ROZDZIAŁ 5
BROOKLYN POV
Justin opatrzył mi ranę. Oczywiście potem poprosiłam go, żeby zawiózł mnie do domu. Posłuchał sie mnie...WOW...
Całą drogę przebyliśmy w milczeniu. Co chwilę nerwowo spoglądałam na zegarek. Było naprawdę późno. Wiedziałam, że rodzice na pewno będą niezadowoleni.
-Moglibyśmy jechać szybciej?
-Posłuchaj słonko-żyły na jego szyi odznaczyły się.-to ja tu decyduję, w jakim tempie będę jechał kapujesz?
-T..tak-przestraszyłam się....
-Cieszę się, że się rozumiemy.
Do końca drogi nie odezwałam się do niego ani słowem.
W końcu dojechaliśmy pod mój dom. Wysiadłam z auta i już kierowałam się do drzwi kiedy usłyszałam:
-spotkamy się jeszcze?
-Już się stęskniłeś?
-Daj mi swój numer.
-Nie.-zadziornie wystawiłam do niego język, po czym weszłam do domu.
Było dość późno, więc po cichutku kierowałam się do mojego pokoju. Nagle lampka w salonie zapaliła się.
-Brooklyn Katherine Moon! Podejdź tu proszę-usłyszałam donośny głos mojego taty.
-O nie...-wymamrotałam pod nosem.
-Hej mamo...tato...
-Mam do ciebie jedno, zasadnicze pytanie...Która jest godzina?
-No wiesz...to zależy...No bo wiesz...w innym rejonie świata może być 5 rano, a w innym 4 rano więc...
-Która jest godzina u nas?
-3:00
-No właśnie...a co ty powinnaś robić o 3:00??
-No właśnie...powinnam iść spać, a rozmawiam tu z wami...no to ja już lecę dobranoc.
-Poczekaj! Powiedz mi jeszcze...co robiłaś w mieście o tak później porze?
No i co ja mam im powiedzieć? Mamo tato! Byłam na imprezie i mnie postrzelili, a potem musiałam pokazywać się w staniku jakiemuś chłopakowi, żeby opatrzył mi ranę, a tak właściwie, to co jutro na obiad?
-No wiesz...byłam u Lucy...oglądałyśmy film...gadałyśmy i tak jakoś czas zleciał.
-Nie mogłaś zadzwonić? Pozwoliłabym ci u niej spać!-mama w końcu się odezwała.
W mamie zawsze mam najwięsze wsparcie. Tata zawsze był surowy...Zawsze musiałam robić to, co on kazał.
-Hmm...no wiesz...Ja zostawiłam komórkę w domu, a Lucy wpadł do stawu.
-Masz szlaban!-krzyknął tata.
-Peter nie bądź taki surowy. Brooklyn...bardzo się o ciebie martwiliśmy. Nie rób więcej takich rzeczy ok?
-Ok.
-Masz szczęście gówniaro, że twoja matka ci pobłaża...idź już na górę. Zejdź mi z oczu.
Uradowana pobiegłam po schodach do swojego pokoju. Oczywiście po drodze musiałam się wyjebać...Jak to ja i moja niezdarność.
Weszłam do swojego pokoju, zrzuciłam z siebie ciuchy i w bieliźnie ruszyłam w stronę łazienki. Weszłam pod prysznic i poczułam niesamowitą ulgę. Zmyłam z siebie ciężar całego dnia. Nikomu tego nie mówiłam, ale moja pasją jest śpiewanie...no może rysowanie też.. Opierałam się, ale w końcu nie wytrzymałam i zaczęłam śpiewać jedną z moich ulubionych piosenek. Zawsze przy niej płaczę...Po kilku minutach usiadłam w brodziku. Skuliłam się i zaczęłam płakać. Ciepłe krople wody spływały po moim ciele, a ja płakałam... Sama nie wiem czemu...po prostu musiałam...spojrzałam na swoje nadgarstki...były na nich blizny po żyletce...cięłam się, gdy byłam młodsza.....gdy tylko coś było nie tak, sięgałam po żyletkę...to było coś, jak środek na uspokojenie...to mnie odstresowywało...Jestem psychiczna...Nagle usłyszałam dźwięk przysyłanego SMS-a. Wzięłąm telefon i przez łzy odczytałam wiadomość:
-Jestem u ciebie w pokoju... (numer nieznany).
Zakręciłam wodę, ubrałam się w bieliznę i w ręcznik i wyszłam do pokoju. Na moim łóżku leżał nie kto inny...Justin!
Na mój widok przegryzł wargę, ale gdy spojrzał na moje nadgarstki posmutniał.
-Tniesz się?
-Cięłam się kiedyś...
-Czemu płakałaś?
-Nie płakałam...
-Jak to nie?-wstał i podszedł do mnie.-a ta łza to co?-wytarł mi ją z policzka.
-Po prostu nienawidzę siebie...Nienawidzę swojego ciała, swojego charakteru...Jestem beznadziejna...
-Nie mów tak!-Nie widzisz, jaka jesteś piękna...dla mnie jesteś mega seksowna...
Uśmiechnęłam się lekko...
-Ughh jasne...
-Naprawdę...czy gdybyś mi się nie podobała zrobiłbym tak?-Podszedł do mnie i objął w talii, po czym złapał za pośladek i lekko go ścisnął, co spowodowało moją natychmiastową reakcję. Po prostu go uderzyłam...
-Ał! Dlaczego to zrobiłaś?
-Nie rób tak więcej rozumiesz?! A tak właściwie, to co ty tutaj robisz?
-W odwiedziny-Na jego twarzy zagościł słodki uśmieszek, Chłopak w buciorach wskoczył na moje łóżko.
-Zdejmij buty!
-Po co?
-Nie pozwalam ci wchodzić w butach na moje łóżko!
-Dobra już dobra, uniósł ręcę w geście poddania się, po czym zdjął buty i ułożył się znów na łóżku...Przesunął się lekko.
-Podejdź tu.
Podeszłam. Chłopak chwycił mnie za rękę i pociągnął obok siebie. Byliśmy naprawdę blisko. Czułam jego ciepły oddech na szyi.
-Pociągasz mnie.
-Zajebiście...a ty mnie przerażasz...
-Dlaczego?
-Jesteś bipolarny...
-Hahaha jaki?
-Masz dwa oblicza...W jednej chwili jesteś miły, słodki, a sekundę potem oschły i wredny.
-Uważasz, że jestem słodki?
-Nic takiego nie powiedziałam.-Popatrzyłam się w jego karmelowe oczy. Uśmiechał się...był słodki...był bardzo słodki.
-Powiedziałaś, że w jednej chwili jestem miły i słodki, a za chwilę oschły i wredny.
-Dobrze wiem, co powiedziałam! A teraz zabierz siebie i swoje buty..jedź do domu..
-Nie..
-Dlaczego?
-Bo wolę pobyć tu z tobą...
Ten chłopak doprowadza mnie do szału...
No i mamy 5 ROZDZIAŁ MIŚKI <3 <3 MAM NADZIEJĘ, ŻE WAM SIĘ PODOBA/Magda
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz