poniedziałek, 7 lipca 2014

                                                            ROZDZIAŁ 11

BROOKLYN POV

Zastanawiało mnie to, że Justin zdenerwował się gdy usłyszał opis tego chłopaka.

 Nie chciałam go męczyć pytaniami, dlatego dałam sobie z tym spokój.

Przez resztę  dnia siedziałam z Justinem w pokoju, oglądaliśmy filmy, rozmawialiśmy. Kilka razy dzwoniła do mnie Lucy, pytała, czy wszystko okej. Mówiłam, że tak. Ona nic nie wie o Justinie. A no i rodzice...Nie zaglądali do mojego pokoju..Wysłałam mamie SMS, że chce pobyć sama i nie mam ochoty na ich "pogadanki"....

JUSTIN POV

Pewnie zastanawiacie się, czemu tak zareagowałem co? Nie powiem wam.. Nie teraz

Kurwa..dlaczego ja wtedy się nie pojawiłem? 

Czemu jej nie pomogłem. 

Jestem pierdolonym frajerem..                                                                                                                  

Tak bardzo mi na niej zależy.. 

Hahah śmieszne co? 

Znam tą dziewczynę..

Nawet nie tydzień, a już mi na niej zależy.. 

Bieber!? Co ty gadasz? 


Zrobiło się późno i musiałem już iść...Najchętniej nie zostawiałbym jej. Zostałbym, oglądał filmy, przytulał. Ona jest pierwszą dziewczyną, która tak na mnie działa. Przy niej ujawniam moją "Dobrą stronę"

BROOKLYN POV

Zrobiło się późno, więc Justin musiał iść...Nie chciałam tego, najchętniej przykułabym się do niego...

-Spotkamy się jutro?- Spytał szatyn wpatrując mi się w oczy.
-A chcesz?
-Jasne..Ty, ja, jakieś fajne miejsce? Co o tym myślisz?

Uśmiechnęłam się dając chłopakowi znak, że się zgadzam. Bieber puścił mi oczko i wyszedł przez okno.

Położyłam się na łóżku i wdychałam zapach jego perfum wciąż unoszący się po pokoju.

Heh..zabawne co?

Dlaczego on tak na mnie działa?

Wystarczy jedno spojrzenie i wariuję...

Jestem dziwna...

Bardzo dziwna...

Po kilku minutach ciszy usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Spojrzałam na ekran, na którym widniało zdjęcie Lucy. Wzdychnęłam i odebrałam.

-Halo? Brooklyn?

-Cześć Lucy

-Nie dzwoniłaś, nie pisałaś, więc postanowiłam, że zrobię to pierwsza...Ostatnio w ogóle się nie widujemy...Martwiłam się

-Przepraszam, ale miałam małe problemy z rodzicami..

-Spotkamy się jutro?

-Jutro nie mam czasu..Przepraszam...

-Ehh..ok...Pa..

Lucy rozłączyła się nie czekając na moją odpowiedź...Martwi się..Może myśli, że ją unikam...Naprawię to...

Położyłam się do łóżka i zasnęłam w kilka minut...

Szłam korytarzem szkolnym..Nie było nikogo. Co chwilę mrygało psujące się powoli światło lamp...Nagle usłyszałam znajomy głos krzyczący moje imię...

-Brooklyn!! Uciekaj!!

Odwróciłam się, za mną stał Justin. Cały ubrudzony był krwią..Na jego widok podskoczyłam..Przestraszyłam się.. Nagle ujrzałam drugiego chłopaka zmierzającego w naszą stronę.. To ten, który chciał mnie zgwałcić.. W ręku trzymał broń.

-Proszę proszę..kogo my tu mamy..

-Zostaw ją w spokoju Parker!- Justin zasłonił mnie swoim ciałem. Widziałam, jak zacinął pięści..Był nieźle wkurwiony..

Skąd oni się znają? Pomyślałam..

-Bieber bawi się w bohatera? A może to jest twoja dupa co? Mówiła ci, że się znamy? Znamy się Brooklyn prawda?

Nie odezwałam się ani słowem

-Posłuchaj skurwielu! Jeśli kiedykolwiek zbiżysz się do niej to obiecuję, że osobiście rozwalę ci łeb!

-Osobiście? Jakas nowość..Zazwyczaj to twoi kumple pojawiali się w jakichś sprawach..

-To koniec rozumiesz?! Masz zniknąć z mojego życia..

-Dla ciebie to koniec, ale nie dla mnie! Nie pamiętasz jak razem chodziliśmy do burdeli sie zabawić? Pamiętasz, jak te laski się darły? Jak błagały, żebyśmy przestali? Jak zostawialiśmy je na pusyej drodze? Przecież nie musimy być wrogami..

-Hahaha co? Nie pamiętasz już co zrobiłeś Kate?

-Ona i tak nie była ciebie warta..sama wskoczyła do łóżka..

-A ty ją zgwałciłeś i zamordowałeś..

Każde słowo, które usłyszałam sprawiało mi coraz większy ból...Odsunęłam się od szatyna i uciekłam..Biegłam jak najszybciej..Słyszałam, jak za mną biegnie...W końcu moje nogi odmówiły posłuszeństwa...Bieber złapał mnie...

-Posłuchaj to nie tak...

-A jak?!-Wykrzyczałam ze łzami w oczach..

-Ja...-Justin nie dokończył..upadł bezwładnie na ziemie, a z jego klatki piersiowej wylał się strumień krwi..

Zobaczyłam tego chłopaka.. Stał w miejscu i uśmiechał się...

-Zabawimy się?

Rzuciłam się do ucieczki..biegłam ile tylko mogłam...

-Brooklyn! Brooklyn obudź się!

Otworzyłam szeroko oczy..

-Córeczko to tylko sen-zobaczyłam przede mną mamę..Mocno ją uściskałam..

-Krzyczałaś..

-Miałam koszmar

-Już w porządku?

-Tak juz jest ok..

Muszę dzisiaj porozmawiać z Justinem...
                                                                                                                                        

MIŚKI..PO DŁUGIEJ PRZERWIE W KOŃCU NASTĘPNY ROZDZIAŁ <3 MAM NADZIEJĘ, ŻE WAM SIĘ PODOBA/Magda




sobota, 14 czerwca 2014

NOTKA! 
Wtedy kiedy będą napisane wydarzenia pochyłym pismem to będzie sen ;) 



Rozdział 10
Wtuliłam się w jego klatkę piersiową, wdychając jego zapach.
- Przepraszam.- szatyn ucałował moją głowę.
- Nie masz za, co ponieważ to co się zdarzyło to nie jest twoja wina, jasne? - uśmiechnęłam się lekko.
Rozplotłam ręce i podeszłam do łóżka kładąc się na nim.
- Chodź tutaj - poprosiłam Justina poklepując przy tym lekko miejsce obok.Chłopak posłał mi wielki uśmiech na co ja lekko zachichotałam.Ułożył się koło mnie i przyciągnął do siebie.


- Dobranoc - szepnął. Przy Justine czułam się bezpieczna i ważna, potrzebna oraz kochana.To było coś czego potrzebowałam od zawsze. 
- Dobranoc - odpowiedziałam.Od razu po zamknięciu oczu morfeusz zabrał mnie do swojej krainy. 


Znalazłam się w jakiejś czarnej uliczce. Było tylko słychać przejeżdżające auta. A jednym oświetleniem była lampa, która mrugała co jakiś czas. Rozejrzałam się do żadnej żywej duszy.




Szłam przed siebie zerkając co jakiś na różne strony. Nagle wpadłam na coś wysokiego i twardego, to nie był żaden mur czy drzewo to było coś innego. 
Uniosłam swój wzrok i to co zobaczyłam zszokowało mnie. Moje serce zaczęło bić z dwieście razy szybciej. To był ten chłopak, który zaatakował mnie w uliczce gdy wracałam z nieudanego spotkania z Justinem. 


Zanim się spostrzegłam chłopak, chwycił mnie za ramiona i zaczął mną szarpać i dobierać się do mnie. Nie tylko nie to!. Ja nie chcę. Zaczęłam się wyrywać, kopać gdzie popadnie. Po policzku przejechałam mu paznokciami, został wielki czerwony ślad. 
Rzuciłam się biegiem gdziekolwiek tylko najdalej od niego biegłam, biegłam szybko.


 Nie zważałam 
na nic wiedziałam że za mną biegnie. Musiałam się gdzieś ukryć i to jak najszybciej. Zaraz za jedną ulicą była jakaś uliczka. Wbiegłam do niej szybko kryjąc się za wielkim śmietnikiem. Widziałam go przystanął przy wejściu do uliczki. I spojrzał się w jej głąb. Podszedł bliżej. 


- Przecież wiesz,że i tak cię znajdę więc po co to robisz? Po co się ukrywasz? - zaśmiał się gorzko. W moim gardle utworzyła się wielka gula. Czułam w kącikach oczu słoną ciecz.



Nie! Nie mogłam się w tej chwili rozpłakać muszę dać radę. Chłopak przysunął się bliżej śmietnika, a ja przesunęłam się. 
- Gdzie jesteś, aniołku? - spytał gorzko. Gdzie jesteś Justin? Potrzebuję Cię. Mam jeszcze telefon to ostatnia deska ratunku. Wyjęłam z kieszeni moich dżinsów urządzenie. I co? I nic Cholera był rozładowany. Obróciłam głowę i...

Obudziłam się z krzykiem, to był tylko sen to był tylko zły sen. Powtarzałam, ale i tak rozpłakałam się na dobre.
- Brook? - Justin obudził się i popatrzył na mnie przestraszonym i troskliwym wzrokiem. Nie odpowiedziałam mu.- Księżniczko? Co się stało?- Przyciągnął mnie do siebie tuląc.



- Justin, to on - zaszlochałam nie mogłam nic powiedzieć było mi ciężko.
-Shh. To był tylko zły sen, okej? - Powiedział i pogłaskał mnie po głowie.Ucałował mnie lekko w usta. Uśmiechnęłam się. Tak bardzo dziękuję, że on tu jest właśnie teraz ze mną. Co ja bym bez niego zrobiła.


- Dziękuję - szepnęłam . - Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.- uśmiechnęłam się blado.- Po tym zamknęłam oczy i spałam spokojnie. 

Obudziły mnie promienie słoneczne padające na moja twarz. Byłam tak jakby nie wyspana po ciężkiej nocy. Chciałam wstać, ale poczułam wokół mojej talii umięśnioną parę rąk. Spojrzałam za siebie i zobaczyłam najsłodszą rzecz na świecie.


 Justin spał wyglądał  tak spokojnie, bezbronnie i słodko.Wtedy wpadłam na pomysł, zrobię mu zdjęcie i kiedyś mu to pokażę . Chwyciłam do ręki telefon i nacisnęłam po czym zdjęcie było już zapisane w mojej galerii. Wzięłam ręce chłopaka z mojej talii i skierowałam się do garderoby wybierając bieliznę szorty i za dużą bluzę z kapturem. Poszłam do łazienki wzięłam krótki prysznic a później osuszyłam ciało.


 Rozczesałam swoje włosy i ubrałam na siebie bieliznę oraz ciuchy. Umyłam zęby i zrobiłam lekki makijaż. Otworzyłam drzwi i po cichu weszłam do pokoju. 
- Nie musisz być aż tak cicho.- obróciłam się i złapałam za serce. 

- Boże Justin, nie strasz mnie tak.- wydyszałam. Po ostatnich przejściach. Nie wiem czy będę dobrze funkcjonowała.
- Przepraszam.- wstał i przytulił mnie.Kochany.- To co na, śniadanie?- uśmiechnął się cwaniacko. No i stary Justin wrócił. 

- Chyba śnisz,że zrobię ci śniadanie chłopcze - w moim głosie można był wyczuć sarkazm. Justin zrobił minę smutnego psiaka, ale ja i tak się nie dam.- Na mnie to nie działa - zaśmiałam się i pokiwałam na niego palcem. Tak jak rodzice na swoje dzieci wtedy, kiedy zrobią coś źle.

- No, ale Brook tak bardzo proszę - podszedł do mnie  cmoknął mój polik. Zachichotałam i pokręciłam głową z niedowierzaniem.

- Nie - Chciałam się z nim trochę podrażnić. Co mi tam szkodzi . O mało co nie wybuchłam śmiechem kiedy klęknął przede mną i powiedział,żebym zrobiła śniadanie.


- No dobrze, dobrze zrobię śniadanie ale nie możesz wyjść z pokoju. Bo są moi rodzice, a na dodatek mam szlaban więc widzisz jak to wygląda.- Powiedziałam z grymasem na twarzy.



- Okej będę czekał - powiedział i ułożył się z powrotem na łóżku. Od kluczyłam drzwi i wyszłam na korytarz
i od razu je zamknęłam. Zeszłam na dół i usłyszałam głos mojej mamy. Weszłam do kuchni i wzięłam chleb.


- Cześć wszystkim - powiedziałam. Krojąc pieczywo.
-Hej Brooklyn, jak się spało?- słyszałam w jej głosie troskę. Może chodziło jej ot o,że wydarłam się prawie na cały dom w środku nocy. 

- Dobrze, i przepraszam za ten hałas w nocy,ale miałam koszmar.- odpowiedziałam uśmiechając się. 
Wzięłam się za robienie kanapek. Gdy już wszystko było gotowe nalałam jeszcze do dwóch szklanek pomarańczowego soku i postawiłam wszystko na tacę ruszyłam w stronę mojego pokoju. 
Gdy już byłam przy drzwiach otworzyłam je łokciem i szybko weszłam do pokoju zamykając go. Justin leżał na łóżku 
robiąc coś na telefonie,ale czując moją obecność  odłożył go na półkę koło łóżka. Podeszłam do łózka i położyłam na nim tacę od razu w zieliśmy się za jedzenie. Kiedy skończyliśmy odłożyłam tacę na biurko 
i usiadła z powrotem koło Justina. 

- Brook pamiętasz tego chłopaka? Tego który cię zaatakował? - spytał niepewnie a moje ciało się 
spięło. Przytaknęłam a całe zdarzenie spadło  na mnie jak tona cegieł. 
- A powiesz mi? - spytał z troską w głosie. 

- Był wysoki, umięśniony miał blond włosy i ubrany w czarną buzę z czarnymi spodniami dresowymi. 
Powiedziałam na jednym wydechu. Zauważyłam,że Justin zrobił się jakiś nerwowy. 
- Justin, wszystko okej? - spytałam przerażona. Co tu się w ogóle dzieje czy ja czymś nie wiem? 
- Brook musisz teraz na siebie uważać - powiedział szybko.
- Ale Justin co się dzieje do cholery?! - powiedziała głośniej. To nie jest śmieszne coś się dzieje a ja nie wiem co .
- Brook obiecasz mi,że będziesz uważać?- spytał .
- Obiecuję. - powiedziałam i wtuliłam się w niego.




Hej! Co tam? Rozdział jest mam nadzieję, że się podoba :3 /Gosia



PRZEPRASZAM!
Więc chciałabym przeprosić za długa nieobecność na blogu.
Powodem była szkoła ;-; miałam bardzo dużo nauki i teraz mam też poprawki (ostatnie)
Więc jeszcze raz przepraszam jeśli mi sie uda napiszę dzisiaj rozdział ;)

/Gosia

sobota, 17 maja 2014

                                                         ROZDZIAŁ 9

Wyszłam zza drzwi ze łzami w oczach.
-Brooklyn...co się stało?

W tym momencie nie wytrzymałam. Wybuchłam płaczem i wtuliłam się w szatyna.
-Cii...w porządku.-Justin gładził ręką moje włosy.
-Powiedz kto ci to zrobił? Który huj podniósł na ciebie rękę. Powiedz tylko, jak wyglądał, już ja dopilnuję, żeby szybko zniknął z tego świata.
-Nie Justin.-mocno go objęłam.
-Nie pozwolę, żeby ktoś robił ci krzywdę- chłopak spojrzał mi głęboko w oczy.
-Ja...ja nie pamiętam jak on wyglądał.
-Powiedz mi...czy on zrobił coś jeszcze?
-Nie...ale mógł.
-Kurwa...to moja wina..Mogłem za tobą jechać...Mogłem coś zrobić...
-Nie...to tylko moja wina...Mogłam nie iść tym jebanym skrótem.
-Kochanie..-przejechał palcami po siniakach na mojej twarzy, co spowodowało lekki, krótkotrwały ból.
-Nigdy więcej nie pozwolę cię skrzywdzić...nigdy..

Justin przyciągnął mnie do siebie. Cały czas patrzyłam na podłogę. Chłopak uniósł mój podbródek i lekko cmoknął mnie w usta, co wywołało uśmiech na mojej twarzy.

-Dlaczego to zrobiłeś?'
-Co?
-Czemu mnie pocałowałeś?
-Nie wiem..-powiedział, po czym znowu mnie pocałował, tylko tym razem odrobinę mocniej.
Każdy następny pocałunek był coraz bardziej namiętny. Justin już miał zabierać się za zdejmowanie mojej piżamy, gdy odsunęłam się.
-Ja...przepraszam-powiedział Justin, po czym podszedł do mnie by mnie przytulić, lecz ja znów się odsunęłam.
-Przepraszam...po prostu przeszłam dziś za wiele..
-Ok rozumiem..

Justin spojrzał mi w oczy..Widziałam w nich smutek. Widziałam, jak patrzył na moje siniaki. Cały czas obwiniał się o to, co się wydarzyło. Nie chciałam, żeby tak było. Nie chciałam, żeby miał wyrzuty sumienia. To nie była jego wina. Na pewno nie jego.

Dotkęłam jego policzka.
-Justin...Nie obwiniaj się o to.
-Jak mam się nie obwiniać. To ja pozwoliłem ci wtedy pójść samemu. To ja za tobą nie pojechałem. To  ja nie zjawiłem się wtedy, gdy mnie potrzebowałaś.
-Nie...To moja głupota do tego doprowadziła.
-Dlaczego uważasz, że jesteś głupia?
-Jestem...jestem głupia, łatwowierna i lekkomyślna, a na dodatek brzydka.
-Głupia nie jesteś, lekkomyślna? Może trochę,łatwowierna? To chyba dobrze, że mi zaufałaś co nie? a brzydka? Nigdy żadna dziewczyna mnie tak nie podniecała jak ty.-zarumieniłam się...to było dość miłe..
....................................................................
Hej miśki<3 Jak wam się podoba rozdział? Awwww między Brook i Jussem iskrzy. <3/Magda

wtorek, 13 maja 2014

Rozdział 8

Szłam przed siebie, nie zważając na krzyki szatyna. Nie wiem ile już minęło ale nie słyszałam już Justina.
Nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Przedostawanie się przez całe miasto.. Mogłam się nie obijać na W-F . Sięgnęłam ręką do kieszeni moich spodni i zerknęłam na godzinę, była już 21:00 .
O cholera! Nie
zamknęłam drzwi do mojego pokoju! Rodzice mnie zabiją ponieważ wyszłam kiedy mam szlaban  . Szłam na skróty,żeby było szybciej musiałam przejść przez uliczki w których było niebezpiecznie
Kiedy wchodziłam w jedną z ciemnych uliczek zobaczyłam kilka metrów stąd  grupkę  chłopaków.
Boże czemu?! Postanowiłam zachować spokój. Szłam prosto patrząc w chodnik nie chciałam być zaczepiana, a jak widać byli nachlani i do tego ćpali. 
-  Co taka ślicznotka, robi tutaj o tej porze? - jeden z chłopaków chwycił za nadgarstek.
- Idę do domu - splunęłam.

- Ej! Grzeczniej może. -  krzyknął. Był wściekły widziałam to w jego oczach.
- Dajcie mi przejść. - powiedziałam litościwie i zaczęłam się szarpać.
- Nigdzie nie idziesz - uśmiechnął się blondyn o niebieskich oczach, to nie był ten uśmiech to był uśmiech, przewagi. Chwycił mnie za ramię i pchnął na ścianę.

 W moich oczach uzbierały się łzy
. Zaczęłam się rozglądać we wszystkie strony, ale jak na złość nikogo nie było! Gdzie się podziała reszta chłopaków?!
Kiedy uznałam,że nie ma już wyjścia poddałam się.

- No, to teraz dasz mi tego czego chcę, a później zachowasz się jak na dziewczynkę przystało i pójdziesz do domku nie mówiąc o tym nikomu co się tu stało.- widziałam te oczy były powiększone, był naćpany.
Zobaczyłam jak przez jego twarz przebiega chytry uśmiech, zaczął mnie całować, to było ohydne.
Zaczęłam płakać krzyczeć o pomoc, ale nic.
- Zamknij się!- zaczął wrzeszczeć.

- Nie możesz mi tego zrobić - wyszlochałam. A on wrócił do całowania mnie, przekręcałam  się.
Zdarł ze mnie koszulkę i zaczął całować po szyi, darłam się teraz nie krzyczałam.
-Pomocy! Zostaw mnie!- popatrzyłam na niego. W mgnieniu oka jego pięść wylądowała na mojej twarzy na co się trochę przechyliłam.

- Albo będziesz grzeczna, albo więcej czeka na ciebie takich niespodzianek.- warknął.
- Zostaw mnie! - kopłam go w krocze,  leżałam już na ziemi jego pięści były wszędzie .
Czułam ciepłą ciesz na moim czole i posmak metaliczny w ustach.
Wszystko mnie bolało.

Chłopak zaczął mnie kopać po brzuchu. Później chwycił za włosy i podciągnął do góry.
- Następnym razem gdy się zobaczymy - przystaną na chwilę - nie będzie już tak dobrze, uwierz mi.
Rzucił mną  a moje ciało opadło bezwładnie na ziemię, płakałam wszystko tak mnie bolało.
Resztkami sił wyszłam z uliczki kierując się do domu.

Kiedy doszłam do celu miałam wybór wejść drzwiami lub oknem .
Jak wejdę drzwiami to rodzice będą cholernie źli a jak wejdę oknem to w sumie będzie dobrze.
Poszłam w stronę rynny i wdrapałam się na nią.

Gdy byłam w swoim pokoju od razu popędziłam w stronę drzwi pokoju i za kluczyłam je.
Podeszłam do garderoby wyjmując pidżamę i bieliznę. Potem skierowałam się w stronę łazienki ,zamknęłam
drzwi od pomieszczenia i zaczęłam się rozbierać po czym spojrzałam w lustro w moich oczach uzbierały się łzy. Moje ciało wyglądało jak kupa gruzu. Wszędzie były siniaki na brzuchu na nadgarstkach.

Na twarzy miałam jeszcze pozasychaną krew. Szybko odwróciłam się i weszłam do kabiny
obmyłam się i wyszłam wycierając się ręcznikiem. Ubrałam na siebie wcześniej przygotowana pidżamę i bieliznę. Wysuszyłam włosy i rozczesałam je.
Kiedy wychyliłam się stanęłam wryta.

Na łóżku leżał Justin. On nie może mnie tak zobaczyć.
-He- nie zdążył powiedzieć bo szybko zatrzasnęłam drzwi.
- Odejdź - powiedziałam. Mam nadzieje,że mnie posłucha bo nie mam zamiaru spać w łazience.
- Brooklyn? Co się dzieje? - spytał po drugiej stronie drzwi.

- Proszę .. odejdź Justin - powiedziałam cicho, ale tak żeby mnie usłyszał.
- Brooklyn otwórz te drzwi! - Podniósł głos. Rozkleiłam się nie wiedziałam co mam zrobić.

- Justin..- wychlipałam. Modliłam sie żeby poszedł,ale Bóg  mnie nie wysłuchał.
- Otwórz bo wyważę drzwi- zamilknął - Brooklyn mówię serio.- słyszałam jak odchodzi od drzwi.
- Nie!- krzyknęłam.



- To otwórz.. - powiedział już spokojniej. Nie wiem jak Justin na to zareaguje trudno.
Podeszłam do drzwi przekręcając zamek i wyłaniając się zza drzwi łazienki.
Popatrzyłam na Justina....





                                                       ***********************


  Hej, przepraszam,że dopiero dzisiaj jest rozdział ale miała dużo nauki i jeszcze próbowałam zrobic zwiastun.
Więc jest rozdział, krótki ale postaram się pisać dłuższe :) .
Spodziewaliście się,że Brooklyn mogła zostać zgwałcona? I jak zareaguje Justin?
;* <3 Ja już idę dobranoc ;* /Gosia 

poniedziałek, 12 maja 2014

Siema koty! ;* 
Boże, ale nad tym siedziałam.
Zrobiłam Zwiastun do bloga mam na  dzieję ,że się podoba :) 
napiszcie kom. jak coś pls ;*** /Gosia 
PS: Obejrzyjcie cały ponieważ sytuacja będzie się 
powtarzać i te same sceny ale właśnie o to mi  chodziło ;) 

piątek, 2 maja 2014

                                                           ROZDZIAŁ 7

       Po lekcjach Lucy odwiozła mnie do domu. Nie powiedziałam jej, że zostałam postrzelona i, że poznałam Justina...Nie chciałam jej w to mieszać...Dlaczego? Sama nie wiem. 

  Weszłam do domu
-Brooklyn pozwól na chwilkę.-usłyszałam głos taty dobiegający z salonu
-Tak tato?-weszłam do pokoju. Tata siedział na fotelu i przeglądał gazetę, a mama krzątała się po kuchni.
-Musimy porozmawiać.
Zgrabnie usiadłam na łóżku i wpatrywałam się w tatę.
-Dzwoniła do mnie twoja matematyczka....
-Ughh...-i co ta suka ci o mnie nagadała?
-Uważaj na słowa młoda panno! Powiedziała, że źle się do niej odzywałaś! Nie podoba mi się twoje zachowanie! Dostajesz szlaban!
-Tato! Ona się uwzięła! Nienawidzę jej!
-Mogłabyś chociaż odnosić się do niej z szacunkiem! Zejdź mi z oczu!

Natychmiast pobiegłam do mamy.
-Mamo!
-Kochanie, uważam, że tata ma rację. Ten szlaban ci dobrze zrobi.

Wściekła pobiegłam do swojego pokoju.
-I co ja teraz zrobię?! Miałam się spotkać z Justinem!

Wzięłam telefon i napisałam do niego SMS-a
"Sorki...szlaban..raczej się nie spotkamy. :("
Kilka minut potem przyszła odpowiedź
"Coś wykombinuję...Nie martw się ;)"
Uśmiech zagościł na mojej twarzy.


Zrobiłam sobie kreski, uczesałam włosy w koka i przebrałam się.

Czekałam na Justina 15 minut. Stał pod domem w aucie... Nagle zadzwonił telefon. Odebrałam
-Wyjdź oknem...zaraz podstawię drabinę.
-Umm...ok, ale jak coś mi się stanie to pożałujesz.
-Nie martw się shawty.

Justin podstawił drainę pod okno i zeszłam...Cały czas trzęsły mi się nogi. Wsiadłam do jego auta, a on zawadiacko się do mnie uśmiechał.
-Pani idealna łamie zasady.
-Ahh...zamknij się już. Szturchnęłam go barkiem.

Dojechaliśmy pod Starbucks. Zajęliśmy miejsce. Zamówiliśmy Waniliowe Frapuccina. Justin cały czas przyglądał się dziewczynie, która siedziała kilka stolików dalej z chłopakiem.

-Justin? Wszystko w porządku?
-Tak...
-Cały czas przyglądasz się tamtej lasce...
-Nie...po prostu mi kogoś przypomina.

Chłopak, który siedział koło niej poszedł do toalety..Dziewczyna podeszła do nas.

Mogę ją krótko opisać: wysoka blondyna z wielkim biustem...

Uśmiechnęła się do mnie...To był wredny uśmiech...
-Justin...twoja nowa dziewczyna? Jeszcze wczoraj widziałam cię z inną...
Żyły na jego szyi wyraźnie się odznaczyły.
-Odejdź stąd Shanon.
-Kiedyś byliśmy razem-zwróciła się do mnie.-mała przestroga: jest słaby w łóżku.
-Wynoś się, zanim ci coś zrobię.
-Buziaczki-Shanon wyszła z budynku.
Chłopak, który z nią był wyszedł z toalety i zdziwiony rozglądał się po kawiarni. Kelnerka powiedziała mu, że dziewczyna wyszła z baru i on za nią wybiegł.
-Kim była ta dziewczyna?
-Nie ważne...
-O co jej chodziło?
-Nie ważne!-uderzył pięścią w stół-idziemy
Wyszliśmy z baru...byłam wkurzona, że Justin nie chce mi nic powiedzieć.Podszedł do auta i otworzył drzwi z zamiarem wsiadania. Ja nie miałąm zamiaru siedzieć z nim w aucie. Zaczęłam iść w kierunku mojego domu.
-Co ty wyprawiasz?
-Idę do domu? Nie widać?
-Daj spokój! Wsiadaj!
-Zaoszczędzę ci na paliwie...poza tym, chcę sobie przemyśleć parę rzeczy.
-To znaczy?
-Czy zgodzenie się na spotkanie z tobą tutaj było dobrym pomysłem.-Powiedziałam to, po czym po prostu ruszyłam przed siebie.

Heloooł ludzie! Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba...<3 <3/Magda