ci dobrze zrobi.

Wściekła pobiegłam do swojego pokoju.
-I co ja teraz zrobię?! Miałam się spotkać z Justinem!

Wzięłam telefon i napisałam do niego SMS-a
"Sorki...szlaban..raczej się nie spotkamy. :("
Kilka minut potem przyszła odpowiedź
"Coś wykombinuję...Nie martw się ;)"
Uśmiech zagościł na mojej twarzy.


Zrobiłam sobie kreski, uczesałam włosy w koka i przebrałam się.

Czekałam na Justina 15 minut. Stał pod domem w aucie... Nagle zadzwonił telefon. Odebrałam
-Wyjdź oknem...zaraz podstawię drabinę.
-Umm...ok, ale jak coś mi się stanie to pożałujesz.
-Nie martw się shawty.

Justin podstawił drainę pod okno i zeszłam...Cały czas trzęsły mi się nogi. Wsiadłam do jego auta, a on zawadiacko się do mnie uśmiechał.
-Pani idealna łamie zasady.
-Ahh...zamknij się już. Szturchnęłam go barkiem.

Dojechaliśmy pod Starbucks. Zajęliśmy miejsce. Zamówiliśmy Waniliowe Frapuccina. Justin cały czas przyglądał się dziewczynie, która siedziała kilka stolików dalej z chłopakiem.

-Justin? Wszystko w porządku?
-Tak...
-Cały czas przyglądasz się tamtej lasce...
-Nie...po prostu mi kogoś przypomina.

Chłopak, który siedział koło niej poszedł do toalety..Dziewczyna podeszła do nas.

Mogę ją krótko opisać: wysoka blondyna z wielkim biustem...

Uśmiechnęła się do mnie...To był wredny uśmiech...
-Justin...twoja nowa dziewczyna? Jeszcze wczoraj widziałam cię z inną...
Żyły na jego szyi wyraźnie się odznaczyły.
-Odejdź stąd Shanon.
-Kiedyś byliśmy razem-zwróciła się do mnie.-mała przestroga: jest słaby w łóżku.
-Wynoś się, zanim ci coś zrobię.
-Buziaczki-Shanon wyszła z budynku.
Chłopak, który z nią był wyszedł z toalety i zdziwiony rozglądał się po kawiarni. Kelnerka powiedziała mu, że dziewczyna wyszła z baru i on za nią wybiegł.
-Kim była ta dziewczyna?
-Nie ważne...
-O co jej chodziło?
-Nie ważne!-uderzył pięścią w stół-idziemy
Wyszliśmy z baru...byłam wkurzona, że Justin nie chce mi nic powiedzieć.Podszedł do auta i otworzył drzwi z zamiarem wsiadania. Ja nie miałąm zamiaru siedzieć z nim w aucie. Zaczęłam iść w kierunku mojego domu.
-Co ty wyprawiasz?
-Idę do domu? Nie widać?
-Daj spokój! Wsiadaj!
-Zaoszczędzę ci na paliwie...poza tym, chcę sobie przemyśleć parę rzeczy.
-To znaczy?
-Czy zgodzenie się na spotkanie z tobą tutaj było dobrym pomysłem.-Powiedziałam to, po czym po prostu ruszyłam przed siebie.

Heloooł ludzie! Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba...<3 <3/Magda

piątek, 25 kwietnia 2014

Zdziwiła mnie jego odpowiedź 
chciałby ze mną zostać? 
Nie powiem ucieszyło mnie to aż ciepło mi się 
na sercu zrobiło.
- Miło - uśmiechnęłam się.
- Teraz dopiero zauważyłem,że mało się uśmiechasz - powiedział- Powinnaś
częściej to robić..serio. - poradził i wysłał mi ten z jednych jego uśmieszków 
za, którego oddałabym całe życie.
Zapadła cisza, ale była ona przyjemna każdy z nas przetwarzał to co 
powiedział. 
Po chwili Justin to przerwał .
- Chyba powinienem się już zbierać. - mruknął. 
-Tak - westchnęłam. - Jest już 3:36 nad ranem.
- Spotkamy się jeszcze? - spytał a w jego oczach, zauważyłam 
iskierki nadziei.
- Jasne.- powiedziałam cicho. 
Może poznałam, go kilka godzin temu może nic o nim nie wiem ,ale miło mi się z nim spędza czas. Z Justinem czuję się sobą.
Nie tak jak w szkole.
- To.. do zobaczenia księżniczko  - szatyn uśmiechnął się figlarnie i puścił 
oczko.
- Księżniczko? - spytałam zdziwiona a na mojej twarzy pojawił się mały uśmieszek.
- Tak księżniczko - zaśmiał się. Boże on jest taki słodki. Kiedy się śmieje 
marszczy nos w ten taki swój sposób. 
- Dobranoc - podszedł do mnie i przytulił. Chwilę byłam zaskoczona ale oddałam 
uścisk.
Po chwili Justin już był przed moim domem a ja jeszcze patrzyłam jak 
odjeżdża w dół ulicy.
Zamknęłam okno i udałam się w stronę łóżka.
Położyłam się i zakryłam kołdrą i zasnęłam.

Obudziła mnie irytująca melodia mojego alarmu.
Wstałam niewyspana w końcu spałam niecałe 3 godziny.
Skierowałam się do szafy i wyciągnęłam z niej 
białe szorty i szarą bluzę z napisem BROOKLYN.
Kiedy wzięłam już swój zestaw dobrałam jeszcze bieliznę.
Gdy już skończyłam skierowałam się 
do łazienki.
Zamknęłam za sobą drzwi i rozebrałam się.  Weszłam do kabiny i odkręciłam kurki.
Ciepła woda otuliła moje ciało na rękę wycisnęłam 
trochę arbuzowego żelu pod prysznic i namydliłam ciało.
Wyszłam z kabiny i wysuszyłam ciało po czym założyłam na siebie ubrania.
Zrobiłam sobie lekki makijaż składający się z tuszu do rzęs i podkładu oraz błyszczyku.
Kiedy byłam już gotowa, zbiegłam do kuchni biorąc przy tym swoją torbę z książkami.
Przywitałam się z rodzicami i chwyciłam jabłko.
Po zjedzeniu owocu, sprawdziłam godzinę była 7:45.
Pięknie miałam 15 minut do dojścia d szkoły.
Przecież ja nie zdążę ode mnie  z domu do szkoły jest jakieś 25 minut.
Szybko założyłam vansy na nogi  i wybiegłam trzaskając drzwiami.
No trudno najwyżej będę miała spóźnienie,cholera.
Zanim się zorientowałam stałam już przed dużymi szklanymi 
drzwiami.
Pchnęłam je i weszłam do środka budynku.
Szybkim krokiem poszłam do swojej 
szafki.
Zostawiłam tam niepotrzebne mi książki
i skierowałam się do klasy gdzie odbywała się 
matematyka z panią Smith.
Jak ja jej nienawidzę.
Nie wiem jakim cudem ona tu uczy.
Po chwili stanęłam przed drzwiami klasy.
Zapukałam i weszłam 
-Przepraszam za spóźnienie - burknęłam.
- Panno Moon to już twoje trzecie spóźnienie- powiedziała zdenerwowana.
- No powiedziała przepraszam do cholery. - warknęłam zła.
- Panno Moon język!- krzyknęła.
Gotowałam się w środku.
- Panno Moon język!-  powiedziałam tak samo jak ona .
-  Brooklyn nie przedrzeźniaj mnie!- krzyknęła po raz drugi.
- Czemu?- zakpiłam.
Chwila moment a wygarnę jej to co o niej myślę.
Zepsuła mi dzisiaj od samego rana humor.
Ugh! Nienawidzę szkoły.
- Do dyrektora! Ale to szybko! - krzyknęła.
- Suka- powiedziałam.
Po czym wyszłam z klasy trzaskając drzwiami.
Pokierowałam się do gabinetu dyrektora  i zapukałam kiedy usłyszałam przytłumione "proszę" weszłam.
- O, Brooklyn co Cię tu sprowadza? - spytał zaciekawiony pan Steven.
- Pani Smith. - wydukałam i usiadłam.
- Ciekawe - powiedział .
-Ta..- westchnęłam
i zaczęłam bawić się skrawkiem mojej bluzy.
- Pani Smith zanim tu przyszłaś zgłosiła mi to co zrobiła na lekcji matematyki, powiem że nie podoba mi się twoje zachowanie. Dostajesz cały tydzień kozy.- powiedział stanowczo przy tym mierząc mnie wzrokiem.- Możesz odejść. - mruknął.
Przytaknęłam i wyszłam z gabinetu. Pięknie co ja teraz powiem rodzicom? 
Na pewno nie będą zadowoleni.
Po ostatniej rozmowie mój ojciec nie był zadowolony był wkurzony co ja mówię? 
On był wściekły po tym jak powiedział do mnie "gówniaro" zrobiło mi się przykro.
Ale to nie moja wina że Smith jest taka irytująca.
Sprawdziłam, która godzina na moim IPhone.
Do końca lekcji było 5 minut nie opłacało mi się iść więc poszłam do swojej szafki.
Kiedy miałam otwierać swoją szafkę usłyszałam 
jak mój telefon dzwoni.
Wyciągnęłam urządzenie z kieszeni i szybko odebrałam.
-Tak?- spytałam cicho .
-To ja Justin. - usłyszałam chrapliwy głos po drugiej stronie.
Na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech.
- Co chcesz?- spytałam.
- Możemy się dzisiaj spotkać?- zapytał . 
- Okej umm o której?
- O 18 w Starbucks. -powiedział.
- Jasne to.. do zobaczenia. - powiedziałam i rozłączyłam się nie czekając na odpowiedź.


*******

Siema co tam? ;* Obiecałam że dzisiaj napiszę wiem rozdział taki sobie :\ 
Ale najważniejsze że jest.
Proszę komentujcie rozdziały okej bardzo mi na tym zależy :)
Dobranoc <3 /Gosia 






                                                       ROZDZIAŁ 5

  BROOKLYN POV

 Justin opatrzył mi ranę. Oczywiście potem poprosiłam go, żeby zawiózł mnie do domu. Posłuchał sie mnie...WOW...

Całą drogę przebyliśmy w milczeniu. Co chwilę nerwowo spoglądałam na zegarek. Było naprawdę późno. Wiedziałam, że rodzice na pewno będą niezadowoleni.
-Moglibyśmy jechać szybciej?
-Posłuchaj słonko-żyły na jego szyi odznaczyły się.-to ja tu decyduję, w jakim tempie będę jechał kapujesz?
-T..tak-przestraszyłam się....
-Cieszę się, że się rozumiemy.

 Do końca drogi nie odezwałam się do niego ani słowem.

W końcu dojechaliśmy pod mój dom. Wysiadłam z auta i już kierowałam się do drzwi kiedy usłyszałam:
-spotkamy się jeszcze?
-Już się stęskniłeś?
-Daj mi swój numer.
-Nie.-zadziornie wystawiłam do niego język, po czym weszłam do domu.

Było dość późno, więc po cichutku kierowałam się do mojego pokoju. Nagle lampka w salonie zapaliła się.
-Brooklyn Katherine Moon! Podejdź tu proszę-usłyszałam donośny głos mojego taty.
-O nie...-wymamrotałam pod nosem.
-Hej mamo...tato...
-Mam do ciebie jedno, zasadnicze pytanie...Która jest godzina?
-No wiesz...to zależy...No bo wiesz...w innym rejonie świata może być 5 rano, a w innym 4 rano więc...
-Która jest godzina u nas?
-3:00
-No właśnie...a co ty powinnaś robić o 3:00??
-No właśnie...powinnam iść spać, a rozmawiam tu z wami...no to ja już lecę dobranoc.
-Poczekaj! Powiedz mi jeszcze...co robiłaś w mieście o tak później porze?
No i co ja mam im powiedzieć? Mamo tato! Byłam na imprezie i mnie postrzelili, a potem musiałam pokazywać się w staniku jakiemuś chłopakowi, żeby opatrzył mi ranę, a tak właściwie, to co jutro na obiad?
-No wiesz...byłam u Lucy...oglądałyśmy film...gadałyśmy i tak jakoś czas zleciał.
-Nie mogłaś zadzwonić? Pozwoliłabym ci u niej spać!-mama w końcu się odezwała.
W mamie zawsze mam najwięsze wsparcie. Tata zawsze był surowy...Zawsze musiałam robić to, co on kazał.
-Hmm...no wiesz...Ja zostawiłam komórkę w domu, a Lucy wpadł do stawu.
-Masz szlaban!-krzyknął tata.
-Peter nie bądź taki surowy. Brooklyn...bardzo się o ciebie martwiliśmy. Nie rób więcej takich rzeczy ok?
-Ok.
-Masz szczęście gówniaro, że twoja matka ci pobłaża...idź już na górę. Zejdź mi z oczu.

Uradowana pobiegłam po schodach do swojego pokoju. Oczywiście po drodze musiałam się wyjebać...Jak to ja i moja niezdarność.

Weszłam do swojego pokoju, zrzuciłam z siebie ciuchy i w bieliźnie ruszyłam w stronę łazienki. Weszłam pod prysznic i poczułam niesamowitą ulgę. Zmyłam z siebie ciężar całego dnia. Nikomu tego nie mówiłam, ale moja pasją jest śpiewanie...no może rysowanie też.. Opierałam się, ale w końcu nie wytrzymałam i zaczęłam śpiewać jedną z moich ulubionych piosenek. Zawsze przy niej płaczę...Po kilku minutach usiadłam w brodziku. Skuliłam się i zaczęłam płakać. Ciepłe krople wody spływały po moim ciele, a ja płakałam... Sama nie wiem czemu...po prostu musiałam...spojrzałam na swoje nadgarstki...były na nich blizny po żyletce...cięłam się, gdy byłam młodsza.....gdy tylko coś było nie tak, sięgałam po żyletkę...to było coś, jak środek na uspokojenie...to mnie odstresowywało...Jestem psychiczna...Nagle usłyszałam dźwięk przysyłanego SMS-a. Wzięłąm telefon i przez łzy odczytałam wiadomość:
-Jestem u ciebie w pokoju... (numer nieznany).

Zakręciłam wodę, ubrałam się  w bieliznę i w ręcznik i wyszłam do pokoju. Na moim łóżku leżał nie kto inny...Justin!
Na mój widok przegryzł wargę, ale gdy spojrzał na moje nadgarstki posmutniał.
-Tniesz się?
-Cięłam się kiedyś...
-Czemu płakałaś?
-Nie płakałam...
-Jak to nie?-wstał i podszedł do mnie.-a ta łza to co?-wytarł mi ją z policzka.
-Po prostu nienawidzę siebie...Nienawidzę swojego ciała, swojego charakteru...Jestem beznadziejna...
-Nie mów tak!-Nie widzisz, jaka jesteś piękna...dla mnie jesteś mega seksowna...
Uśmiechnęłam się lekko...
-Ughh jasne...
-Naprawdę...czy gdybyś mi się nie podobała zrobiłbym tak?-Podszedł do mnie i objął w talii, po czym złapał za pośladek i lekko go ścisnął, co spowodowało moją natychmiastową reakcję. Po prostu go uderzyłam...
-Ał! Dlaczego to zrobiłaś?
-Nie rób tak więcej rozumiesz?! A tak właściwie, to co ty tutaj robisz?
-W odwiedziny-Na jego twarzy zagościł słodki uśmieszek, Chłopak w buciorach wskoczył na moje łóżko.
-Zdejmij buty!
-Po co?
-Nie pozwalam ci wchodzić w butach na moje łóżko!
-Dobra już dobra, uniósł ręcę w geście poddania się, po czym zdjął buty i ułożył się znów na łóżku...Przesunął się lekko.
-Podejdź tu.
Podeszłam. Chłopak chwycił mnie za rękę i pociągnął obok siebie. Byliśmy naprawdę blisko. Czułam jego ciepły oddech na szyi.
-Pociągasz mnie.
-Zajebiście...a ty mnie przerażasz...
-Dlaczego?
-Jesteś bipolarny...
-Hahaha jaki?
-Masz dwa oblicza...W jednej  chwili jesteś miły, słodki, a sekundę potem oschły i wredny.
-Uważasz, że jestem słodki?
-Nic takiego nie powiedziałam.-Popatrzyłam się w jego karmelowe oczy. Uśmiechał się...był słodki...był bardzo słodki.
-Powiedziałaś, że w jednej chwili jestem miły i słodki, a za chwilę oschły i wredny.
-Dobrze wiem, co powiedziałam! A teraz zabierz siebie i swoje buty..jedź do domu..
-Nie..
-Dlaczego?
-Bo wolę pobyć tu z tobą...

  Ten chłopak doprowadza mnie do szału...

No i mamy 5 ROZDZIAŁ MIŚKI <3 <3 MAM NADZIEJĘ, ŻE WAM SIĘ PODOBA/Magda

wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 4
Pov: Brooklyn

Przez resztę drogi milczałam. Nie chciałam się odzywać i pogarszać sytuacji 
w jakiej jestem. Siedzę w aucie z jakimś chłopakiem i jest już 00:23 .
Za dużo wrażeń jak na razie. 
Moi rodzice na pewno się o mnie martwią.
Nie chcę wiedzieć co zrobią jak przyjdę do domu na pewno będę 
uziemiona do końca swojego życia. 
Kurwa.
Musiałam zakończyć tą niezręczną ciszę.
- Gdzie jedziemy?- spytałam ponownie. Ponieważ pierwsza próba nie wypaliła bo zostałam 
wyzwana od "suki".
Ugh! pieprzony dupek.
- Do mnie. - odpowiedział podirytowany szatyn .
- A-ale ja muszę wracać do domu.Rodzice się będą o mnie martwić!- zaczęłam histeryzować jak zagubiona dziewczynka.
No i co ja im powiem?!
"Hej byłam wczoraj na imprezie i wiecie trochę wypiłam 
i  wracałam sama do domu. Usłyszałam jakieś krzyki
więc tam poszłam i jak się okazało zostałam postrzelona
i jechałam z jakimś nieznanym chłopakiem "
Czujecie ten sarkazm? 
- Bardziej martwisz, się o to co się stanie gdy przyjdziesz do domu?- spytał z nutką rozbawienia.- Równie dobrze mógłbym cię tu teraz zgwałcić lub zabić.-W tym momencie 
moje serce przestało bić. Byłam tak przerażona jak cholera. Że co?! 
Równie mógłby mnie zgwałcić lub zabić? 
Muszę być silna. Nie mogę się go bać bo on ma wtedy nade mną przewagę.
Przełknęłam rosnącą w gardle gulę i milczałam.
Po około 20 minutach byliśmy na jakimś osiedlu.
Chłopak wyszedł,a ja siedziałam dalej na miejscu pasażera.
Wow jaki dżentelmen nawet nie raczył otworzyć mi drzwi.
Szłam za nim jak zagubiony szczeniak.
Gdy już staliśmy przed drzwiami od kluczył je i zaprosił mnie do środka 
gestykulując przy tym ręką.
Nie powiem była pod wrażeniem. Myślałam ,że taki chłopak jak on ma 
porozrzucane puszki piwa w salonie brudne 
ubrania itp.
Ale tu było inaczej ściany były koloru szarego a 
meble były czarno białe 
istniał tam ład i porządek.
Chwycił mnie za łokieć i zaprowadził mnie do salonu.
Usiadłam wygodnie na kanapie i patrzyłam się w podłogę.
Możecie pomyśleć, że jestem jakąś wariatką ponieważ  patrzę się w podłogę.
Ale co ja mam zrobić jak jestem z jakimś obcym chłopakiem w jakimś obcym domu, no?!
Moje rozmyślenia przerwał głos chłopaka.
-Chcesz coś do picia? - podniosłam głowę i nasze spojrzenia
spotkały się na sekundę lecz szybko ją spuściłam ponieważ czułam się nieswojo .
- Nie,dzięki - mruknęłam. 
- Okej? Pójdę się przebrać, i zawiozę cię do domu. - powiedział 
na co przytaknęłam.

Pov: Justin

Ta dziewczyna mnie irytuje. Jest taka wkurwiająca.
Po krótkiej wymianie zdań poszedłem do swojego pokoju.
Gdy już w nim byłem skierowałem się do szafy i wyjąłem z niej
czyste bokserki parę szarych spodni dresowych z obniżonym krokiem 
i do tego czarna bluza z jakimś nadrukiem.
Gdy byłem w łazience wziąłem szybki prysznic po czym wysuszyłem ciało.
Założyłem na siebie
wcześniej przygotowane ciuchy i popsikałem się
AXE.
Zostawiłem włosy takie jakie są.
Wyszedłem z pomieszczenia i skierowałem się 
do salonu gdzie znajdowała się dziewczyna.
- Chodź- powiedziałem przy czym wyciągnąłem do niej rękę.
Jednak zignorowała mój gest i wstała sama.
Serio kurwa? Pieprzona suka. 
Mogłem ją tam zostawić.
Ale nie miałem innego wyjścia ona to wszystko widziała. 
Dosłownie, a nie chciałbym ,żeby policja się dowiedziała.
Gdyby nie ona wszystko poszło by gładko.
Chociaż to kurwa, uratowała mi życie płacąc tym,że to ona została postrzelona.
Muszę jej jakoś pomóc odwdzięczyć się.
To pierwszy i ostatni raz kiedy to robię.
- Poczekaj- mruknąłem- Trzeba Cię opatrzyć masz ranę w ramieniu.- chwyciłem jej 
rączkę i zaprowadziłem do łazienki. 
Dziewczyna usiadła na toalecie w tym czasie sięgnąłem 
po apteczkę.
- Musisz zdjąć bluzkę - powiedziałem stanowczo. Wytrzeszczyła oczy 
i zaprzeczyła kręcąc głową na "nie".
- Kurwa! Zdejmij tą pierdoloną bluzkę bo się tu wykrwawisz,a ja nie chcę 
mieć cię na sumieniu.- powiedziałem lekko zdenerwowany.
Wreszcie posłuchała i zdjęła bluzkę.
To co zobaczyłem. No kurwa!
Wow 

Pov:Brooklyn

Kazał zdjąć mi bluzkę byłam bezradna musiałam to zrobić bo inaczej jak
on to powiedział? Ah, tak " Wykrwawię się A on nie chce mieć mnie na sumieniu"
Idiota.
Zdjęłam bluzkę a chłopak otworzył usta.
Czułam jak moje policzki 
się czerwienią .
Cholera!
Postanowiłam to zakończyć.
Miał mi opatrzyć ranę a nie patrzeć na moje piersi!
- Ej! Rana jest tutaj .- wskazałam palcem 
na miejsce gdzie znajdowała się kula.
Chłopak ocknął się i zaczął mnie opatrywać.
Między nami panowała cisza lecz on postanowił ją przerwać.
- Jak masz na imię? - spytał zaciekawiony.
- B-brooklyn - za jąkałam się jakbym języka nie miała.
Co on ze mną robi?
- No więc, miło mi cię poznać Brooklyn jestem Justin. -
uśmiechnął się .
On jest jakiś bipolarny czy jak?! 




********


Siema koty ^^ co tam? Rozdział już jest miałam wenę ! 
Hahah okej więc rozdział jest 
mam nadzieję ,że się podoba ;* 
Proszę komentujcie tak bardzo proszę.. ;* 
Ja już idę Branoc misie :3 <333 




piątek, 18 kwietnia 2014

                                                           ROZDZIAŁ 3

     Justin POV

Gość przycisnął mi spluwę do głowy, gdy zza krzaków wybiegła laska, z którą tańczyłem na imprezie.
-Nie zostaw go!
 Co ona tam kurwa robiła? Nagle zobaczyłem, jak dziewczyna spada na ziemię...Za nią satł Rick. Ten skurwysyn, który zawsze pojawia się w niewłaściwym momencie.. 
-No no..niezłą dupę sobie wyrwałeś Bieber-powiedział Rick
-Santiago...nie cackaj się z nim...trzeba go zabić-powiedział buc, który wciąż trzymał broń przy mojej głowie.

  Właśnie wtedy wyjąłem broń z kieszeni i strzeliłem w nogę tego łysego debila. Padł na ziemię jak długi...zacząłem wzrokiem szukać Ricka...Idiota..uciekł. Mój wzrok skierowany był na leżącą na ziemi dziewczynę..Ockąłem się i podbiegłem do niej. Była zimna, ale jej serce wciąż biło. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do mojego auta.

   Brooklyn POV

Obudziłam się z potwornym bólem w ramieniu...Nie wiedziałam kompletnie, gdzie jestem...wiem tylko, że leżałam w samochodzie Moje ciało leżało na miękkim siedzeniu...Prawdopodobnie skórzanym...Bałam się podnieść głowę...Bałam się, że jak zrobię jeden fałszywy ruch, coś mi się stanie. Jednak w końcu moja ciekawość nie wytrzymała i uniosłam lekko głowę. Zobaczyłam w lusterku chłopaka, z którym tańczyłam. Jego wzrok skierowany był we mnie.

-Dokąd jedziemy?-spytałam niepewnie
-Teraz ja tu zadaję pytania-warknął nie znajomy .
-Dobrze...
-Co ty tam do cholery robiłaś?
-Nie wiem...po prostu  usłyszałam strzelaninę i tak jakoś wyszło.
-Bardzo ciekawska jesteś co?
-Każdy normalny człowiek zrobiłby to na moim miejscu.
-Ja nie...nie jestem normalny?
-Nie wiem..nie znam cie..Chcesz zapytać o coś jeszcze?
-Nie
-Więc dokąd jedziemy?
-Zobaczysz.
-Idiota-powiedziałam pod nosem
-Co powiedziałaś?
-Jesteś idiotą!
-Posłuchaj suko!-Uratowałem ci życie! Równie dobrze mogłem zostawić cię na śmierć!
-Nie wyzywaj mnie!
-Ja mogę!
-O co ci chodzi?
-Zamknij się dobrze?! Nie mam ochoty już słuchać twojego irytującego głosu.

I tak zaczęła się nasza "burzliwa" znajomość

Hej kotkiii<3 Mamy 3 rozdział...Jak wam się podoba?/Magda