sobota, 19 lipca 2014

                                    Rozdział 13


          JUSTIN POV

 Przycisnąłem gaz...Nie zwracałem uwagi na jadące obok mnie samochody.
W tamtej chwili liczyła się tylko moja Brook.
 

Pod szpital dojechałem w 5 minut, po czym pędem pobiegłem do recepcji.

-Szukam dziewczyny z wypadku-powiedziałem zdenerwowany.

-Której?

-Brooklyn Moon

-Jest pan kimś z rodziny?

-Yyy nie..

-No to nie mogę przekazać panu żadnych informacji.

Obejrzałem sie na boki, po czym uderzyłem ręką w biurko, za którym stała pielęgniarka. Starsza kobieta z dużymi okularami na nosie lekko się wystraszyła.

-Niech pani posłucha..Ja musze ją zobaczyć..

-2 piętro oddział powypadkowy, sala nr 45.

Podziękowałem kobiecie, po czym ruszyłem w stronę oddziału...W stresie szukałem sali...Po chwili ujrzałem drzwi z numerem 45...Lekko je popchnąłem, po czym ujrzałem na łóżku moją królewnę...Leżała na łóżku podpięta do maszyn, które zapewne trzymają ją przy życiu. Podszedłem do niej i ostożnie przykucnąłem obok jej łóżka .spała.....Leżała tak spokojnie..Obserwowałem jej powoli unoszącą się w górę i w dół klatkę piersiową. Łzy same napływały mi do oczu.

Po kilku minutach ciszy do sali wszedł lekarz.

-Co pan tu robi?-spytał i zmarszczył brwi.

-Ja...Co z nią?

-Kim pan jest?

-Jestem jej przyjacielem.

-Nie jest najlepiej, ale dziewczyna miała dużo szczęścia ...Ona wypadła przez przednią szybę i ma złamaną rękę..Poderzewamy też uszkodzenie kręgosłupa..Musimy zrobić szczegółowe badania by dowiedzieć się, czy nie uszkodziła narządów wewnętrznych.

-Dziękuje doktorze..A co z jej koleżanką?

-Z nią jest gorzej..Ma uszkodzoną wątrobę...Możliwe, że konieczny będzie przeszczep..

-Bardzo dziękuję...

Przez następne kilka dni nie spuszczałem Brooklyn z oka Codziennie przychodzili jej rodzice..Wtedy wychodziłem ze szpitala..Nie chciałem ich poznawać....Gdy tylko odjeżdżali, wracałem.Czekałem, aż się obudzi. Pielęgniarki codziennie rano przynosiły mi kawę.
Na szczęście nie miała uszkodzonych narządów...To była jedna z lepszych wiadomości

-Musi być pan w niej bardzo zakochany.-powiedziała jedna z nich, gdy przyszła sprawdzić króplówkę.

-Nawet pani nie wie, jak bardzo-uśmiechnąłem się lekko

-No to ona musi być naprawdę niesamowita.

-Jest inna niż wszystkie dziewczyny...

-Szczęściara z niej...Z wypadku wyszła prawie bez szwanku, no i do tego ma takiego chłopaka..

-Ta..Tylko, że ja nie jestem jej chłopakiem...

-No to chyba najwyższa pora..-pielęgniarka usiadła obok mnie.-Młody człowieku..Musisz się pospieszyć,skoro jest taka niesamowita to pewnie dużo chłopców się za nią ogląda, a chyba takiego skarbu nie chcesz stracić?

Miałem zamiar się odezwać, gdy zobaczyłem, jak dłoń Brook poruszyła się, a jej powieki lekko się uniosły.
Pielęgniarka poszła po lekarza, a ja złapałem Brooklyn za rękę

-Cześć piękna-uśmiechnąłem się do niej.

-Justin? To ty?

-No a kto inny?

Próbowała się podnieść, ale ból był tak silny, że nie dała rady.

-Co..co się stało?

-Miałyście wypadek..

-Miałyśmy? Ale...

-Tak..Lucy też jest w szpitalu.

-Co z nią?!

Nie odzywałem się przez chwilę, po czym wydukałem

-Jest źle..Ma uszkodzoną wątrobę..Potrzebny przeszczep...

Zauważyłem, jak z jej oka poleciało kilka łez. Otarłem je po czym pogładziłem dłonią po jej policzku.

-Skarbie, będzie dobrze...

Do sali wszedł lekarz i kazał mi wyjść z sali. Niechętnie to zrobiłem..

BROOKLYN POV

Nie mogłam się ruszyć. Wszystko mnie bolało. Jedynym pocieszeniem był fakt, że Justin nie odstępował mnie na krok i był przy mnie...

Lekarz powiedział, że mam uszkodzony kręgosłup i złamaną rękę...Nie jest aż tak źle..A dla Lucy wciąż nie znałazł sie dawca..Kurwa...jedna chwila i twoje życie zmienia się o 180 stopni..

Wystarczą 2 sekundy..by twoje życie zostało zrujnowane...Twoje plany, marzenia..Wszystko poszło się jebać...

Rodzice starali się być dla mnie wsparciem, ale szczerze mówiąc jakoś słabo im to wychodziło..przychodzili..Pytali się co u mnie czy coś mnie boli, kupowali mi jedzenie, picie i odjeżdżali..I tyle...Na tym ich troska się kończyła.. Świetna z nas rodzinka co?
...................................................................................................................................................

Hej Misie..No i mamy kolejny rozdział <3 Jak wam się podoba?/Magda




  

piątek, 11 lipca 2014

Rozdział12
Pov Brooklyn
Potem moja rodzicielka wyszła a, ja nie mogłam za nic usnąć. To wszystko mnie przytłacza . Podparłam sie na łokciach patrząc na zegarek wiszący na ścianie była 4:30. Ha świetnie! Po prostu swietnie mam dzisiaj szkołe zastanawiam się jak ja wstanę. Szybko nakryłam się pościelą i zamknęłam oczy mój sen szybko nie nadchodził więc zrezygnowana, wstałam i pokierowałam się do szafy wybrac ciuchy na dzisiejszy dzień. Wybrałam szorty i zwykłą bluzkę a do tego zapinany sweterek do tego wzięłam bieliznę i skierowałam się do łazienki. Gdy byłam już gotowa spakowałam jeszcze najpotrzebniejsze rzeczy do torby i zeszłam na dół. Zrobiłam sobie śniedanie i po skonumowaniu go włożyłam naczynia do zmywarki. Poszłam ubrać swoje vansy i z nikim sie nie żegnając poszłam do szkoły. Nagle zaczął dzwonić mój telefon. Odszukałam go patrząc na wyświetlacz NUMER NIEZNANY. Moje serce zaczęło bić bardzo szybko przejechałam po ekranie palcem i przyłożyłam telefon do ucha.
-Halo?-spytałam trzęsącym głosem.
-Widzę cię - wyszeptał
Od razu zaczęłam rozglądać.To jakieś żart, bo jak tak to w ogóle nie jest śmieszne.
-Uważaj na siebie wiesz.. w każdej chwili może ci się coś stać - powiedział i zaczął się śmiać .
- Kim jesteś do cholery?!- powiedziałam zdenerwowana i przestraszona.Czemu to wszystko musi akurat mnie spotykać?
- Twoim koszmarem suko- powiedział i po chwili usłyszałam dźwięk zakończonego połączenia. Stałam na chodniku sparaliżowana. Nie mogłam nic powiedzieć byłam w wielkim szoku. Ocknęłam się kiedy ktoś mnie uderzył ramieniem. Schowałam swój telefon do torby i bez namysłu rusyłam dalej. Kiedy byłam już w szkole poszłam do swojej szafki i wypakowałam wszystkie niepotrzebne mi książki. Koło mojego boku od razu znalazła się Lucy.

-Hej.-powiedziała jak zawsze rozpromieniona. Mi akurat nie było do śmiechu. Mam wszystkiego dość. Prawie zostałam zgwałcona i do tego dzisiejszy nieciekawy telefon. Niech się to wszystko już skończy proszę.

-Halo?Ziemia do Brook?- moje przemyślenia przerwała mi moja przyjaciółka,która machała mi dłońmi przed moją twarzą.
Nie mogę jej nic powiedzieć nie chcę ja pakować w  to całe gówno.
-A tak hej - uśmiechnęłam się sztucznie.
 Bynajmniej wracając do tematu,że nie mogę jej powiedzieć o tym wszystkim co się u mnie dzieje. To chodzi mi dokładniej o to,że nie chcę żeby ktos jej zrobił krzywdę albo coś w tym stylu. Lucy eż ma swoje problemy. Owszem tak ona jest moją przyjaciółką. Ale no nie chcę żeby jej się coś stało.
- Brook coś się stało?- spytała i popatrzyła na moja twarz jakby chciała zobaczyć czy kłamię.
- Nie nic się nie stało - powiedziałam szybko, powiedziałabym,że za szybko ponieważ Lucy spojrzała się na mnie.

- Brook coś jest nie tak widzę to. Co jest?- westchnęła.
- Zapewniam,ze nic się nie stało okej? Nie martw sie tak i chodźmy do klasy bo zaraz się spóźnimy a mamy teraz w-f.- uśmiechnełam się i ruszyłam w strone sali gimnastycznej.
Gdy dotarłam do szatni przebrałam się w strój na w-f i wyszłam na salę. Po mnie od razu wyszła Lucy a zaraz za nią nasz trener. 

Wszystkie rozmowy hihy ucichły. Uwierzcie Pan Dan jest straszny.
-Witajcie. - powiedział znudzony. Po czym wszyscy odpowiedzieli
ciche "dzień dobry".
- Ponieważ dzisiaj jest pogodnie, ta lekcja odbędzie się na stadionie będziemy biegać. - wszyscy od razu pokiwali głowami i poszliśmy
na stadion.- Zróbcie krótka rozgrzewkę i dzisiaj biegamy całą lekcje. - krzyknął i oddalił się do szkoły. Po rozgrzewce razem z Lucy zaczełyśmy biec.

- Lucy możesz mnie dzisiaj odwieźć do domu? - spytałam. Wróciłabym sama ale się boję.
- Jasne słonko. - Uśmiechnęła się . Cała lekcja minęła okej poza jednym,że czułam się obserwowana. To wszystko jest chore. 

Kiedy dotarłam do szatni z mojej torby rozległ się dżwięk przychodzącej wiadomości. Przełknęłam gulę, która była w moim gardle i podeszłam do torby po czym wyciągnełam urządzenie i odblokowałam je. Weszłam w poczte i kliknęłam na nową wiadomość. 

NIEZNANY NUMER
Jesteś nikim.. radzę ci uważaj na siebie
bynajmniej masz seksowną przyjaciółkę
nie chcielibyśmy aby jej się coś stało? Prawda?
~D

Kim do cholery jest "D"? Natępne lekcje już minęły spokojnie. Kiedy nadszedł upragniony dzwonek zerwałam się z krzesła i pobiegłam do swojej szafki na nic nie zwarzajac i wpakowując do niej książki. Ciekawe jak się ma Justin? Właśnie Justin nie dostałam od niego dzisiaj żadnej wiadomości nie zadzwonił. 

Dzisiaj byłam tak rozkojarzona,że o wszystkim zapomniałam. Justinowi też nic nie będę mówić juz "D" zna Lucy i może jej coś zrobić. Nie chcę aby osobom dla mnie ważnym coś się stało . 
To cholernie pokręcone. Wypuściłam z ust głośne westchnienie.
I ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych. Lucy miała na mnie czekać przed szkołą tak jak się umówiłyśmy. Gdy wyszłam na dwór zobaczyłam moją przyjaciółkę, która stała oparta o maskę swojego samochodu. Machnęła na mnie żebym wsiadała do auta
i tak tez zrobiłam.Ruszyłyśmy z piskiem opon i wyjechałyśmy na drogę. I znowu usłyszałam dźwięk wiadomości. Odblokowałam swój telefon i odczytałam wiadomość.




NIEZNANY NUMER
Zbliżacie się do śmierci. Śpijcie dobrze aniołki.

Przestraszyłam się nie 
kontaktowałam z światem. Po chwili mój telefon zaczął dzwonić a na ekranie pojawiło się zdjęcie Justina odetchnęłam z ulgą 
i odebrałam  i usłyszałam jego głos. Przerwała mi Lucy, która krzyczała do mnie.
- Boże! Brook zaraz zginiemy! - krzyknęła.
 telefonie rozbrzmiał głos Justina.
- Brook?! Co się dzieje Halo?!-Krzyczał.
-Brook nie mogę zapanować  nad autem !- krzyczałam płakałam.
-Zrób coś z tym autem! - później był huk krzyk  z telefonu i nastała ciemność.

POV JUSTIN
Cholera?! Co się tam stało? Co się stało mojej małej Brook?!
Odłożyłem słuchawkę. I czym prędzej pobiegłem do swojego auta.
Trzasnąłem drzwiami od mojego autka teraz nie jest ważne auto.
Odpaliłem silnik i z piskiem opon wyjechałem na ulicę. Było włączone radio. A to co usłyszałem zszokowało mnie.
JESTEŚMY WŁAŚNIE NA MIEJSCU WYPADKU GDZIE D WA AUTA  ZDERZYŁY SIĘ CZOŁOWO. W JEDNYM Z AUT JECHAŁY DWIE MŁODE DZIEWCZYNY Lucy Santiago I Brooklyn Moon .ZARAZ PRZEPROWADZIMY ROZMOWĘ Z OFICEREM JOHNEM. 




-Witamy panie oficerze co wiadomo jest na temat wypadku?
- Wiemy,że w aucie zostały
przecięte hamulce i to spowodowało wypadek.
-W jakim  stanie są dziewczyny?
- Bardzo poważnym. Są w szpitalu św. Marii.Tylko tyle mogę powiedzieć na ten temat. DZIĘKUJĘ.
-Ja również dziękuję. 





HEJ! Co u was? Jak podoba wam się rozdział? Spodziawaliscie się 
Wypadku? Kto to jest D? 
Dziękuję wam za 1300 wyświetleń ma blogu. Jest mały problem ponieważ nie dodajecie komentarzy trochę smutam. Proszę tak ładnie proszę zostawcie po sobie ślad będzie mi miło. 
PS:Rozdział może mieć błędy bo pisałam go trochę na telefonie.:)
/ Gosia






 

poniedziałek, 7 lipca 2014

                                                            ROZDZIAŁ 11

BROOKLYN POV

Zastanawiało mnie to, że Justin zdenerwował się gdy usłyszał opis tego chłopaka.

 Nie chciałam go męczyć pytaniami, dlatego dałam sobie z tym spokój.

Przez resztę  dnia siedziałam z Justinem w pokoju, oglądaliśmy filmy, rozmawialiśmy. Kilka razy dzwoniła do mnie Lucy, pytała, czy wszystko okej. Mówiłam, że tak. Ona nic nie wie o Justinie. A no i rodzice...Nie zaglądali do mojego pokoju..Wysłałam mamie SMS, że chce pobyć sama i nie mam ochoty na ich "pogadanki"....

JUSTIN POV

Pewnie zastanawiacie się, czemu tak zareagowałem co? Nie powiem wam.. Nie teraz

Kurwa..dlaczego ja wtedy się nie pojawiłem? 

Czemu jej nie pomogłem. 

Jestem pierdolonym frajerem..                                                                                                                  

Tak bardzo mi na niej zależy.. 

Hahah śmieszne co? 

Znam tą dziewczynę..

Nawet nie tydzień, a już mi na niej zależy.. 

Bieber!? Co ty gadasz? 


Zrobiło się późno i musiałem już iść...Najchętniej nie zostawiałbym jej. Zostałbym, oglądał filmy, przytulał. Ona jest pierwszą dziewczyną, która tak na mnie działa. Przy niej ujawniam moją "Dobrą stronę"

BROOKLYN POV

Zrobiło się późno, więc Justin musiał iść...Nie chciałam tego, najchętniej przykułabym się do niego...

-Spotkamy się jutro?- Spytał szatyn wpatrując mi się w oczy.
-A chcesz?
-Jasne..Ty, ja, jakieś fajne miejsce? Co o tym myślisz?

Uśmiechnęłam się dając chłopakowi znak, że się zgadzam. Bieber puścił mi oczko i wyszedł przez okno.

Położyłam się na łóżku i wdychałam zapach jego perfum wciąż unoszący się po pokoju.

Heh..zabawne co?

Dlaczego on tak na mnie działa?

Wystarczy jedno spojrzenie i wariuję...

Jestem dziwna...

Bardzo dziwna...

Po kilku minutach ciszy usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Spojrzałam na ekran, na którym widniało zdjęcie Lucy. Wzdychnęłam i odebrałam.

-Halo? Brooklyn?

-Cześć Lucy

-Nie dzwoniłaś, nie pisałaś, więc postanowiłam, że zrobię to pierwsza...Ostatnio w ogóle się nie widujemy...Martwiłam się

-Przepraszam, ale miałam małe problemy z rodzicami..

-Spotkamy się jutro?

-Jutro nie mam czasu..Przepraszam...

-Ehh..ok...Pa..

Lucy rozłączyła się nie czekając na moją odpowiedź...Martwi się..Może myśli, że ją unikam...Naprawię to...

Położyłam się do łóżka i zasnęłam w kilka minut...

Szłam korytarzem szkolnym..Nie było nikogo. Co chwilę mrygało psujące się powoli światło lamp...Nagle usłyszałam znajomy głos krzyczący moje imię...

-Brooklyn!! Uciekaj!!

Odwróciłam się, za mną stał Justin. Cały ubrudzony był krwią..Na jego widok podskoczyłam..Przestraszyłam się.. Nagle ujrzałam drugiego chłopaka zmierzającego w naszą stronę.. To ten, który chciał mnie zgwałcić.. W ręku trzymał broń.

-Proszę proszę..kogo my tu mamy..

-Zostaw ją w spokoju Parker!- Justin zasłonił mnie swoim ciałem. Widziałam, jak zacinął pięści..Był nieźle wkurwiony..

Skąd oni się znają? Pomyślałam..

-Bieber bawi się w bohatera? A może to jest twoja dupa co? Mówiła ci, że się znamy? Znamy się Brooklyn prawda?

Nie odezwałam się ani słowem

-Posłuchaj skurwielu! Jeśli kiedykolwiek zbiżysz się do niej to obiecuję, że osobiście rozwalę ci łeb!

-Osobiście? Jakas nowość..Zazwyczaj to twoi kumple pojawiali się w jakichś sprawach..

-To koniec rozumiesz?! Masz zniknąć z mojego życia..

-Dla ciebie to koniec, ale nie dla mnie! Nie pamiętasz jak razem chodziliśmy do burdeli sie zabawić? Pamiętasz, jak te laski się darły? Jak błagały, żebyśmy przestali? Jak zostawialiśmy je na pusyej drodze? Przecież nie musimy być wrogami..

-Hahaha co? Nie pamiętasz już co zrobiłeś Kate?

-Ona i tak nie była ciebie warta..sama wskoczyła do łóżka..

-A ty ją zgwałciłeś i zamordowałeś..

Każde słowo, które usłyszałam sprawiało mi coraz większy ból...Odsunęłam się od szatyna i uciekłam..Biegłam jak najszybciej..Słyszałam, jak za mną biegnie...W końcu moje nogi odmówiły posłuszeństwa...Bieber złapał mnie...

-Posłuchaj to nie tak...

-A jak?!-Wykrzyczałam ze łzami w oczach..

-Ja...-Justin nie dokończył..upadł bezwładnie na ziemie, a z jego klatki piersiowej wylał się strumień krwi..

Zobaczyłam tego chłopaka.. Stał w miejscu i uśmiechał się...

-Zabawimy się?

Rzuciłam się do ucieczki..biegłam ile tylko mogłam...

-Brooklyn! Brooklyn obudź się!

Otworzyłam szeroko oczy..

-Córeczko to tylko sen-zobaczyłam przede mną mamę..Mocno ją uściskałam..

-Krzyczałaś..

-Miałam koszmar

-Już w porządku?

-Tak juz jest ok..

Muszę dzisiaj porozmawiać z Justinem...
                                                                                                                                        

MIŚKI..PO DŁUGIEJ PRZERWIE W KOŃCU NASTĘPNY ROZDZIAŁ <3 MAM NADZIEJĘ, ŻE WAM SIĘ PODOBA/Magda