ROZDZIAŁ 2 - Umm.. jasne - uśmiechnęłam się.
Chłopak chwycił moją malutką rączkę i poprowadził nas na parkiet z głośników
leciała piosenka "Sweet Nothing" Calvina Harrisa.
Ruszałam biodrami w rytm muzyki
Byłam odwrócona do nieznanego mi chłopaka. Czułam jego gorący oddech na mojej szyi,
który wywoływał na moim ciele przyjemne ciarki.
Gdy piosenka dobiegła końca oddaliliśmy się na dobrą odległość.
Cholera. Zapomniałam o drinkach.
- Dzięki - powiedziałam i ominęłam chłopaka kierując się do barku gdzie
czekała na mnie Lucy.
Kiedy już byłam koło mojej przyjaciółki chwyciłam
mojego drinka i upiłam łyk czerwonej substancji z plastikowego kubeczka.
- Gdzie byłaś? - spojrzałam na Lucy,która czekała na moją odpowiedź.
- Tańczyłam Lucy - uśmiechnęłam się przyjaźnie do przyjaciółki.
- O Mój Boże! Ty Brooklyn Moon tańczyłaś z chłopakiem! Jak ma na imię?ładny jest? - milion pytań wystrzeliło z ust Lucy jak strzała
- Lucy! Uspokój się. Jak go gdzies zobaczę to cie zawołam i pokażę - zaśmiałam się.
-Okej tylko dopiję drinka.
Razem z Lucy przetańczyłyśmy chyba z dziesięć piosenek.
W końcu uznałyśmy,że już nie damy rady gdy byłyśmy koło barku napiłam się wody.
"Tajemniczego chłopaka" tak będę nazywała teraz chłopaka,który ze mną tańczył , nie widziałam go już na dalszej części imprezy.
Byłam cholernie zmęczona, wręcz nie trzymałam się na nogach postanowiłam
poinformować o tym przyjaciółkę,że wracam do domu.
- Lucy jestem już zmęczona i wracam do domu. - wydukałam
- Podwiozę cię - powiedziała z troską
- Nie, nie rób sobie kłopotu, przejdę się.- uśmiechnęłam się i pożegnałam z Lucy.
Gdy wzięłam swoje rzeczy wyszłam na chodnik. Szłam ciemnymi
uliczkami Cansas. Pomyślałam,że pójdę na skróty przez opuszczony park.
Czym szybciej tym lepiej. Kiedy byłam już w parku usłyszałam jakieś krzyki. przestraszyłam się ale moja ciekawska strona wzięła nade mną górę.
Skierowałam się do krzyków i to co dostrzegłam przeraziło mnie na wprost siebie miałam obraz
strzelaniny i bijatyki.
W co ja się wpakowałam jak ja stąd wyjdę.
Jak weszłaś tak wyjdź
Mówiła mi moja podświadomość.
Głupia ja po co ja tu przylazłam.
Nagle usłyszałam strzał wychyliłam się zza drzewa,żeby zobaczyć co się stało
jednak pożałowałam tego to co zobaczyłam to było okropne. Na ziemi leżało jakichś
dwóch chłopaków. Na przeciw nich stało jakichś dwóch następnych
jednak sylwetka jednego chłopaka przypominała mi kogoś.
Moją głowę zaprzątały myśli a ja byłam w takiej pozycji w jakiej byłam.
jednak mini przedstawienie się nie skończyło z naprzeciwka nadjechało czarne ferrari a z niego wyskoczyło pięciu umięśnionych chłopaków koło 19-23 lat.
Jeden podbiegł do znanej mi sylwetki i zaczął krzyczeć
- Co ty sobie wyobrażasz kurwa?! - zamachnął się nad "znanym" mi chłopakiem, ale nie uderzył go ponieważ ten szybko zrobił unik.
- Ja tylko wykonuję swoją pracę - warknął prosto w twarz drugiemu.
- Zobaczymy do kiedy - splunął nieznany i przycisnął broń do głowy "znanego chłopaka".
- Nie zostaw go! - krzyknęłam i wybiegłam z poza drzewa.
Teraz już wiem kim był chłopak,który miał przystawiony pistolet do głowy.
Jezu ja z nim tańczyłam na imprezie u Ryana.
Myśli kłębiły mi się w głowie lecz zostały przerwane przez huk.
Poczułam czarne kropki przed oczami i czułam jak upadam...a potem?
CIEMNOŚĆ.
Siema :3 To ja Gosia jak podoba wam się rozdział?
Brooklyn została postrzelona OMG! *o*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz