sobota, 14 czerwca 2014

NOTKA! 
Wtedy kiedy będą napisane wydarzenia pochyłym pismem to będzie sen ;) 



Rozdział 10
Wtuliłam się w jego klatkę piersiową, wdychając jego zapach.
- Przepraszam.- szatyn ucałował moją głowę.
- Nie masz za, co ponieważ to co się zdarzyło to nie jest twoja wina, jasne? - uśmiechnęłam się lekko.
Rozplotłam ręce i podeszłam do łóżka kładąc się na nim.
- Chodź tutaj - poprosiłam Justina poklepując przy tym lekko miejsce obok.Chłopak posłał mi wielki uśmiech na co ja lekko zachichotałam.Ułożył się koło mnie i przyciągnął do siebie.


- Dobranoc - szepnął. Przy Justine czułam się bezpieczna i ważna, potrzebna oraz kochana.To było coś czego potrzebowałam od zawsze. 
- Dobranoc - odpowiedziałam.Od razu po zamknięciu oczu morfeusz zabrał mnie do swojej krainy. 


Znalazłam się w jakiejś czarnej uliczce. Było tylko słychać przejeżdżające auta. A jednym oświetleniem była lampa, która mrugała co jakiś czas. Rozejrzałam się do żadnej żywej duszy.




Szłam przed siebie zerkając co jakiś na różne strony. Nagle wpadłam na coś wysokiego i twardego, to nie był żaden mur czy drzewo to było coś innego. 
Uniosłam swój wzrok i to co zobaczyłam zszokowało mnie. Moje serce zaczęło bić z dwieście razy szybciej. To był ten chłopak, który zaatakował mnie w uliczce gdy wracałam z nieudanego spotkania z Justinem. 


Zanim się spostrzegłam chłopak, chwycił mnie za ramiona i zaczął mną szarpać i dobierać się do mnie. Nie tylko nie to!. Ja nie chcę. Zaczęłam się wyrywać, kopać gdzie popadnie. Po policzku przejechałam mu paznokciami, został wielki czerwony ślad. 
Rzuciłam się biegiem gdziekolwiek tylko najdalej od niego biegłam, biegłam szybko.


 Nie zważałam 
na nic wiedziałam że za mną biegnie. Musiałam się gdzieś ukryć i to jak najszybciej. Zaraz za jedną ulicą była jakaś uliczka. Wbiegłam do niej szybko kryjąc się za wielkim śmietnikiem. Widziałam go przystanął przy wejściu do uliczki. I spojrzał się w jej głąb. Podszedł bliżej. 


- Przecież wiesz,że i tak cię znajdę więc po co to robisz? Po co się ukrywasz? - zaśmiał się gorzko. W moim gardle utworzyła się wielka gula. Czułam w kącikach oczu słoną ciecz.



Nie! Nie mogłam się w tej chwili rozpłakać muszę dać radę. Chłopak przysunął się bliżej śmietnika, a ja przesunęłam się. 
- Gdzie jesteś, aniołku? - spytał gorzko. Gdzie jesteś Justin? Potrzebuję Cię. Mam jeszcze telefon to ostatnia deska ratunku. Wyjęłam z kieszeni moich dżinsów urządzenie. I co? I nic Cholera był rozładowany. Obróciłam głowę i...

Obudziłam się z krzykiem, to był tylko sen to był tylko zły sen. Powtarzałam, ale i tak rozpłakałam się na dobre.
- Brook? - Justin obudził się i popatrzył na mnie przestraszonym i troskliwym wzrokiem. Nie odpowiedziałam mu.- Księżniczko? Co się stało?- Przyciągnął mnie do siebie tuląc.



- Justin, to on - zaszlochałam nie mogłam nic powiedzieć było mi ciężko.
-Shh. To był tylko zły sen, okej? - Powiedział i pogłaskał mnie po głowie.Ucałował mnie lekko w usta. Uśmiechnęłam się. Tak bardzo dziękuję, że on tu jest właśnie teraz ze mną. Co ja bym bez niego zrobiła.


- Dziękuję - szepnęłam . - Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.- uśmiechnęłam się blado.- Po tym zamknęłam oczy i spałam spokojnie. 

Obudziły mnie promienie słoneczne padające na moja twarz. Byłam tak jakby nie wyspana po ciężkiej nocy. Chciałam wstać, ale poczułam wokół mojej talii umięśnioną parę rąk. Spojrzałam za siebie i zobaczyłam najsłodszą rzecz na świecie.


 Justin spał wyglądał  tak spokojnie, bezbronnie i słodko.Wtedy wpadłam na pomysł, zrobię mu zdjęcie i kiedyś mu to pokażę . Chwyciłam do ręki telefon i nacisnęłam po czym zdjęcie było już zapisane w mojej galerii. Wzięłam ręce chłopaka z mojej talii i skierowałam się do garderoby wybierając bieliznę szorty i za dużą bluzę z kapturem. Poszłam do łazienki wzięłam krótki prysznic a później osuszyłam ciało.


 Rozczesałam swoje włosy i ubrałam na siebie bieliznę oraz ciuchy. Umyłam zęby i zrobiłam lekki makijaż. Otworzyłam drzwi i po cichu weszłam do pokoju. 
- Nie musisz być aż tak cicho.- obróciłam się i złapałam za serce. 

- Boże Justin, nie strasz mnie tak.- wydyszałam. Po ostatnich przejściach. Nie wiem czy będę dobrze funkcjonowała.
- Przepraszam.- wstał i przytulił mnie.Kochany.- To co na, śniadanie?- uśmiechnął się cwaniacko. No i stary Justin wrócił. 

- Chyba śnisz,że zrobię ci śniadanie chłopcze - w moim głosie można był wyczuć sarkazm. Justin zrobił minę smutnego psiaka, ale ja i tak się nie dam.- Na mnie to nie działa - zaśmiałam się i pokiwałam na niego palcem. Tak jak rodzice na swoje dzieci wtedy, kiedy zrobią coś źle.

- No, ale Brook tak bardzo proszę - podszedł do mnie  cmoknął mój polik. Zachichotałam i pokręciłam głową z niedowierzaniem.

- Nie - Chciałam się z nim trochę podrażnić. Co mi tam szkodzi . O mało co nie wybuchłam śmiechem kiedy klęknął przede mną i powiedział,żebym zrobiła śniadanie.


- No dobrze, dobrze zrobię śniadanie ale nie możesz wyjść z pokoju. Bo są moi rodzice, a na dodatek mam szlaban więc widzisz jak to wygląda.- Powiedziałam z grymasem na twarzy.



- Okej będę czekał - powiedział i ułożył się z powrotem na łóżku. Od kluczyłam drzwi i wyszłam na korytarz
i od razu je zamknęłam. Zeszłam na dół i usłyszałam głos mojej mamy. Weszłam do kuchni i wzięłam chleb.


- Cześć wszystkim - powiedziałam. Krojąc pieczywo.
-Hej Brooklyn, jak się spało?- słyszałam w jej głosie troskę. Może chodziło jej ot o,że wydarłam się prawie na cały dom w środku nocy. 

- Dobrze, i przepraszam za ten hałas w nocy,ale miałam koszmar.- odpowiedziałam uśmiechając się. 
Wzięłam się za robienie kanapek. Gdy już wszystko było gotowe nalałam jeszcze do dwóch szklanek pomarańczowego soku i postawiłam wszystko na tacę ruszyłam w stronę mojego pokoju. 
Gdy już byłam przy drzwiach otworzyłam je łokciem i szybko weszłam do pokoju zamykając go. Justin leżał na łóżku 
robiąc coś na telefonie,ale czując moją obecność  odłożył go na półkę koło łóżka. Podeszłam do łózka i położyłam na nim tacę od razu w zieliśmy się za jedzenie. Kiedy skończyliśmy odłożyłam tacę na biurko 
i usiadła z powrotem koło Justina. 

- Brook pamiętasz tego chłopaka? Tego który cię zaatakował? - spytał niepewnie a moje ciało się 
spięło. Przytaknęłam a całe zdarzenie spadło  na mnie jak tona cegieł. 
- A powiesz mi? - spytał z troską w głosie. 

- Był wysoki, umięśniony miał blond włosy i ubrany w czarną buzę z czarnymi spodniami dresowymi. 
Powiedziałam na jednym wydechu. Zauważyłam,że Justin zrobił się jakiś nerwowy. 
- Justin, wszystko okej? - spytałam przerażona. Co tu się w ogóle dzieje czy ja czymś nie wiem? 
- Brook musisz teraz na siebie uważać - powiedział szybko.
- Ale Justin co się dzieje do cholery?! - powiedziała głośniej. To nie jest śmieszne coś się dzieje a ja nie wiem co .
- Brook obiecasz mi,że będziesz uważać?- spytał .
- Obiecuję. - powiedziałam i wtuliłam się w niego.




Hej! Co tam? Rozdział jest mam nadzieję, że się podoba :3 /Gosia



PRZEPRASZAM!
Więc chciałabym przeprosić za długa nieobecność na blogu.
Powodem była szkoła ;-; miałam bardzo dużo nauki i teraz mam też poprawki (ostatnie)
Więc jeszcze raz przepraszam jeśli mi sie uda napiszę dzisiaj rozdział ;)

/Gosia