wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 4
Pov: Brooklyn

Przez resztę drogi milczałam. Nie chciałam się odzywać i pogarszać sytuacji 
w jakiej jestem. Siedzę w aucie z jakimś chłopakiem i jest już 00:23 .
Za dużo wrażeń jak na razie. 
Moi rodzice na pewno się o mnie martwią.
Nie chcę wiedzieć co zrobią jak przyjdę do domu na pewno będę 
uziemiona do końca swojego życia. 
Kurwa.
Musiałam zakończyć tą niezręczną ciszę.
- Gdzie jedziemy?- spytałam ponownie. Ponieważ pierwsza próba nie wypaliła bo zostałam 
wyzwana od "suki".
Ugh! pieprzony dupek.
- Do mnie. - odpowiedział podirytowany szatyn .
- A-ale ja muszę wracać do domu.Rodzice się będą o mnie martwić!- zaczęłam histeryzować jak zagubiona dziewczynka.
No i co ja im powiem?!
"Hej byłam wczoraj na imprezie i wiecie trochę wypiłam 
i  wracałam sama do domu. Usłyszałam jakieś krzyki
więc tam poszłam i jak się okazało zostałam postrzelona
i jechałam z jakimś nieznanym chłopakiem "
Czujecie ten sarkazm? 
- Bardziej martwisz, się o to co się stanie gdy przyjdziesz do domu?- spytał z nutką rozbawienia.- Równie dobrze mógłbym cię tu teraz zgwałcić lub zabić.-W tym momencie 
moje serce przestało bić. Byłam tak przerażona jak cholera. Że co?! 
Równie mógłby mnie zgwałcić lub zabić? 
Muszę być silna. Nie mogę się go bać bo on ma wtedy nade mną przewagę.
Przełknęłam rosnącą w gardle gulę i milczałam.
Po około 20 minutach byliśmy na jakimś osiedlu.
Chłopak wyszedł,a ja siedziałam dalej na miejscu pasażera.
Wow jaki dżentelmen nawet nie raczył otworzyć mi drzwi.
Szłam za nim jak zagubiony szczeniak.
Gdy już staliśmy przed drzwiami od kluczył je i zaprosił mnie do środka 
gestykulując przy tym ręką.
Nie powiem była pod wrażeniem. Myślałam ,że taki chłopak jak on ma 
porozrzucane puszki piwa w salonie brudne 
ubrania itp.
Ale tu było inaczej ściany były koloru szarego a 
meble były czarno białe 
istniał tam ład i porządek.
Chwycił mnie za łokieć i zaprowadził mnie do salonu.
Usiadłam wygodnie na kanapie i patrzyłam się w podłogę.
Możecie pomyśleć, że jestem jakąś wariatką ponieważ  patrzę się w podłogę.
Ale co ja mam zrobić jak jestem z jakimś obcym chłopakiem w jakimś obcym domu, no?!
Moje rozmyślenia przerwał głos chłopaka.
-Chcesz coś do picia? - podniosłam głowę i nasze spojrzenia
spotkały się na sekundę lecz szybko ją spuściłam ponieważ czułam się nieswojo .
- Nie,dzięki - mruknęłam. 
- Okej? Pójdę się przebrać, i zawiozę cię do domu. - powiedział 
na co przytaknęłam.

Pov: Justin

Ta dziewczyna mnie irytuje. Jest taka wkurwiająca.
Po krótkiej wymianie zdań poszedłem do swojego pokoju.
Gdy już w nim byłem skierowałem się do szafy i wyjąłem z niej
czyste bokserki parę szarych spodni dresowych z obniżonym krokiem 
i do tego czarna bluza z jakimś nadrukiem.
Gdy byłem w łazience wziąłem szybki prysznic po czym wysuszyłem ciało.
Założyłem na siebie
wcześniej przygotowane ciuchy i popsikałem się
AXE.
Zostawiłem włosy takie jakie są.
Wyszedłem z pomieszczenia i skierowałem się 
do salonu gdzie znajdowała się dziewczyna.
- Chodź- powiedziałem przy czym wyciągnąłem do niej rękę.
Jednak zignorowała mój gest i wstała sama.
Serio kurwa? Pieprzona suka. 
Mogłem ją tam zostawić.
Ale nie miałem innego wyjścia ona to wszystko widziała. 
Dosłownie, a nie chciałbym ,żeby policja się dowiedziała.
Gdyby nie ona wszystko poszło by gładko.
Chociaż to kurwa, uratowała mi życie płacąc tym,że to ona została postrzelona.
Muszę jej jakoś pomóc odwdzięczyć się.
To pierwszy i ostatni raz kiedy to robię.
- Poczekaj- mruknąłem- Trzeba Cię opatrzyć masz ranę w ramieniu.- chwyciłem jej 
rączkę i zaprowadziłem do łazienki. 
Dziewczyna usiadła na toalecie w tym czasie sięgnąłem 
po apteczkę.
- Musisz zdjąć bluzkę - powiedziałem stanowczo. Wytrzeszczyła oczy 
i zaprzeczyła kręcąc głową na "nie".
- Kurwa! Zdejmij tą pierdoloną bluzkę bo się tu wykrwawisz,a ja nie chcę 
mieć cię na sumieniu.- powiedziałem lekko zdenerwowany.
Wreszcie posłuchała i zdjęła bluzkę.
To co zobaczyłem. No kurwa!
Wow 

Pov:Brooklyn

Kazał zdjąć mi bluzkę byłam bezradna musiałam to zrobić bo inaczej jak
on to powiedział? Ah, tak " Wykrwawię się A on nie chce mieć mnie na sumieniu"
Idiota.
Zdjęłam bluzkę a chłopak otworzył usta.
Czułam jak moje policzki 
się czerwienią .
Cholera!
Postanowiłam to zakończyć.
Miał mi opatrzyć ranę a nie patrzeć na moje piersi!
- Ej! Rana jest tutaj .- wskazałam palcem 
na miejsce gdzie znajdowała się kula.
Chłopak ocknął się i zaczął mnie opatrywać.
Między nami panowała cisza lecz on postanowił ją przerwać.
- Jak masz na imię? - spytał zaciekawiony.
- B-brooklyn - za jąkałam się jakbym języka nie miała.
Co on ze mną robi?
- No więc, miło mi cię poznać Brooklyn jestem Justin. -
uśmiechnął się .
On jest jakiś bipolarny czy jak?! 




********


Siema koty ^^ co tam? Rozdział już jest miałam wenę ! 
Hahah okej więc rozdział jest 
mam nadzieję ,że się podoba ;* 
Proszę komentujcie tak bardzo proszę.. ;* 
Ja już idę Branoc misie :3 <333 




3 komentarze:

  1. Kiedy następny? Uwielbiam takie blogi <3. Czekam nn <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Wieesz co...
    Wzielas to z Dangera, B.R.O.N.X.A, albo chuj wie czego jeszcze.
    Nie pisz tego co jest w innych blogach, bo chuja bedziesz miala z pisania. Nikt nie chce czytac czegos co juz bylo..

    OdpowiedzUsuń