wtorek, 15 kwietnia 2014

                                                      ROZDZIAŁ 1

       Ahh..Lucy...Moja kochana przyjaciółka Lucy...Zawsze się jej słucham. Dlaczego? Sama nie wiem..Po prostu Jest dla mnie jak siostra, której nigdy nie miałam. Czemu o tym mówię? Bo przez nią wpadłam w niezłe tarapaty....No, ale dzięki niej poznałam kogoś, za kogo oddałabym życie...No dobra..czas na początek mojej historii....

   Piątek...po lekcjach... Wszyscy pędem wybiegli z sali..Wszyscy, ale nie ja...Nie lubię pchać się przez tłum dzikich mustangów...Hahaha...Z klasy wyszłam dopiero, jak nie było w niej już nikogo. Pod drzwiami szkoły czekała na mnie moja przyjaciółka.
-To co? Dzisiaj dziki melanż? Ryan urządza imprezę.
-Wiesz, że mnie to nie kręci.
-No weź...Proszę..Dawno na żadnej nie byłyśmy-moja przyjaciółka wie, jak mnie przekonać. Zawsze robi słodkie oczka pieska...To zawsze działa.
-Ehh...dobra,ale ja nie mam w co się ubrać!
-To co...idziemy na zakupy?-Na twarzy Luc zagościł uśmiech.

Wsiadłyśmy do auta i ruszyłyśmy do centrum. Moja przyjaciółka ciągała mnie po wielu sklepach...Nie mogłam jednak znaleźć czegoś, co spowodowało by gwiazdki w moich oczach.

Weszłyśmy do ostatniego sklepu...Od razu rzuciła mi się w oczy śliczna sukienka. Nie mogłam oderwać od niej oczu...Co chwilę kręciłam się obok, ale gdy spojrzałam na cenę, odeszłam...była naprawdę droga. Lucy zauważyła moje zainteresowanie nią.
-Podoba ci się?
-Śliczna jest, ale spójrz na cenę.
-Cena nie ma znaczenia kochanie...Kupię ci ją.
-No coś ty...Nie...
-Kotek...Kupujemy...Przymierz tylko.

 Wyglądałam...jak to powiedziała Lucy...seksiarsko. Hmm...sama nie wiem...ja mam bardzo niską samoocenę i nie widzę w sobie nic atrakcyjnego. Tylko grube uda, fałdki na brzuchu...Po prostu uważam, że jestem brzydka i tyle...ale dobra...Nie będę dłużej ciągnąć tematu.

Wróciłyśmy do domu i rozpoczęłyśmy przygotowania do imprezy. Umyłam się jagodowym żelem pod prysznic. Ubrałam wcześniej kupioną sukienkę i zabrałam się za moją twarz i włosy. Mam naturalne fale, więc tylko lekko je rozczesałam. Poprosiłam Luc, żeby zrobiła mi kreski. Nigdy nie byłam w tym dobra..albo eyeliner ląduje w moim oku, albo jedna kreska jest inna niż druga.

W końcu byłyśmy gotowe. Pod domem Ryana było pełno samochodów. Muzykę słychać było z zewnątrz. W środku było pełno dymu.. Na parkiecie zobaczyłam chłopaków i wijące się obok nich, pijane dziewczyny.
-Chcesz coś do picia?-spytałam Lucy.
-Ta..Ja będę na parkiecie. Widzę fajnego chłopaka.
-Ok.
-Podeszłam do baru i wzięłam dwa drinki.

-Cześć shawty-uszłyszałam głos w moim uchu.
-Umm...hej...-moim oczom ukazał się brunet o miodowych oczach, w których można utonąć.
-Zatańczymy?...
   
   Wtedy po raz pierwszy zamieniłam z nim słowo....

Hey misiakiii...Tak więc mamy pierwszy rozdział...Po dość długiej nieobecności...Mam nadzieję, że nie jest aż taki zły../Magda

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz