ROZDZIAŁ 9
Wyszłam zza drzwi ze łzami w oczach.
-Brooklyn...co się stało?
W tym momencie nie wytrzymałam. Wybuchłam płaczem i wtuliłam się w szatyna.
-Cii...w porządku.-Justin gładził ręką moje włosy.
-Powiedz kto ci to zrobił? Który huj podniósł na ciebie rękę. Powiedz tylko, jak wyglądał, już ja dopilnuję, żeby szybko zniknął z tego świata.
-Nie Justin.-mocno go objęłam.
-Nie pozwolę, żeby ktoś robił ci krzywdę- chłopak spojrzał mi głęboko w oczy.
-Ja...ja nie pamiętam jak on wyglądał.
-Powiedz mi...czy on zrobił coś jeszcze?
-Nie...ale mógł.
-Kurwa...to moja wina..Mogłem za tobą jechać...Mogłem coś zrobić...
-Nie...to tylko moja wina...Mogłam nie iść tym jebanym skrótem.
-Kochanie..-przejechał palcami po siniakach na mojej twarzy, co spowodowało lekki, krótkotrwały ból.
-Nigdy więcej nie pozwolę cię skrzywdzić...nigdy..
Justin przyciągnął mnie do siebie. Cały czas patrzyłam na podłogę. Chłopak uniósł mój podbródek i lekko cmoknął mnie w usta, co wywołało uśmiech na mojej twarzy.
-Dlaczego to zrobiłeś?'
-Co?
-Czemu mnie pocałowałeś?
-Nie wiem..-powiedział, po czym znowu mnie pocałował, tylko tym razem odrobinę mocniej.
Każdy następny pocałunek był coraz bardziej namiętny. Justin już miał zabierać się za zdejmowanie mojej piżamy, gdy odsunęłam się.
-Ja...przepraszam-powiedział Justin, po czym podszedł do mnie by mnie przytulić, lecz ja znów się odsunęłam.
-Przepraszam...po prostu przeszłam dziś za wiele..
-Ok rozumiem..
Justin spojrzał mi w oczy..Widziałam w nich smutek. Widziałam, jak patrzył na moje siniaki. Cały czas obwiniał się o to, co się wydarzyło. Nie chciałam, żeby tak było. Nie chciałam, żeby miał wyrzuty sumienia. To nie była jego wina. Na pewno nie jego.
Dotkęłam jego policzka.
-Justin...Nie obwiniaj się o to.
-Jak mam się nie obwiniać. To ja pozwoliłem ci wtedy pójść samemu. To ja za tobą nie pojechałem. To ja nie zjawiłem się wtedy, gdy mnie potrzebowałaś.
-Nie...To moja głupota do tego doprowadziła.
-Dlaczego uważasz, że jesteś głupia?
-Jestem...jestem głupia, łatwowierna i lekkomyślna, a na dodatek brzydka.
-Głupia nie jesteś, lekkomyślna? Może trochę,łatwowierna? To chyba dobrze, że mi zaufałaś co nie? a brzydka? Nigdy żadna dziewczyna mnie tak nie podniecała jak ty.-zarumieniłam się...to było dość miłe..
....................................................................
Hej miśki<3 Jak wam się podoba rozdział? Awwww między Brook i Jussem iskrzy. <3/Magda
sobota, 17 maja 2014
wtorek, 13 maja 2014
Rozdział 8
Szłam przed siebie, nie zważając na krzyki szatyna. Nie wiem ile już minęło ale nie słyszałam już Justina.
Nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Przedostawanie się przez całe miasto.. Mogłam się nie obijać na W-F . Sięgnęłam ręką do kieszeni moich spodni i zerknęłam na godzinę, była już 21:00 .
O cholera! Nie
zamknęłam drzwi do mojego pokoju! Rodzice mnie zabiją ponieważ wyszłam kiedy mam szlaban . Szłam na skróty,żeby było szybciej musiałam przejść przez uliczki w których było niebezpiecznie
.
O cholera! Nie
zamknęłam drzwi do mojego pokoju! Rodzice mnie zabiją ponieważ wyszłam kiedy mam szlaban . Szłam na skróty,żeby było szybciej musiałam przejść przez uliczki w których było niebezpiecznie
.
Kiedy wchodziłam w jedną z ciemnych uliczek zobaczyłam kilka metrów stąd grupkę chłopaków.
Boże czemu?! Postanowiłam zachować spokój. Szłam prosto patrząc w chodnik nie chciałam być zaczepiana, a jak widać byli nachlani i do tego ćpali.
- Co taka ślicznotka, robi tutaj o tej porze? - jeden z chłopaków chwycił za nadgarstek.
- Idę do domu - splunęłam.
- Ej! Grzeczniej może. - krzyknął. Był wściekły widziałam to w jego oczach.
- Dajcie mi przejść. - powiedziałam litościwie i zaczęłam się szarpać.
- Nigdzie nie idziesz - uśmiechnął się blondyn o niebieskich oczach, to nie był ten uśmiech to był uśmiech, przewagi. Chwycił mnie za ramię i pchnął na ścianę.
W moich oczach uzbierały się łzy
. Zaczęłam się rozglądać we wszystkie strony, ale jak na złość nikogo nie było! Gdzie się podziała reszta chłopaków?!
Kiedy uznałam,że nie ma już wyjścia poddałam się.
- No, to teraz dasz mi tego czego chcę, a później zachowasz się jak na dziewczynkę przystało i pójdziesz do domku nie mówiąc o tym nikomu co się tu stało.- widziałam te oczy były powiększone, był naćpany.
Zobaczyłam jak przez jego twarz przebiega chytry uśmiech, zaczął mnie całować, to było ohydne.
Zaczęłam płakać krzyczeć o pomoc, ale nic.
- Zamknij się!- zaczął wrzeszczeć.
- Nie możesz mi tego zrobić - wyszlochałam. A on wrócił do całowania mnie, przekręcałam się.
Zdarł ze mnie koszulkę i zaczął całować po szyi, darłam się teraz nie krzyczałam.
-Pomocy! Zostaw mnie!- popatrzyłam na niego. W mgnieniu oka jego pięść wylądowała na mojej twarzy na co się trochę przechyliłam.
- Albo będziesz grzeczna, albo więcej czeka na ciebie takich niespodzianek.- warknął.
- Zostaw mnie! - kopłam go w krocze, leżałam już na ziemi jego pięści były wszędzie .
Czułam ciepłą ciesz na moim czole i posmak metaliczny w ustach.
Wszystko mnie bolało.
Chłopak zaczął mnie kopać po brzuchu. Później chwycił za włosy i podciągnął do góry.
- Następnym razem gdy się zobaczymy - przystaną na chwilę - nie będzie już tak dobrze, uwierz mi.
Rzucił mną a moje ciało opadło bezwładnie na ziemię, płakałam wszystko tak mnie bolało.
Resztkami sił wyszłam z uliczki kierując się do domu.
Kiedy doszłam do celu miałam wybór wejść drzwiami lub oknem .
Jak wejdę drzwiami to rodzice będą cholernie źli a jak wejdę oknem to w sumie będzie dobrze.
Poszłam w stronę rynny i wdrapałam się na nią.
Gdy byłam w swoim pokoju od razu popędziłam w stronę drzwi pokoju i za kluczyłam je.
Podeszłam do garderoby wyjmując pidżamę i bieliznę. Potem skierowałam się w stronę łazienki ,zamknęłam
drzwi od pomieszczenia i zaczęłam się rozbierać po czym spojrzałam w lustro w moich oczach uzbierały się łzy. Moje ciało wyglądało jak kupa gruzu. Wszędzie były siniaki na brzuchu na nadgarstkach.
Na twarzy miałam jeszcze pozasychaną krew. Szybko odwróciłam się i weszłam do kabiny
obmyłam się i wyszłam wycierając się ręcznikiem. Ubrałam na siebie wcześniej przygotowana pidżamę i bieliznę. Wysuszyłam włosy i rozczesałam je.
Kiedy wychyliłam się stanęłam wryta.
Na łóżku leżał Justin. On nie może mnie tak zobaczyć.
-He- nie zdążył powiedzieć bo szybko zatrzasnęłam drzwi.
- Odejdź - powiedziałam. Mam nadzieje,że mnie posłucha bo nie mam zamiaru spać w łazience.
- Brooklyn? Co się dzieje? - spytał po drugiej stronie drzwi.
- Proszę .. odejdź Justin - powiedziałam cicho, ale tak żeby mnie usłyszał.
- Brooklyn otwórz te drzwi! - Podniósł głos. Rozkleiłam się nie wiedziałam co mam zrobić.
- Justin..- wychlipałam. Modliłam sie żeby poszedł,ale Bóg mnie nie wysłuchał.
- Otwórz bo wyważę drzwi- zamilknął - Brooklyn mówię serio.- słyszałam jak odchodzi od drzwi.
- Nie!- krzyknęłam.
- To otwórz.. - powiedział już spokojniej. Nie wiem jak Justin na to zareaguje trudno.
Podeszłam do drzwi przekręcając zamek i wyłaniając się zza drzwi łazienki.
Popatrzyłam na Justina....
***********************
Hej, przepraszam,że dopiero dzisiaj jest rozdział ale miała dużo nauki i jeszcze próbowałam zrobic zwiastun.
Więc jest rozdział, krótki ale postaram się pisać dłuższe :) .
Spodziewaliście się,że Brooklyn mogła zostać zgwałcona? I jak zareaguje Justin?
;* <3 Ja już idę dobranoc ;* /Gosia
- Dajcie mi przejść. - powiedziałam litościwie i zaczęłam się szarpać.
- Nigdzie nie idziesz - uśmiechnął się blondyn o niebieskich oczach, to nie był ten uśmiech to był uśmiech, przewagi. Chwycił mnie za ramię i pchnął na ścianę.
W moich oczach uzbierały się łzy
. Zaczęłam się rozglądać we wszystkie strony, ale jak na złość nikogo nie było! Gdzie się podziała reszta chłopaków?!
Kiedy uznałam,że nie ma już wyjścia poddałam się.
- No, to teraz dasz mi tego czego chcę, a później zachowasz się jak na dziewczynkę przystało i pójdziesz do domku nie mówiąc o tym nikomu co się tu stało.- widziałam te oczy były powiększone, był naćpany.
Zobaczyłam jak przez jego twarz przebiega chytry uśmiech, zaczął mnie całować, to było ohydne.
Zaczęłam płakać krzyczeć o pomoc, ale nic.
- Zamknij się!- zaczął wrzeszczeć.
- Nie możesz mi tego zrobić - wyszlochałam. A on wrócił do całowania mnie, przekręcałam się.
Zdarł ze mnie koszulkę i zaczął całować po szyi, darłam się teraz nie krzyczałam.
-Pomocy! Zostaw mnie!- popatrzyłam na niego. W mgnieniu oka jego pięść wylądowała na mojej twarzy na co się trochę przechyliłam.
- Albo będziesz grzeczna, albo więcej czeka na ciebie takich niespodzianek.- warknął.
- Zostaw mnie! - kopłam go w krocze, leżałam już na ziemi jego pięści były wszędzie .
Czułam ciepłą ciesz na moim czole i posmak metaliczny w ustach.
Wszystko mnie bolało.
Chłopak zaczął mnie kopać po brzuchu. Później chwycił za włosy i podciągnął do góry.
- Następnym razem gdy się zobaczymy - przystaną na chwilę - nie będzie już tak dobrze, uwierz mi.
Rzucił mną a moje ciało opadło bezwładnie na ziemię, płakałam wszystko tak mnie bolało.
Resztkami sił wyszłam z uliczki kierując się do domu.
Kiedy doszłam do celu miałam wybór wejść drzwiami lub oknem .
Jak wejdę drzwiami to rodzice będą cholernie źli a jak wejdę oknem to w sumie będzie dobrze.
Poszłam w stronę rynny i wdrapałam się na nią.
Gdy byłam w swoim pokoju od razu popędziłam w stronę drzwi pokoju i za kluczyłam je.
Podeszłam do garderoby wyjmując pidżamę i bieliznę. Potem skierowałam się w stronę łazienki ,zamknęłam
drzwi od pomieszczenia i zaczęłam się rozbierać po czym spojrzałam w lustro w moich oczach uzbierały się łzy. Moje ciało wyglądało jak kupa gruzu. Wszędzie były siniaki na brzuchu na nadgarstkach.
Na twarzy miałam jeszcze pozasychaną krew. Szybko odwróciłam się i weszłam do kabiny
obmyłam się i wyszłam wycierając się ręcznikiem. Ubrałam na siebie wcześniej przygotowana pidżamę i bieliznę. Wysuszyłam włosy i rozczesałam je.
Kiedy wychyliłam się stanęłam wryta.
Na łóżku leżał Justin. On nie może mnie tak zobaczyć.
-He- nie zdążył powiedzieć bo szybko zatrzasnęłam drzwi.
- Odejdź - powiedziałam. Mam nadzieje,że mnie posłucha bo nie mam zamiaru spać w łazience.
- Brooklyn? Co się dzieje? - spytał po drugiej stronie drzwi.
- Proszę .. odejdź Justin - powiedziałam cicho, ale tak żeby mnie usłyszał.
- Brooklyn otwórz te drzwi! - Podniósł głos. Rozkleiłam się nie wiedziałam co mam zrobić.
- Justin..- wychlipałam. Modliłam sie żeby poszedł,ale Bóg mnie nie wysłuchał.
- Otwórz bo wyważę drzwi- zamilknął - Brooklyn mówię serio.- słyszałam jak odchodzi od drzwi.
- Nie!- krzyknęłam.
- To otwórz.. - powiedział już spokojniej. Nie wiem jak Justin na to zareaguje trudno.
Podeszłam do drzwi przekręcając zamek i wyłaniając się zza drzwi łazienki.
Popatrzyłam na Justina....
***********************
Hej, przepraszam,że dopiero dzisiaj jest rozdział ale miała dużo nauki i jeszcze próbowałam zrobic zwiastun.
Więc jest rozdział, krótki ale postaram się pisać dłuższe :) .
Spodziewaliście się,że Brooklyn mogła zostać zgwałcona? I jak zareaguje Justin?
;* <3 Ja już idę dobranoc ;* /Gosia
poniedziałek, 12 maja 2014
piątek, 2 maja 2014
ROZDZIAŁ 7
Po lekcjach Lucy odwiozła mnie do domu. Nie powiedziałam jej, że zostałam postrzelona i, że poznałam Justina...Nie chciałam jej w to mieszać...Dlaczego? Sama nie wiem.
Weszłam do domu
-Brooklyn pozwól na chwilkę.-usłyszałam głos taty dobiegający z salonu
-Tak tato?-weszłam do pokoju. Tata siedział na fotelu i przeglądał gazetę, a mama krzątała się po kuchni.
-Musimy porozmawiać.
Zgrabnie usiadłam na łóżku i wpatrywałam się w tatę.
-Dzwoniła do mnie twoja matematyczka....
-Ughh...-i co ta suka ci o mnie nagadała?
-Uważaj na słowa młoda panno! Powiedziała, że źle się do niej odzywałaś! Nie podoba mi się twoje zachowanie! Dostajesz szlaban!
-Tato! Ona się uwzięła! Nienawidzę jej!
-Mogłabyś chociaż odnosić się do niej z szacunkiem! Zejdź mi z oczu!
Natychmiast pobiegłam do mamy.
-Mamo!
-Kochanie, uważam, że tata ma rację. Ten szlaban ci dobrze zrobi.
Wściekła pobiegłam do swojego pokoju.
-I co ja teraz zrobię?! Miałam się spotkać z Justinem!
Wzięłam telefon i napisałam do niego SMS-a
"Sorki...szlaban..raczej się nie spotkamy. :("
Kilka minut potem przyszła odpowiedź
"Coś wykombinuję...Nie martw się ;)"
Uśmiech zagościł na mojej twarzy.
Zrobiłam sobie kreski, uczesałam włosy w koka i przebrałam się.
Czekałam na Justina 15 minut. Stał pod domem w aucie... Nagle zadzwonił telefon. Odebrałam
-Wyjdź oknem...zaraz podstawię drabinę.
-Umm...ok, ale jak coś mi się stanie to pożałujesz.
-Nie martw się shawty.
Justin podstawił drainę pod okno i zeszłam...Cały czas trzęsły mi się nogi. Wsiadłam do jego auta, a on zawadiacko się do mnie uśmiechał.
-Pani idealna łamie zasady.
-Ahh...zamknij się już. Szturchnęłam go barkiem.
Dojechaliśmy pod Starbucks. Zajęliśmy miejsce. Zamówiliśmy Waniliowe Frapuccina. Justin cały czas przyglądał się dziewczynie, która siedziała kilka stolików dalej z chłopakiem.
-Justin? Wszystko w porządku?
-Tak...
-Cały czas przyglądasz się tamtej lasce...
-Nie...po prostu mi kogoś przypomina.
Chłopak, który siedział koło niej poszedł do toalety..Dziewczyna podeszła do nas.
Mogę ją krótko opisać: wysoka blondyna z wielkim biustem...
Uśmiechnęła się do mnie...To był wredny uśmiech...
-Justin...twoja nowa dziewczyna? Jeszcze wczoraj widziałam cię z inną...
Żyły na jego szyi wyraźnie się odznaczyły.
-Odejdź stąd Shanon.
-Kiedyś byliśmy razem-zwróciła się do mnie.-mała przestroga: jest słaby w łóżku.
-Wynoś się, zanim ci coś zrobię.
-Buziaczki-Shanon wyszła z budynku.
Chłopak, który z nią był wyszedł z toalety i zdziwiony rozglądał się po kawiarni. Kelnerka powiedziała mu, że dziewczyna wyszła z baru i on za nią wybiegł.
-Kim była ta dziewczyna?
-Nie ważne...
-O co jej chodziło?
-Nie ważne!-uderzył pięścią w stół-idziemy
Wyszliśmy z baru...byłam wkurzona, że Justin nie chce mi nic powiedzieć.Podszedł do auta i otworzył drzwi z zamiarem wsiadania. Ja nie miałąm zamiaru siedzieć z nim w aucie. Zaczęłam iść w kierunku mojego domu.
-Co ty wyprawiasz?
-Idę do domu? Nie widać?
-Daj spokój! Wsiadaj!
-Zaoszczędzę ci na paliwie...poza tym, chcę sobie przemyśleć parę rzeczy.
-To znaczy?
-Czy zgodzenie się na spotkanie z tobą tutaj było dobrym pomysłem.-Powiedziałam to, po czym po prostu ruszyłam przed siebie.
Heloooł ludzie! Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba...<3 <3/Magda
-Justin? Wszystko w porządku?
-Tak...
-Cały czas przyglądasz się tamtej lasce...
-Nie...po prostu mi kogoś przypomina.
Chłopak, który siedział koło niej poszedł do toalety..Dziewczyna podeszła do nas.
Mogę ją krótko opisać: wysoka blondyna z wielkim biustem...
Uśmiechnęła się do mnie...To był wredny uśmiech...
-Justin...twoja nowa dziewczyna? Jeszcze wczoraj widziałam cię z inną...
Żyły na jego szyi wyraźnie się odznaczyły.
-Odejdź stąd Shanon.
-Kiedyś byliśmy razem-zwróciła się do mnie.-mała przestroga: jest słaby w łóżku.
-Wynoś się, zanim ci coś zrobię.
-Buziaczki-Shanon wyszła z budynku.
Chłopak, który z nią był wyszedł z toalety i zdziwiony rozglądał się po kawiarni. Kelnerka powiedziała mu, że dziewczyna wyszła z baru i on za nią wybiegł.
-Kim była ta dziewczyna?
-Nie ważne...
-O co jej chodziło?
-Nie ważne!-uderzył pięścią w stół-idziemy
Wyszliśmy z baru...byłam wkurzona, że Justin nie chce mi nic powiedzieć.Podszedł do auta i otworzył drzwi z zamiarem wsiadania. Ja nie miałąm zamiaru siedzieć z nim w aucie. Zaczęłam iść w kierunku mojego domu.
-Co ty wyprawiasz?
-Idę do domu? Nie widać?
-Daj spokój! Wsiadaj!
-Zaoszczędzę ci na paliwie...poza tym, chcę sobie przemyśleć parę rzeczy.
-To znaczy?
-Czy zgodzenie się na spotkanie z tobą tutaj było dobrym pomysłem.-Powiedziałam to, po czym po prostu ruszyłam przed siebie.
Heloooł ludzie! Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba...<3 <3/Magda
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)